Lekarz, czyli kapłan, szaman i bóg w jednym

Byłem wczoraj u lekarza, więc teraz podaję post o nich – medykach, kapłanach, szamanach i bogach w jednym. Bóg, sztafeta genów naszych przodków, tryb życia, względny dobrobyt Europy, wybierzcie co chcecie, spowodowały, że organizm człowieka ma gwarancję na około 40 lat bezawaryjnego życia. Potem zaczynają się problemy. Zgadzacie się?

Nie wiem, jak szczegóły przedstawiają się u kobiet, ale u mężczyzn mogą pojawiać się następujące awarie:

– nadciśnienie

– problemy z zawieszeniem, po ludzku – prostata

– problemy z pompką, bez której żaden związek nie przetrwa 🙂

– problemy z silnikiem i układem paliwowym, czyli sercem i układem pokarmowym

Naprawdę muszę wspominać o zębach?

Co ważnego pominąłem?

Zwlekam zatem swoje ciało i zaciągam je do lekarza. Pobyt w przychodni ma coś z wizyty w kościele ze spowiedzią i komunią włącznie. Już na starcie jestem na przegranej pozycji, bo ze względu na dolegliwość czuję się gorszy niż kapłan, przepraszam, lekarz, do którego w dodatku nie zwracam się “pani Iksiński”, “panie Malinowski”, ale “doktor”. Poczucie słabego ciała w konfrontacji z tym tytułem naukowo-medycznym już stawia mnie w narożniku, na klęczkach, z pokorą przystępuję do spowiedzi. Obraziłem własne działo następującymi grzechami, tu mnie boli, tam strzyka, ówdzie ciągnie, a jako chęć poprawy przedstawiam plik wyników badań siki, krew, kupa, zdjęcie kiszek.

Lekarz jak ksiądz wysłuchuje moich żalów, ogląda albo nie wyniki badań, bada mnie albo nie, po czym orzeka: nadciśnienie, hemoroidy, wrzody, albo, nie daj bóg, ciążą (w wersji damskiej). Mając nazwaną jednostkę chorobową, czyli grzechy naszego organizmu, czuję się jeszcze mniejszy niż w poczekalni. Psychicznie i fizycznie stoją nagi przed lekarzem, który, wydaje się, wie o mnie wszystko.

Nagle choroba staje się czymś żyjącym moim kosztem, zaczynam traktować ją jak obce wojsko, chcę z nią walczyć, odeprzeć atak, przejść do kontrofensywy.

Lekarz, DOKTOR, który zdiagnozował problem, staje się powoli Bogiem. Trudno się dziwić, że lekarzy uznaje się często za arogantów zadzierających nosa. Poznał moje ciało lepiej niż matka, gdy byłem dzieckiem i kobieta, gdy się rozbieraliśmy przed sobą. Stałem się podobny do eksponatu w szkole medycznej z żylakami, halluksami, skoliozą. Lekarz jak ksiądz, mistyk, przewodnik sekty nie tylko odkrył chorobę, ale jakby wejrzał w głąb Ciebie: No, tak, nadciśnienie, pewnie dużo pije. Mój los średnio go interesuje, ale wiem, że dla niego przez chwilę stałem się alkoholikiem.

Dobrze. Rozpoznanie grzechów dokonało się. Lekarz w białych szatach, otoczony często jak modlący się Żyd w synagodze wieloma księgami staje się współczesnym szamanem wioskowym. Zamiast kolorowych szmat ma na sobie biały kitel, zamiast kadzidełek – stetoskop, zamiast ziół – recepty na leki.

Wchodząc do przychodni, wkraczam w świat wiedzy, racjonalizmu, czystości, ale jednocześnie, i wiem o tym doskonale – w krainę niedopowiedzeń, nieracjonalności, błędnych hipotez.

Lekarz, wypisując nam pokutę w formie recepty, staje się Bogiem, zmazującym nasze grzechy.

Każde nam odprawiać zdrowaśki trzy razy dziennie po jednej tabletce.

Pamiętajmy jednak, ze tak jak w przypadku grzechów nie chodzi o pacierz lub wizytę w częstochowskim klasztorze, ale o naprawienie złych uczynków, tak w przypadku tabletek nie chodzi, by to one nas wyleczyły, lecz tak naprawdę my sami!!!

Na terapeutyczny efekt wpływa nie tylko pozytywne nastawienie do lekarza i ordynowanej przez niego terapii, lecz także inne, zdawałoby się mało istotne czynniki, jak choćby kształt i kolor tabletki.

Interesujące wydają się w tym kontekście wnioski, do jakich doszli kanadyjscy naukowcy z Pacific Parkinson’s Research Center w Vancouver. Zdaniem badaczy, najlepiej jest poinformować pacjenta, iż posiada on ok. 75 proc. szans na wyleczenie. W tym momencie pojawia się silna motywacja. Przekazanie pacjentowi informacji o 100 proc. szans wydaje się antyskuteczne. W psychice chorego nie powstają żadne istotne reakcje motywacyjne.

Wszystko tkwi w potędze naszych słów i naszej wiary. Pamiętajmy o tym, dzwoniąc szósty raz na recepcję do przychodni, ale te pipy pewnie znowu odłożyły słuchawkę.

Czytaj też...

(Wizyt: 27 razy, 1 dziś)
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.