Majówka w Rucianem-Nidzie

Źródło: Wydawnictwo Pomorza i Kujaw

 

W Rucianem-Nidzie czas nie tylko się zatrzymał, ale cofnął. Wielkie ośrodki wczasowe, choćby Funduszu Wczasów Pracowniczych, popadły w ruinę. Handel uspołeczniony umarł. Zastąpiły go Biedronka i Polomarket. Tartak nie tnie drewna od 25 lat.

Siedemdziesiąt lat po wojnie trudno oprzeć się wrażeniu, że adaptacja polskości na południowych Mazurach powiodła się umiarkowanie. Lepszy sort Polaków nie sprostał zadaniu. Tartak, główny zakład miasteczka, zbankrutował.
Gdzie drew nie rąbią, tam wióry nie lecą. Dlaczego w  leśnym zagłębiu nie mógł utrzymać się zakład przetwórstwa drzewnego? Zapytałem o to Piotra Felińskiego, burmistrza miasta i gminy Ruciane – Nida. – Na początek – tartak (osiedle Ruciane) po 1999 roku został sprywatyzowany. Obecnie znajduje się w prywatnych rekach a o jego działalność należałoby zapytać właściciela. Główną przyczyną upadłości tartaku stała się upadłość Zakładu Płyt Pilśniowych i Wiórowych (osiedle Nida). ZPPiW w 1995r. ogłosił upadłość. Do 1999 roku zajęło się nim kilka prywatnych spółek. Pobrały one kredyty pod hipotekę na rozruch. Po roku 1999 uciekli za granicę zostawiając tylko zadłużone mienie – napisał w jego imieniu Grzegorz Stanisław Albin, podinspektor ds. promocji gminy Ruciane-Nida.

Co parę kroków na odrapanym pawiloniku bardziej straszy niż zachęca napis “do wynajęcia”. Tylko na co? Najbardziej podchodzą chwilówki.
Gdyby nie turyści odwiedzający główny deptak, miasteczko w szybkim tempie obrosłoby otaczającymi je lasami. – Nasza gmina jest typowo turystyczna więc nie ma się co dziwić, że mieszkańcy swą działalność gospodarczą podporządkowują pod ten kierunek. Wiele osób wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu pracy – komentuje Grzegorz Stanisław Albin. – Na terenie naszej gminy dla każdego coś się znajdzie. Atrakcji turystycznych też jest wiele. Dla jednego atrakcją jest jeść ośmiorniczki nad chlorowanym basenem, dla innego przejażdżka rowerowa po leśnych szlakach wśród dzikich zwierząt czy spływ kajakowy rzeką. Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu oferuje wiele kulturalnych atrakcji szczególnie w sezonie letnim. Osada Galindia nad zatoką Iznocką dostarcza wielu kulturowych atrakcji przez cały rok. Park dzikich zwierząt w Kadzidłowie odciska niezapomniane piętno w ludzkich umysłach sprawiając, że chce się tu wracać. Pomniki przyrody, ostoje, Mazurki Park Krajobrazowy – zachęca podinspektor i załącza zaproszenie swojego autorstwa:

Udowodniono w wielu badaniach, że otoczenie, w jakim przebywasz, architektura, wystrój wnętrz ma wpływ na samopoczucie. Przypuszczam, że pracownicy i klienci Poczty Polskiej źle czują się w tym budynku, kwintesencji polskiej architektury na Ziemiach Odzyskanych. Bardziej przypomina bunkier niż budynek użyteczności publicznej. Już od frontu zniechęca: nie wchodź do środka, dupy nam nie zawracaj. – O odbudowę budynku Poczty Polskiej należałoby zapytać prezesa jednoosobowej spółki Skarbu Państwa Poczta Polska S.A – gorzko kwituje Albin.

W marazmie zastygłego życia szczytem marzeń jest praca w Urzędzie Gminy. Budynek jest dobrze utrzymany, ogród dookoła zadbany. Kto tam pracuje, jakby pana boga za nogi chwycił. Bo jak nie tam się zaczepić, to gdzie? Lokalna Polska jak długa i szeroka przekształca się w kacykowe państwo lub nadal tkwi mentalnie w republice bananowej, gdzie o losie wielu ludzi decydują pan, wójt i pleban. Od wydania dziełka Reja w 1543 roku minęło prawie 500 lat. Wiele musi się zmienić, żeby nic się nie zmieniło.
Ludzie, którzy chcieliby poprawić los swój, a przy okazji dać zatrudnienie ziomkom i płacić podatki,już na starcie zostaną powstrzymani opłatami na ZUS. Niewolnikami łatwiej się rządzi. Wolny i zamożny człowiek ma wybór. Nie wolno dawać wyboru. Dobra zmiana trwa w Polsce już kilkaset lat.

Po samochodach i ich rejestracjach od razu widać, kto w Rucianem ma pieniądze: turyści i właściciele sklepów. Handlarze jeżdżą wypasionymi brykami, a młodym dziewczynkom na kasach z zagłębia bezrobocia płacą po tysiąc złotych miesięcznie za sześć dni w tygodniu pracy

Jak już obeszliśmy całe miasteczko, głód nas dopadł. Rozsiedliśmy się w restauracji U Ziutka. Gdybyśmy byli złośliwi, powiedzielibyśmy: jaka nazwa, takie jadło. Ale nie jesteśmy. Poczekaliśmy na podanie dań. Przynieśli mocno nieświeżego pstrąga, wręcz śmierdzącego. Oczywiście, knajpa nie padnie, bo w sezonie zasilą ją tłumy niedzielnych turystów. Bardzo odradzam.-  Jeszcze temat nieświeżej ryby – niedaleko śluzy Guzianka Przedsiębiorstwo Rybackie prowadzi hodowlę ryb i  to właśnie pstrąga – nie chce mi się wierzyć że restaurator mógłby chcieć tracić pieniądze za prąd na mrożenie ryby, którą codziennie może mieć świeżą. Może to był sandacz? Ten faktycznie mógłby być mrożony ale nie ja to jadłem więc mogę się tylko domyślać – snuje domysły podinspektor Albin.

Ryby jedzmy w sprawdzonych miejscach, a zachodźmy tam, gdzie trudno o stolik. Ludzie wiedzą, gdzie dobrze karmią. Opłaci się, nawet jak na stolik trzeba będzie poczekać.

Nie wolno tracić nadziei. Wczoraj grali finał Ligi Mistrzów Z kega lało się piwo Specjal. Dobrze podchodzi pod piłkę nożną. Ronaldo snuł się po boisku jak cień zdobywcy Złotego Buta i innego obuwia. Trzeci Specjal wszedł jak masło. Zapomnieliśmy o głodowych zarobkach i śmierdzącym pstrągu. Altetico się starało, ale odbijało od muru kolegów zza królewskiego płota. Paluszki Lajkonik trzeszczały w zębach. Griezmann nie strzelił karnego. Strzelił drugiego. Real zdobył puchar Ligi Mistrzów po karnych (5:3). Mecz się skończył, impreza trwała dalej. Brzegi jeziora Nidzkiego turyści obsiedli jak kormorany.

Byle do nocy, byle do jutra 
Tłucze się w tobie litania smutna 
Sen cię otuli jak łaska boska 

Wszystkie zdjęcia (poza mapą i grafiką zaproszenia do odwiedzenia Rucianego) są mojego autorstwa. Ich kopiowanie bez zezwolenia jest zabronione.