Jesteś Żydem? Na religię w szkole i tak pójdziesz!

Stał się cud. Polega na tym, że znalazłem coś, czego nie szukałem, mianowicie swój blog na Onet.pl sprzed trzech lat. Pierwsza myśl nasunęła się taka, że tak nie zacytuję piosenki Dra Hakenbuszao szybko upływającym czasie.  Druga myśl, jest taka, że wpis “Jesteś Żydem? Na religię i tak pójdziesz” aż tak bardzo przez te trzy lata się nie zestarzał. Pisałem go 7 października 2009 r. Przytaczam prawie w całości:

“Dwa dni temu babie lato przeminęło z wiatrem, który przyniósł polarny chłód. Słoneczny wrzesień odszedł z owocami róży, pigwy i rokitnika na krzewach; a z nim pierwszy miesiąc mojego syna Radka w szkole, w zerówce. Radek poszedł do 218. przy Kajki w Aninie.  (…)

Na zebraniu były zapisy na religię. Swoje pociechy zapisały wszyscy rodzice, za wyjątkiem dwojga. Jedna mama odmówiła, tata Radka się wstrzymał, stawiając znak zapytania. Mama Radka argumentuje, że niech chodzi, a jak dorośnie, to sam sobie wyrobi pogląd. Na razie fakt jest taki, że u syna znajomego w I klasie są dwie religie w tygodniu i tylko jeden wf. Czy lepiej się wspaniale modlić czy mieć prosty kręgosłup? Państwo polskie rozwiązało ten dylemat za mnie, o czym będzie poniżej.  Co mają ze sobą począć dzieci ateistów, agnostyków, baptystów, metodystów, grekokatolików, Żydów. Za moich czasów,gdy w komiksach występowali Kajko i Kokosz, Tytus i kapitan Żbik, a nie Spider-man, Ben 10 i Batman, na religię chodziło się na parafię. I to było dobre. Tam katecheza, gdzie Kościół Twój. Miało też tę zaletę, że czytało się w półmroku sali katechetycznej pamiętniki Fanny Hill.

Otwarte pozostaje pytanie, czy religia w szkole powoduje wzrost religijności u ich dzieci? Czy wyłącznie wzrost zamożności i wpływów Kościoła?

Tata Radka, zgodnie z tym co mówi mama Radka, też sobie wyrobił pogląd. Tata Radka ani nie jest praktykującym katolikiem, ani  też nie jest święty.  Są inni,naprawdę święci. To jest pocieszające. Nieoceniona „Polityka” dała w numerze 39/2009 tekst „Grunt na wiarę”, jak to Kościół katolicki domaga się gruntów w ramach rekompensaty za krzywdy doznane od komunistów. Założenie słuszne: zagrabiono,trzeba oddać.  Dla sióstr wizytek komunizm, jak dla Lenina i Stalina, był wieczny. Bo domagają się rekompensaty za  13 ha ziemi przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, które w 1668 r. nadał im król Jan Kazimierz. Ten sam, który występował w „Ogniem i Mieczem”. Wizytki domagały się też respektowania umowy z 1898 r. z magistratem, gdy ten obiecał im jakąś ziemię. Absurd? Nie. Tylko jego opary, bo wizytki dostały budynek przy Krakowskim Przedmieściu, wart pewnie kilka milionów. Zadowolone? Nie! O resztę będą walczyć. Mój znajomy, gdy to przeczytał, rzucał mięsem obficie. Ja się powstrzymam, ale zadam pytania: Czemu Kościół Powszechny nie sięga głębiej, do czasów Mieszka, Chrobrego, św.Wojciecha i Krzyżaków? Czemu zaś Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego (Krzyżacy) nie domaga się zwrotu Malborka? Mają podstawę: było ich, długie lata.  Polscy księża na ziemiach zachodnich chcą przejmować parafie poniemieckie, argumentując, że Kościół jest  powszechny.  Czyli życzą sobie ziemi, która nigdy nie była ich.

Jak chodzącemu na religię Radkowi tata to w przyszłości wytłumaczy? A może Radka w ogóle przestanie to interesować? Z nadmiaru Słowa Bożego  na każdym szczeblu edukacji szkolnej to Słowo mu zbrzydnie, a co najmniej – zobojętnieje. Istnieje takie ryzyko lub szansa. Oczywiście, istnieje też prawdopodobieństwo, że z tych lekcji religii w szkole wykluje się przyszły ksiądz,zakonnik czy choćby tylko publicysta „Naszego Dziennika”.  Ale ksiądz, zakonnik, publicysta wyklułby się spokojnie na katechezach w parafii, a Kościół nie naraziłby się na atak montowania państwa wyznaniowego. Ale Kościołowi to odpowiada. Wyznaje zasadę:domagajmy się wszystkiego, jak dostaniemy 99 procent, święcie się oburzymy na antyklerykalizm.

Mariusz Janicki i Wiesław Władyka w tekście „Politycy w zakrystii ” w tym samym numerze „Polityki” piszą: „To Kościół decyduje o programie szkolnym i o tym, kto naucza. Państwo nic do tego nie ma, choć świadectwa są państwowe, z orłem. Trudno tu w ogóle udawać, że mamy do czynienia z jakąkolwiek zasadą neutralności światopoglądowej państwa. To symbol bezradności”.
Rodzice uczniów uczęszczających na religię też są bezradni.Nie są za, nie są przeciw. Bo kto zrobi lekcję etyki dla jednego ucznia, skoroi tak nikt tego nie naucza, a podręcznika nie ma?  Kto dokona ostracyzmu: idziesz na świetlicę,bo reszta klasy się modli. Więc kaplica, amen w pacierzu.

Czytaj też:
Aborcja – kwestia wiary, sumienia, Kościoła, ale czy państwa i ustaw?