Najlepsze książki mojego życia [RANKING]

 

1. “Z głowy”, Janusz Głowacki

Album “Tata Kazika” Kultu, który wpadł mi w uszy na pierwszym roku studiów, zmącił mój romantyczny obraz Polaka, który jak kocha, to Polskę, jak walczy, to o ojczyznę, a jak pije, to mleko. Ostatecznie zamazała go ni to powieść, ni to autobiografia “Z głowy” Janusza Głowackiego. Książka ostatecznie, a przynajmniej do dziś, ukształtowała moje upodobania estetyczne. Niektórzy przestali się do mnie odzywać. Inni uznali tylko za wariata.

 

Profesorowie dawali temat i trzeba było coś bez dialogu zainscenizować. Ja dostałem hasło “szach królowi”, więc posadziłem faceta w kornie, a naprzeciwko dziewczynę bez majtek z rozłożonymi nogami. Mnie się to wydawało logiczne i biegło w kierunku moich zainteresowań. Ale okazało się, że prawidłowa odpowiedź to Kordian wchodzący do sypialni cara, i profesorowie się obrazili. Zresztą jestem pewien, że i tak ukończyłbym Szkołę Teatralną z wyróżnieniem, a polskie sceny by się wzbogaciły o jeszcze jednego niezdolnego aktora, gdyby znów nie dopadły mnie wątpliwości.

 

2.  Bezlitosna łaska, M. Scott Peck

Nie da ci ojciec, nie da ci matka, tego, co da ci własna… Nie, tym razem nie sąsiadka, ale książka „Bezlitosna łaska”. Lektura obowiązkowa dla wszystkich z depresją, niedojrzałością, z pretensjami do wszystkich wokół lub do siebie. Ewentualnie tylko dla tych na wirażu życia, którzy ocierają się o brak pracy, opędzają od komorników, wylewają łzy, potykają o butelki i doświadczają innych atrakcji. „Bezlitosna łaska” (cóż za niefortunny tytuł) prostuje ścieżki.

3. Antygona w Nowym Jorku, Janusz Głowacki

Czym nasze życie, ludzi, którzy budzą się pod ciepłą kołdrą przy grzejącym grzejniku i włączają „Pytanie na śniadanie”, różni się od losu bezdomnych z „Antygony w Nowym Jorku”? Tylko tym, że my śpimy w czystej pościeli i patrzymy spokojnie na Tomasza Kammela uśmiechającego się z telewizora. Tamci, gogolowscy „byli ludzie”, w sytuacji „gdy nie ma butów ani zębów, nie można nigdzie pójść”, też tworzą swój świat utkany z marzeń, realnych doświadczeń, wspomnień, gazetowej wiedzy i obiegowych frazesów.
Większość bezdomnych, głosi wyświechtana mądrość, swój los zawdzięcza alkoholizmowi, błędom w życiu osobistym, porażkom w biznesie. Często tak jest, ale nie zawsze. W perypetiach Pchełki, Saszy i Anity możemy przejrzeć się w lustrze własnych marzeń o podróży do Kenii, dużym domu z wielkim ogrodem i żeby sąsiad to jednak miał gorzej niż my. A jeśli sąsiad akurat wozi się nowym modelem Kia, to niech będą przynajmniej ci bezdomni.

„Według ostatnich danych liczba homelesów w Nowym Jorku zwiększa się. I w końcu tego roku na każdych trzystu nowojorczyków przypadać będzie jeden bezdomny. To by znaczyło, że dzisiaj w teatrze jest co najmniej jedna osoba, która niedługo znajdzie się na ulicy. I ta osoba dobrze wie, o kim mówię” 

– zwraca się w ostatnie mowie do widzów sierżant McMurphy, pełniący w „Antygonie..” rolę greckiego chóru, komentatora.

4. “Moulin Rouge”,  Pierre La Mure

To dziecko rysuje wszędzie i wszystko. Konie na wyścigach. Matkę. Ludzi wokół. Zapowiada się dobrze. Ulega jednak wypadkowi, po którym okazuje się, że chłopiec ma wadę genetyczną i przestaje rosnąć. Matka go kocha, ale nie rozumie. Ojciec poszedł dalej. Nie kocha, nie rozumie, nie akceptuje. Chłopiec ma szczęście, bo pochodzi z bogatego domu, więc matka zapewnia mu wykształcenie plastyczne, mieszkanie.
Po ukończeniu studiów mężczyzna idzie własną artystyczną drogą. Przy okazji rozpaczliwie poszukuje bezwarunkowej miłości w ramionach i łóżkach prostytutek, aktorek. Nie znajdując jej, rozpija się. Po drodze zdobywa międzynarodową sławę. Kto? Henryk de Toulouse-Lautrec.
“Moulin Rouge” Pierre’a la Mure to świetnie napisana, genialnie przetłumaczona przez Jadwigę Dmochowską, fabularyzowana biografia francuskiego artysty. W Polsce chyba niedoceniana pozycja. Lektura obowiązkowa!
W salonie przy rue des Moulins

5. Ciąg dalszy nastąpi wkrótce…

 

A jaka jest Wasza ulubiona książka?
Napiszcie w komentarzu.
Szukam literatury, która opisze to, co dobrze wiem, ale w sposób, który powali na kolana, rozśmieszy, wyciśnie łzy.

Czytaj też...

(Wizyt: 89 razy, 1 dziś)
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *