Public relations – napisz najszczerszą prawdę, jaką znasz

Bądź lakoniczny czy Wszystko, co musisz zrobić, to napisać jedno prawdziwe zdanie. Napisz najszczerszą prawdę, jaką znasz 
– uczył młodych adeptów pisarstwa jeden z największych prozaików XX wieku Ernest Hemingway.
Idziemy za tą radą, gdy przygotowujemy informacje dla mediów i utrzymujemy kontakty z dziennikarzami.

Media relations – utrzymujemy kontakt z dziennikarzami, dzięki którym w mediach (prasie, radio, telewizji) pojawiają się informacje o produktach, osiągnięciach i dokonaniach firm, które mamy zaszczyt reprezentować.

Przygotowujemy i przekazujemy dziennikarzom:

  • informacje prasowe
  • aranżujemy wywiady
  • zapraszamy dziennikarzy na konferencje

Współpracujemy z mediami ogólnopolskimi, regionalnymi i lokalnymi.
Nasza skuteczność wypływa z pierwszej dewizy:


Wszystko, co musisz zrobić, to napisać jedno prawdziwe zdanie. Napisz najszczerszą prawdę, jaką znasz 

Słowa mają moc sprawczą

Słowa mają moc sprawczą. John A. Bargh w “Journal of Personality and Social Psychology” ogłosił wyniki badania, w którym polecił uczestnikom uporządkowanie w zdania wyrazów kojarzonych ze starszym wiekiem, takich jak “emeryt”, “pomarszczony”. Następnie zmierzył szybkość, z jaką przechodzili przez hall w drodze do windy. Zabierało im jedną do do dwóch dodatkowych sekund więcej niż innym, którzy nie poznali słów kojarzonych z emerytami. Uczestnicy eksperymentu zostali utorowani przez słowa niosące skojarzenia ze starością.
Badania nad zjawiskiem torowania wskazują, że kiedy angażujemy się w głęboką introspekcję, mającą wyjaśnić przyczyny naszych zachowań, nie dostrzegamy wielu znaczeń, uczuć, emocji mających wpływ na nasze czyny.

KORONAWIRUS! STOP ZŁUDZENIOM! Zarazi się 70-90 proc. społeczeństwa

Koronawirus jest mocno zaraźliwy. Jeden zakażony może przekazać go, nawet nie kaszląc czy kichając, dwóm, trzem kolejnym osobom. Za kilka miesięcy, gdy szczyt epidemii minie, nadal będzie obecny wśród ludzi.

Oficjalnie śmiertelność na powodowaną przez wirusa chorobę COVID-19 wynosi 3,4%, ale ponieważ większość przypadków nie jest diagnozowana, można założyć, że śmiertelność wynosi 1%. Sądzę, że w dużych skupiskach ludzkich i w państwach uczestniczących w globalizacji, ożywionych stosunkach handlowych, społecznych zarazi się około 70%. W Polsce będzie to około 27 milionów ludzi. Umrze około 270 tysięcy.

Nikt nie wie, ile procent ludzi zakaziło się wirusem w tym pierwszym rzucie. Musielibyśmy zrobić światowe badania serologiczne, żeby zobaczyć, ilu ludzi ma przeciwciała. Bo dopóki nie zachoruje 80-90 proc. populacji, to wciąż będą ogniska infekcji.
Wirus SARS-CoV-2 nie zginie latem, rozmowa z dr. n. med. Pawłem Grzesiowskim, Wyborcza.pl, 31.03.2020 r.

Czy ci ludzie zginą z powodu koronawirusa. I tak, i nie.
Tak, bo wirus przyspieszy śmierć głównie osób starszych i często schorowanych. Nie, bo ci ludzie i tak by umarli za rok, dwa, pięć. W skali społeczeństwa proces będzie niemal niezauważalny, w rodzinach dojdzie do łez i dramatów. Oczywiście, znikną też ludzie młodzi albo w swoich pięknych latach trzydziestych, czterdziestych. Teraz też umierają. Nie mówimy o tym, bo wszystkie światła jupiterów są zwrócone na jedną chorobę.

– Stan zagrożenia będzie na pewno przez dwa miesiące, czyli marzec i kwiecień. Do tej sytuacji będziemy pomału się przyzwyczajać. Przyzwyczaimy się do licznie umierających pacjentów. Liczby zakażonych też już nie będą robiły na nas wrażenia. W maju prawdopodobnie nastąpi wygaszanie epidemii. I wtedy będzie decyzja, czy już zdejmujemy obostrzenia, czy nie. Jeżeli zdejmie się je przedwcześnie i przy warunkach klimatycznych sprzyjających rozprzestrzenianiu się wirusa, może dojść do ponownego wzrostu liczby zakażeń – mówi prof. Robert Flisiak, Prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych w rozmowie z Dorotą-Wysocką Schnepf (Wyborcza.pl, 19 marca 2020).

Spółka ExMetrix, która zajmuje się prognozowaniem społecznym i gospodarczym, ocenia, że Polska szczyt epidemii osiągnie około 20 kwietnia 2020 roku, a oficjalnie zarazi się 9 tysięcy osób. Sama epidemia zaś potrwa około trzech miesięcy. Czyli do końca maja.

Rząd polski, ale też wiele innych na świecie, wprowadzając ostre ograniczenia w przemieszczaniu się, tylko kupuje czas, samego wirusa nie zatrzyma. Trudno się nie godzić, że widok hal sportowych, lotnisk zamienianych na kostnice nie wygląda zbyt korzystnie. Rozłożenie liczby trumien w czasie na nikim nie zrobi wrażenia i życie potoczy się dalej. Tylko nie wiadomo jak i dokąd.

Na dłuższą metę, dłuższą niż kwartał, zatrzymanie gospodarki doprowadzi do bezrobocia, biedy, wyraźnego spadku poziomu życia, może nawet załamania się cywilizacji w dzisiejszym kształcie. Dlatego kolejnym krokiem władz polskich powinno być , gdy szczyt epidemii minie za około miesiąc, przywracanie życia do normalności przy jednoczesnym izolowaniu lub zaostrzonych środkach ostrożności dla starych, słabych lub po prostu schorowanych ludzi.

17 stycznia 1945 r. – wyzwolenie Warszawy

Podczas wojny Niemcy zamienili w gruz 85 proc. budynków, 90 proc. zakładów przemysłowych, 30 proc. urządzeń podziemnych, wszystkie mosty. Stolica to było 20 mln metrów sześciennych gruzu, mnóstwo min i niewybuchów.

Warszawa wolna! – poszło w świat 17 stycznia 1945 r. Zaczęli wracać mieszkańcy.

***

Pojawił się pomysł, żeby zostawić Warszawę taką, jaka była. Niech będzie świadectwem niemieckiego barbarzyństwa. Stolicę przenieść gdzieś indziej. Może do Łodzi? Tam przetrwała większość przedwojennych zabudowań.

Jednak Stalin powiedział: odbudować. [Pytałem w tygodniku “NIE” o źródło tej informacji. Odpisali: “Informacja, że to Stalin kazał odbudować Warszawę jest oczywiście legendą”.]

Wzmianka na ten temat pojawiła się natomiast w tygodniku “Przegląd” nr 11/2020: “”Marszałek Stalin uważa, że Warszawa powinna być jak najszybciej odbudowana i ze swej strony pragnie przyjść nam z jak najbardziej wydajną pomocą. To przesądza dla nas sprawę, że Warszawa będzie siedzibą rządu”, relacjonował na posiedzeniu rady ministrów 21 stycznia 1945 r. Bolesław Bierut”.

***

Choć nikt na świecie nie odbudowywał tak zniszczonych miast. W lutym 1945 r. Krajowa Rada Narodowa przyjęła rezolucję. Gdyby wiernie odtworzono to, co było,  Marszałkowska wyglądałaby jak dzisiejsza Poznańska: wąsko i ciasno. Wiedziano to już za prezydentury Stefana Starzyńskiego. Powojenne plany odbudowy oparto na założeniach z tamtych lat.

***

W Biurze Odbudowy Stolicy, ukonstytuowanym w lutym 1945 r, pracowało 1400 osób o różnych poglądach politycznych.

***

Najsłynniejszym  przodownikiem pracy jest Wincenty Pstrowski. Wydobył w trakcie szychty rekordową ilość węgla. Naśladowały go włókniarki z Łodzi i murarze z Warszawy.  (…) Mimo najlepszej opieki, włącznie z konsultacjami u specjalistów we Francji, zmarł na białaczkę. “Chcesz iść szybko na Sąd Boski? Pracuj jak Wincenty Pstrowski” – rymowali ludzie. (…) Pstrowski dostał ulicę w Warszawie, która stracił na rzecz Zgrupowania AK “Kampinos”. [nie brał udziału w odbudowie Warszawy – dopisek J.P.]

***

Marzec 1945 r.: z gruzów udało się oczyścić 45 km ulic. Kwiecień 1945 r.: zaczęła działać elektrownia na Powiślu. Czerwiec 1945.: pojechały tramwaje na Pradze. Lipiec 1945 r.: popłynęła woda ze Stacji Filtrów. Lipiec – 1946 r.: ruszył pierwszy stały most – Poniatowskiego. (…)

W 1948 r. przyszedł czas na Muranów. Zgodnie z koncepcją prof. Lacherta nie wywożono gruzów. Wyrównano je, na tym przez 5 lat stawiano budynki z prefabrykatów robionych na miejscu z mielonego gruzu. Dlatego Muranów położony jest wyżej niż pozostałe dzielnice.

Szyld “Pierwsza kawiarnia” pojawił się w bramie kamienicy przy Marszałkowskiej 77. 2 czajniki na kozach, papierowe obrusy, szpan.

***

Kościół na Lesznie pw. Najświętszej Marii Panny powinien zostać rozwalony. Przeszkadzał w tworzeniu nowej arterii. Jednak przeważył pogląd, żeby oszczędzić zabytek. Wycięto fundamenty, wstawiono w to miejsce żelbetowe rusztowanie, pod niego rolki z szynami. Ludzie rękami przeciągnęli świątynię. Cud, biorąc pod uwagę to, ile waży taka budowla.

Dawny most Kierbedzia wychodził na plac Zamkowy. Tworzono trasę WZ, trzeba było przebić tunel na zachód. Metoda? Łopaty. Gruz i ziemia jechały kolejką na składowisko przy Stadionie Dziesięciolecia.

Popękał kościół pw. św. Anny. Co zrobić, żeby nie zsunął się ze skarpy? Prof. Romuald Cebertowicz postawił na utrwalenie gruntu palami żelbetowymi. Uratowali.

***

Do największych osiągnięć biura należą bezsprzecznie odbudowa Starego Miasta i Traktu Królewskiego, budowa trasy W-Z, mostów Poniatowskiego i Śląsko-Dąbrowskiego, Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej. [Przegląd, nr 11/2020]

Widok z góry na Trasę W-Z od strony ul. Targowej w kierunku Wisły, 1955, fot. Siemaszko Zbyszko, źródło: NAC

Slogan “Cały naród odbudowuje stolicę” jest prawdziwy. Każdy, niezależnie od poglądów, musiał oddać 1 proc. pensji  Potrącenie było widoczne na pasku odbieranym z wypłatą. (…) Biuro Odbudowy Warszawy rozwiązano w 1952 r. Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy w 1965 r.

Czytaj więcej…

Agora zarabia więcej na popcornie niż na sprzedaży Gazety Wyborczej

Internet obiegła wiadomość, że Agora zarabia więcej na przekąskach w kinach niż na sprzedaży “Gazety Wyborczej i w radiu. Przyjmujemy zakłady. Kiedy spółka zamknie papierowe wydanie?
W USA w 2012 r. papierowy “Newsweek” dokonał żywota, co jest niczym w porównaniu z zamknięciem w 2019 r. “Twojego Weekednu”.
W tych dniach zamyka się w Polsce “CKM”, “Cosmopolitan”, “Playboy”.
Umarła prasa, zmartwychwstała książka.

Facebook, czyli Światowa Zjednoczona Korporacja Internetowa [afera Cambridge Analytica]

Z Facebooka powędrowały do firmy Cambridge Analytica, być może zupełnie legalnie, dane 50 milionów użytkowników serwisu, co mogło mieć wpływ na zwycięstwo Donalda Trumpa, decyzję o Brexicie oraz wygraną Andrzeja Dudy w Polsce. Na wierzch internetowych komentarzy wybija hipokryzja, bo wychodzi na to, że mocno sprecyzowane reklamy mogą nam serwować producenci samochodów, zegarków i majonezu, ale już nie politycy i ich sztaby. Brakuje konstatacji, że demokratyczne wybory parlamentarne czy prezydenckie nie opierają się dziś na racjonalnym ważeniu argumentów, ale są niemal w pełni sterowalną kampanią reklamową, która ma zapewnić władzę.

 

Nie ma najmniejszej przesady w twierdzeniu, iż każda kampania polityczna w Stanach Zjednoczonych jest bitwą złudzeń. Kandydaci dysponujący większymi pieniędzmi, pozwalającymi na budowanie skutecznych strategii informacyjnych, mają większe szanse na zwycięstwo. Ktoś, kto nie potrafi swojej “iluzji prawdy” powtórzyć głośno  dostatecznie wiele razy, przebijając w tym oponentów i przyciągając do siebie część ich elektoratu, przegrywa. (…) W każdym roku wyborczym boję się zalewu politycznej propagandy. Robię wszystko, by jej nie oglądać, i wyczekuję chwili gdy się skończy. Zwracam uwagę na tylko jeden aspekt zjawiska: czy najczęściej powtarzane przesłania stają się decydującymi czynnikami wyborów. Niemal zawsze tak się dzieje. Czy zatem ma jakiekolwiek znaczenie prawdziwość tego, co jedni kandydaci mówią o innych – pisze David Disalvo w “Mózgu na manowcach” (Carta Blanca, Warszawa 2013). Autor podsumowuje ze smutkiem, że wystarcza zwykle, żeby ileś razy coś powtórzono. Do sukcesu nie potrzeba nawet nadmiernej świadomości i skupienia odbiorców. W tym kontekście Facebook jest idealnym miejscem do prowadzenia kampanii wyborczej, bo są tu “wszyscy”.

Mark Zuckerberg stwierdził po upublicznieniu współpracy i działań Cambridge Analytica, że jeśli Facebook nie zapewni ochrony prywatności użytkownikom serwisu, jego firma „nie zasługuje, aby służyć ludziom”. Szef portalu postanowił wpisać się w konwencję większości przekazów Facebooka i posłać ludziom “misia z serduszkiem”. Robi maślane oczy jak uczeń, który dostał w szkole dwóję i wyjaśnia rodzicom, że nauczycielka się na niego uwzięła, a kolega przeszkadzał w pisaniu klasówki. – W ostatnich dniach zarząd firmy pracował, aby zrozumieć, co dokładnie się stało i co możemy zrobić, aby nigdy się to nie powtórzyło – wyjaśniał Zuckerberg. Te słowa tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że wiedział, rozumiał i akceptował.

W API (interfejs programistyczny aplikacji), który Facebook udostępniał firmom, istniała opcja, która pozwalała na zbieranie danych nie tylko na temat osób, które biorą udział w ankiecie, czy używają aplikacji. API umożliwiało też pobieranie danych dotyczących znajomych badanej osoby. Stąd 270 tys. osób, które brały udział w ankiecie Cambridge Analytica pozwoliły na zebranie informacji o 50 milionach użytkownikach Facebooka. Dane przetworzone dzięki analizie Big Data, według założeń opracowanych przez polskiego eksperta Michala Kosinskiego, pozwoliły z niewinnych polubień i komentarzy wysnuć wnioski na temat cech użytkowników oraz sposobu, w jaki budować przekaz, by oddali głos na produkt – kandydata w kampanii prezydenckiej.

Ci, którzy oczekiwali, że media społecznościowe stworzą nowy, lepszy świat muszą się czuć zawiedzeni. Ułatwiają zawieranie znajomości, docieranie do informacji. Ale czy my, ludzie, wywodzący się genetycznie z plemiennych osad, potrzebujemy wiedzieć, co dzieje się u 50 naszych znajomych, kogo zabili w USA w stanie Kentucky i czy to prawda, że Marta Kaczyńska nie może wziąć kolejnego ślubu kościelnego?

Rejestrując konto na Facebooku, “akceptujesz regulamin”. Pozwala on na zbieranie o tobie około setki różnych informacji. Pomnożenie tych danych razy kilka milionów różnych użytkowników tworzy wyraźny profil społeczny i umożliwia docieranie z mocno sprecyzowanymi przekazami. Jak Ci się nie podoba, co najwyżej możesz usunąć konto.
Ale to wie nawet początkujący adept sztuki kampanii reklamowych na Facebooku, więc o co ta afera?

Przy liczbie użytkowników oraz wpływie, jaki Facebook posiada, można pokusić się o stwierdzenie, że stał się hybrydą o nazwie prasa, sąd, oskarżony, prokurator. Nowoczesną partią totalitarną, decydującą o słuszności naszych poglądów, które sama dostarcza.

Przy rozumieniu powyższego jednak rozczarowują mnie komentarze dotyczące tej sprawy przetaczające się przez internet. Dziennikarze sami potwierdzają w nim wszechwładność Facebooka, jakby poza nim świat nie istniał, jakby ludzie nie mieli dostępu do różnych tytułów prasowych, kanałów telewizyjnych, książek i tylko algorytm Facebooka i reklamodawców (w tym politycznych) podsuwał im treści, z  którymi mogą się utożsamiać.

Ludzie, którzy świadomie używają nowoczesnych technologii, zdają sobie sprawę, że non stop przekazują do sieci jakieś dane, które są zapisywane i będą używane w przyszłości np. do wybrania treści, którą następnego dnia zobaczy pan na Facebooku czy Twitterze. To, z czego wielu nie zdaje sobie sprawy, to to, że taka informacja może zostać przekształcona przez odpowiednie algorytmy w bardzo intymny profil ich własnej osoby, zawierający zarówno charakterystyki takie jak wiek, kolor skóry czy płeć, czy edukacja i rodzaj kariery, ale także dane psychologiczne: zaczynając od emocji, poprzez poglądy i postawy, a kończąc na inteligencji i osobowości. Ten opis może sięgnąć nawet głębiej – do problemów psychicznych. Algorytm łatwo wykryje, czy ma pan depresję.
Michal Kosinski, analityk, który dla Cambridge Analytica opracował algorytm dla danych z Facebooka
Źródło: Next.gazeta.pl