Bring me to Life, Evanescence [TŁUMACZENIE PIOSENKI]

Czytasz z moich oczu jak z otwartej książki,
Wiedzie cię w głąb mej duszy,
gdzie serce tkwi zdrętwiałe bez czucia i bicia
Dusza w hibernacji
Czeka aż ją znajdziesz
I poprowadzisz z powrotem do domu

(Obudź mnie)
Obudź moją duszę
(Sam nie dam rady)
Obudź moją duszę
(Ocal mnie)
Zawołaj mnie i wyrwij z mocy ciemności

(Obudź mnie)
Każ krwi krążyć
(Sam nie dam rady)
Zanim osiądę na dnie otchłani
(Ocal mnie)
Wyrwij z nicości, w którą spadam

Teraz już wiem, bez czego dalej nie mogę żyć
Nie możesz mnie zostawić
Wtłocz we mnie tlen, przywróć mnie do życia

(Obudź mnie)
Obudź moją duszę
(Sam nie dam rady)
Obudź moją duszę
(Ocal mnie)
Zawołaj mnie i wyrwij z mocy ciemności

(Obudź mnie)
Każ krwi krążyć
(Sam nie dam rady)
Zanim osiądę na dnie otchłani
(Ocal mnie)
Wyrwij z nicości, w którą spadam

Przywróć mnie do życia
(Tkwię w pustce, która okazała się kłamstwem)
Przywróć mnie do życia

Skostniały od środka bez twojego dotyku, bez twojej miłości
Tylko Ty jesteś życiem pośród śmierci

(Przez ten cały czas, to nie do wiary,
Nie mogłem w mroku niczego dostrzec
A Ty byłaś przede mną)
Czuję, jakbym spał tysiąc lat
Muszę otworzyć oczy na wszystko
(Lecz nadal tkwię bez myśli, bez głosu, bez duszy)
Nie pozwól mi umrzeć, musi być coś więcej

Przywróć mnie do życia

(Obudź mnie)
Obudź moją duszę
(Sam nie dam rady)
Obudź moją duszę
(Ocal mnie)
Zawołaj mnie i wyrwij z mocy ciemności

(Obudź mnie)
Kaź krwi krążyć
(Sam nie dam rady)
Zanim osiądę na dnie otchłani
(Ocal mnie)
Wyrwij z nicości, w którą spadam

Przywróć mnie do życia
(Tkwię w pustce, która okazała się kłamstwem)
Przywróć mnie do życia

copyright Jarek Pałyska

Tłumaczenie: Jarek Pałyska

copyright Jarek Pałyska

Najlepsze płyty mojego życia [RANKING] [AKTUALIZACJA 5 lipca 2021 r.]

1. Tata Kazika, Kult

Ze słowami polonistyki pani Morawskiej z XIX L.O. im. Powstańców Warszawy wyssałem przekonanie, że mężczyźni zajmują następującymi sprawami w życiu: wzdychają do byłych narzeczonych, umierają za ojczyznę, a przynajmniej tracą nogę w bitwie pod…. (tu wpisać jedną z 347 przegranych bitew). Kobiety zaś wychodzą za tych, którzy nie wzdychają, po czym dają im tobołek i manierkę z gorzałczyną. Czekają, zajmują się dziećmi. Chowają poległych mężów lub – co gorsza – zajmują się kalekami.

Płyta “Tata Kazika” poważnie nadkruszyła ten światopogląd. Inżynierowie z Petrobudowy nie zarywają nocy i dni na szkicowanie planów, ale śpią w piachu pod kombinatem, piją co tam popadnie i cieszą się z kobiety, co miała obie nogi umyte. Rąk trzeba wiele, pomników mało. Kogoś złamało, lecz życie trwa. Kładziemy lachę, niech brzękną szkła, budowniczowie na 102.

Wczoraj rycerze, dziś bezrobotni. Szafa wygrywa rzewne kawałki, siedzą mordercy, łamią zapałki. Jak ulał pasuje do byłych żołnierzy partyzantki. Pasuje jak ulał do wyklętych:

rwie łeb od tortur alkoholowych,

Lecz wśród porcelan i rur niklowych,

Człowiek się znowu czuje półbogiem.

Bo oto stoi twarzą w twarz z wrogiem.

Kula jak srebrna żmija wyskoczy,

W lustrze nad kranem zagasną oczy.

Czoła morderców skry potu zroszą,

I milcząc, ciało za drzwi wynoszą. Gdy bije północ.

Knajpa morderców, Kult

Na płycie nie ma słabych utworów. Niektóre zaś ocierają się o wybitność: “Inżynierowie z Petrobudowy”, “Knajpa morderców”, “Królowa życia”, “Wróci wiosna, baronowo”.

Cały płyta to wokalny popis Kazika, instrumentalny zespołu. Zagrane i zaaranżowane na poziomie Ligi Mistrzów.


2. Appetite for Destruction, Guns’n’Roses

Nie przepadam za pięciooktawowym głosem Axla Rose’a, poruszającym się od śpiewu przez wrzask do piszczenia. Ale jego wykonanie “Think About You” oraz “Sweet Child O’Mine” wciąż jest żywe, świeże i poruszające. A dwadzieścia lat minęło. Riffy i solówki Slasha wynoszą tę pytę do dzieł wybitnych, a samego Slasha – do panteonu wybitnych gitarzystów rockowych.

Ta płyta fascynowała mnie w wieku 20 lat, zachwycała w wieku 40., brzmi świeżo – gdy mam już wyraźnie z górki.


3. The Stranger, Billy Joel

Każdy z nas ma twarz,
Którą zawsze ukrywa
Pokazuje ją tylko sobie samemu
Kiedy inni znikną

Płytę wydaną w 1977 roku, cztery lata po moich urodzinach, odkryłem dopiero w 2021 roku. Billy Joel śpiewa, gwiżdże, brzmi tak świeżo i naturalnie, jakby dawał profesjonalny występ przy ognisku, a towarzyszyła mu niemal cała orkiestra: gitary, saksofon, flet…

Joel bawi się muzyką i z muzyką. Śpiewa o miłości serio, ale puszcza do słuchaczy oko. Miesza miód z dziegciem.


4. Unu, Perfect

Ostre, szorstkie, rockowe brzmienia, jakby Perfect płytę nagrywał w garażu, nie w profesjonalnym studiu. Stwierdzenie nie jest dalekie od prawdy. Studio ponoć było niewielkie. Andrzej Urny i Andrzej Nowicki wnieśli do zespołu ostrzejsze rockowo-bluesowe brzmienia. Szkoda, że w po tej płycie Zbigniew Hołdys rozstał się z zespołem. Perfect mógłby się pokusić o jeszcze lepszy materiał. Ale to takie gdybanie. Cieszmy się tym, co jest.


5. Maanam, Maanam

Maanam brzmi, jakby nagrywał nie trzydzieści lat temu, ale w tych dniach, kiedy akurat Polska przegrała ze Słowacją na Euro 2021.

Ciekawe, co i jak dziś śpiewała by Kora. Brakuję Kory, brakuje Amy Winehouse. Póki my żyjemy.

“Potargana w miłości – o Agnieszce Osieckiej”, Ula Ryciak [RECENZJA]

Mam pod górkę z samym sobą. Wyznacznikiem dobrej biografii, choćby w formie zmyślonej, fabularyzowanej, wciąz pozostaje dla mnie “Moulin Rouge” Pierre’a La Mure’a. W tej opowieści o Henryku de Toulouse-Lautrec czuć zapach tanich knajp i jeszcze tańszych prostytutek, wilgoć paryskiego bruku, bezgraniczną miłość jego matki i również bezgraniczną niechęć ojca. 

Aż boli od czytania, gdy z niskim, karłowatym Henrykiem przedzieramy się przez drwiny z jego wzrostu, przyzwyczajeń w ogóle nie drobnomieszczańskich i kpiny z prób malarskich. Skręca w dołku, gdy przyglądamy się, jak Henryk rozpaczliwie i bezowocnie pragnął miłości kobiety – nieważne prostytutki czy arystokratki. 

Dobra biografia wywołuje emocje i cytaty, których z “Moulin Rouge” wynotowałem bez liku, a niektóre zamieściłem w odrębnym poście.

Ubolewając nad tym przydługim wstępem i przepraszając za niego, uzasadniam go tym, że o ile “Moulin Rouge” wzrusza, wyciska łzy, przywołuje wspomnienia z własnego życia, o tyle “Potargana w miłości – o Agnieszce Osieckiej” Uli Ryciak do emocji i notatek nie popycha. Poprzeczka świetnej biografii nadal pozostaje nienaruszona. 

To nie jest zła książka.

Autorka skrupulatnie jak myszka przebrnęła przez archiwa i biblioteki. Może nawet znalazła wszystko, co o Agnieszce Osieckiej napisano lub ona sama o sobie powiedziała. Dodatkowo,a może przede wszystkim, spotkała się z kilkoma, kilkunastoma ludźmi, którzy słynną mieszkankę Saskiej Kępy dobrze znali.

“Potarganą…” czyta się dobrze, ale styl krótkich zdań bardziej przypomina notatki z podróży niż biografię. Bingo! Przecież autorka napisała też “Clitoris erectus”, dziennik z podróży po Ameryce Łacińskiej.

Ula Ryciak prowadzi nas przez sukcesy artystyczne i porażki osobiste Osieckiej. Nie można oprzeć się wrażeniu, co i Ryciak zauważyła, że rozterek miłosnych, bycia poniżaną i odpychaną lub porzucania i odpychania, podróży, setek spotkań z ludźmi Osiecka potrzebowała by, żyć i pisać. Pisała, by żyć. Żyła, żeby pisać. Przy bytowaniu rodzinnym – kościół na godzinę 9 lub 11, pierś z kurczaka na obiad, poobiedni spacer, przewijanie pociechy, “The Voice of Poland” wieczorem – epokowy “Niech żyje bal” by nie powstał. 

Miała dwóch mężów, o jednym – jak to się mówi – powszechnie wiadomo, jedną córkę, dwa, trzy poważne związki. I pewnie kilka innych, które do definicji związku się nie zbliżają, nawet nie zahaczają o “z”. Miłości byłyby świetną pożywką  dla nadania biografii dramaturgii.  Jeremi Przybora pewnie długo się zbierał, nie inaczej Daniel Passent. Niestety – i to jest największa słabość biografii – Uli Ryciak nie udało się znaczących wydarzeń z  życia poetki naładować dramaturgią. Może owa dramaturgia tkwiłaby już w warstwie wyobrażeń autorki, z biografii przeskoczylibyśmy do powieści. Ale czy na pewno aby?

Przy okazji zaskakująca ciekawostka z “Potarganej..”.

Osiecka nie jest autorką tekstu o wsiadaniu do pociągu byle jakiego. “Wsiąść do pociągu” napisała w 1976 roku Magda Czapińska w odpowiedzi na konkurs Programu Trzeciego Polskiego Radia. Ktoś w radiu zauważył utwór, zaśpiewała go Grażyna Barszczewska. Piosenka przeszła jednak bez echa. W radiu tekst znalazła Osiecka, dała Sewerynowi Krajewskiemu, by skomponował muzykę. Maryla Rodowicz zaśpiewała. Osiecka przypisała sobie autorstwo.

Ula Ryciak nie drążyła sprawy, czy i w jakim kierunku potoczyły się roszczenia Magdy Czapińskiej. Szkoda. 

Takich większych i mniejszych epizodów bez happy endu w biografii jest więcej. Ula Ryciak gna przez PRL i życie Osieckiej, a czasem warto byłoby się zatrzymać, by w zawodach miłosnych, porażkach podłubać chwilę dłużej. Aż wypłynie ropa.

Ula Ryciak zostawiła w sercu to, co Osiecka napisała: Nieutulony w piersi żal, bo za jedną siną dalą – druga dal.

Zamówiłem właśnie “Agnieszki – Pejzaże z Agnieszką Osiecką” Zofii Turowskiej. Nie mogę się doczekać, by zobaczyć obraz pierwszej tekściarki PRL-u spod jej pióra.

Niedawno TVP emitowała serial “Osiecka”. Wygląda trochę tak, jakby scenarzyści pięćdziesiąt procent scenariusza oparli na “Potarganej w miłości”.  Wymyślili scenografię i dopisali dialogi, do tego, co u Ryciak wyczytali. Ach, oczywiście, że nie. To byłoby za proste. Wypada pochwalić Ryciak za kawał dobrej, rzemieślniczej roboty.

Daję czwórkę w sześciostopniowej skali.

Potargana w miłości – o Agnieszce Osieckiej, Ula Ryciak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015

“Moulin Rouge”, Pierre La Mure [CYTATY]

W najtajniejszej głębi serca Henryk czynił jednak pewne zastrzeżenia, jeśli chodziło o osobę Pana Boga. Niewątpliwie był bardzo potężny. Zarówno katechizm, jak Pismo Święte pełne były jego czynów i olbrzymich dzieł, których dokonał. Jednakże, jeśli poddawał Go próbie, nie okazywał się bynajmniej wszechmocny. Ile razy Henryk z wielką czcią prosił Go o dokonanie paru bardzo prostych cudów, tyle razy pan Bóg  albo nie słyszał jego modlitw, albo był zbyt zajęty, żeby się do nich przychylić.
Henryk doszedł w końcu do przekonania, że Pan Bóg jest bardzo  hojny i potężny, ale niezmiernie oględny w udzielaniu swych darów i okazywaniu swej mocy. Był ttrochę podobny do wuja Odona, który uchodził za krezusa, ale nigdy jeszcze nie przysłał mu żadnego prezentu poza kartka pocztową na gwiazdkę.
Dlaczego ludzie, którzy nie lubią się uczyć, starają się tak ośmieszyć naukę, a wychwalać nieuctwo, jak gdyby ono było czymś trudnym do zdobycia?
***
Wkrótce jednak lokatorzy zdążyli się zorientować, jak zgubna atmosfera moralna panowała w tej dzielnicy. Powracający wieczorem ojcowie rodzin musieli sobie torować drogę pomiędzy rojem prostytutek śmiało biorących ich pod rękę, obiecujących silne i wyrafinowane rozkosze, jakich żony niezdolne byłyby im zapewnić. Niektórzy z tych panów trafiali do domu, inni zaś nie. Wynikały z tego gwałtowne sceny małżeńskie.
***
– A co ja mam zrobić? Zakochać się? Kobiety są zabawne tylko dopóty, dopóki się w nich nie kochamy. Jeśli się zakochasz – przepadłeś. Robią się nieznośne i zaczynają się rozglądać za kimś, kto by się nad nimi znęcał. Taka już mają naturę. W miłości chcą grac rolę ofiary. Jeśli je mężczyzna skrzywdzi, myślą i mówią o nim całe życie. Ale niech tylko spróbuje być dla nich dobry, zapomną o nim po tygodniu.
***
– Jeżeli pozwolisz, powiem ci teraz, dlaczego twierdzisz, że to Leonardo namalował Mona Lizę.
– Doskonale – zaśmiał się drwiąco Anquetin, zachwycony tą zmianą taktyki. – Słucham cię.
– Dlatego, że jest to napisane na mosiężnej tabliczce u dołu ramy. – Henryk uśmiechnął się szyderczo do swego przeciwnika.  – Tak, stary. Na tej małej tabliczce wyryty jest napis: „Leonardo da Vinci. 1452-1519”. Stąd twoja pewność. Gdybyś znalazł Mona Lizę w sklepie u antykwariusza, zakurzoną i nieoprawioną, pomyślałbyś, że to jakiś dobry, mocno popękany pod grubą warstwą werniksu portret z epoki odrodzenia i dałbyś może za niego pięćset franków.
***
Przekonał się wkrótce, że nie miała żadnych ambicji, żadnej chęci nauczenia się czegoś. Marzenie każdej loretki: znaleźć bogatego protektora – nie przyszło jej nigdy do głowy. Urodziła się i przebywała całe życie w nędznych zaułkach i wcale nie pragnęła się z nich wydostać. Rozumiał, że musi przyjąć stawiane przez nią warunki albo ją stracić. Maria nie zmieni dla niego swoich przyzwyczajeń. Jeśli chce, żeby przy nim została, to on musi zmienić tryb życia.
Tak też uczynił.
***
Zepsucie tej kobiety, jej lubieżność, upajająca i niezmienna ekstaza, w jaką wprawiało go każde z nią zbliżenie stały mu się niezbędne. Na to, by ją przy sobie zatrzymać, musiał znosić jej obecność. Pozwolić jej odejść byłoby rzeczą niebezpieczną. Ta ladacznica miała przecież we krwi uliczną włóczęgę. Mogła kogoś spotkać… Mogła nie wrócić.
***
Z nudów stawała się coraz okrutniejsza. Zadawała mu ból dla zabawy, dla zabicia czasu. Drzemiąca w niej głucha nienawiść klasowa, odwieczna wrogość biedaków do bogaczy podjudzała ją do wymyślania coraz to nowych tortur. Chciała się przekonać, ile zniesie dla niej ten zamożny kaleka, który nigdy nie zaznał, co to głód i chłód.
***
– Kochasz ją?
– Kocham? – Słowu temu towarzyszyło wzruszenie ramionami i wybuch śmiechu
***
– Nie pytaj się, jak można nienawidzić kobietę, a równocześnie jej pożądać. Nie wiem. Ale wiem jedno: nienawiść jest widać najsilniejszym środkiem podniecającym, a pożądanie kobiety w przystępie złości jest może najszaleńszą rozkoszą, jakiej człowiek może doznać. Tylko że taka miłość nie uśmierza pożądania, nie daje ani ulgi, ani spokoju, nic nie rozwiązuje i stopniowo doprowadza nas do szaleństwa.
***
Z początku myślałem, że to czar jej ruchów – ma wrodzone wyczucie plastyki, każda jej poza mnie zachwyca. Obcować z nią to jak obcować ze statuetką Tanagry. Ale czar oczywiście nie na tym polega. Myślałem, że to jej wyuzdanie, jej deprawacja w miłości. Jest w niej tylko płeć, tylko samica. Ma w sobie jakiś poetyczny bezwstyd, jakiś czepliwy urok.
Cytaty pochodzą z:
“Moulin Rouge”, Pierre La Mure, Warszawa 2003,

Serial “Żywioł Saszy” [RECENZJA]

Otwierasz lodówkę, a tam Magdalena Boczarska. Gra w popularnych i kasowych produkcjach ostatnich lat. Ostatnio widziałem w “Żywiole Saszy – Ogień”.

Fot. Żywioł Saszy na FB


Pani Magda wciela się tam w Saszę Załuską, policyjną profilerkę. Zaczyna się słabo.
Wprowadza się z córką do mieszkania w Sopocie, które wygląda jak scenografia filmowa. Scenografia gra scenografię.
Za chwilę wyprowadza się już bez córki do Łodzi, by pomóc tamtejszej policji rozwikłać zagadkę podpaleń w mieście. Kilka słabości wyłazi na wierzch.
– Wykształcona pani psycholog z doświadczeniem w Scotland Yardzie, as profilerów, dedukuje na poziomie późnego liceum. Na przykład: znajdź na zdjęciach z miejsc podpaleń kilka łączących je punktów wspólnych wskazujących na sprawcę.
– Rozmowy z taksówkarzami tak szeleszczą papierem, że bardziej się nie da. Najtrudniej ułożyć najprostsze dialogi.
– Do rozwikłania zagadek Sasza nie potrzebuje wtopić się łódzki tłum i odrapane kamienice. Fascynującą Łódź widzimy jak Warszawę w “M jak miłość”. Widok na Pałac Kultury i starówkę z plaży na Pradze Północ lub z mostu Świętokrzyskiego.

Magda Boczarska nie ratuje talentem swojej słabo wymyślonej i napisanej roli. Zapowiadają się dobrze Andrzej Konopka i Arkadiusz Jakubik, ale widzą w co się gra lub nie – i gasną. Którędy do kasy?

Boczarska zagrała w stylu znanym z serialu “Zbrodnia”. Dużo uśmiechu, rzucania dużymi oczyma na lewo i prawo. – Bratanku, jak ty wyrosłeś. Ciocia Magda pozdrawia z drugiego krańca stołu.

Jak to z rodziną przy stole. Raczej nic nas mocno nie zaskoczy, ale nudy też nie będzie.

Daję 3+ w sześciostopniowej skali.

“Żywioł Saszy – Ogień”, serial TVN, 2020, reż. Kristoffer Rus