Woda w Warszawie 2019-2020 [AKTUALIZACJA 03.07.2020]

03.07.2020

W związku z prognozowanymi na piątek, 3 lipca 2020 r., intensywnymi opadami warszawskie MPWiK postawiło w stan gotowości 31 brygad, w tym 16 samochodów specjalistycznych.

Na ulice Warszawy wyjechał pierwsze ekipy MPWiK – zostały one rozstawione w czterech strategicznych dla miasta punktach, gdzie w ostatnim czasie powstawały zastoiska wody, tj.

👉 na Wisłostradzie na wprost Cytadeli
👉 w pobliżu tunelu Dworca Zachodniego
👉 na skrzyżowaniu ulic Radarowej i Hynka
👉 na Rondzie Starzyńskiego/Rondo Żaba

MPWiK prosi także o zgłaszanie zalewisk i podtopień do pogotowia pod bezpłatny czynny całą dobę numer 994.

01.01.07.2020

🌧W Warszawie suma opadów w czerwcu wyniosła 165,7 mm, co stanowi 237% normy wieloletniej. Najwyższy dobowy opad wystąpił 22 VI i wyniósł 41 mm.
Rekordowy dobowy opad z okresu 1951-2020 zanotowano 17 VI 1991 i wyniósł 54,2 mm.

W Warszawie średnia miesięczna temperatura wyniosła 19°C i była o 2,2°C wyższa od średniej wieloletniej. Najwyższa temperatura maksymalna w Warszawie wyniosła 30,4°C i wystąpiła 12 VI, a najniższa temperatura minimalna: 6,4°C wystąpiła 4 VI. W latach 1951-2020 rekordową wartość maksymalnej temperatury w Warszawie zanotowano 26 VI 2019 i było to 35,3°C, a najniższą minimalną temperaturę z tego wielolecia: 1,8°C zanotowano 2 VI 1975.

Źródło: IMiGW

30.06.2020

Stan wody w Wiśle na wodomierzu na bulwarach wynosił dziś rano 355 cm, co oznacza, że układał się w strefie “dolnej wysokiej”. Na zdjęciu widok na Warszawę z zalanej mniej więcej w 1/3 plaży La Playa.

Na zdjęciu widok na Warszawę z zalanej mniej więcej w 1/3 plaży La Playa

29.06.2020

Takiej nawałnicy, jaka dziś przeszła nad Warszawą, dawno nie widziałem. Czy w ogóle? Nie wiem, pamięć zwodzi nas na manowce i wyświetla obrazy, jakie uważa za słuszne. Ale studzienek ściekowych wybijających wysokimi fontannami nie przypominam sobie od bardzo dawna. Między godziną 16:00, a 16:40 spadło około 30-32 mm wody (w czasie głównej ulewy). Chwilowe natężenie opadów (średnia jednominutowa) sięgało lub przekraczało kilkukrotnie 100 mm/h. W gęsto zabudowanym i zabetonowanym mieście przy takim natężeniu i sumie opadów w zaledwie 40 minut nie ma możliwości uniknięcia zalań i podtopień.

 

Średnia miesięczna suma opadów dla Warszawy w czerwcu to ok 79 mm. Dzisiaj spadło 20 mm w 10 minut.

W niezabudowanym w miarę naturalnym terenie około 50% opadu wsiąka w głębsze warstwy gleby zasilając wody podziemne, 40% nawadnia płytkie warstwy gleby, powierzchnię miasta oraz roślin, z których woda trafia do atmosfery w procesach ewapotranspiracji i tylko 10% spływa powierzchnią do najniżej położonych punktów terenu. W miastach natomiast, gdzie dominują uszczelnione powierzchnie tylko 15% opadu trafia do głębszych zasobów wód podziemnych, 30% odparowuje – głownie z powierzchni nieprzepuszczalnych, a 55% spływa ulicami i chodnikami do kanalizacji, a nią do rzek i z nimi poza obszar miasta. Efektem są nagłe wzrosty poziomu wody w rzekach i kanalizacji skutkujące powodziami lokalnymi, a czasem nawet bardziej rozległym. [1]

 

26.06.2020

Karolina Gałecka z Urzędu Miasta st. Warszawy:

W celu przeciwdziałania skutkom suszy, zwiększenia retencji wody w mieście, ochrony istniejących zasobów wodnych, poprawy warunków funkcjonowania środowiska przyrodniczego, dostosowujemy zarządzanie przepływami w istniejącej sieci kanałów i zbiorników wodnych w mieście.

Zmieniamy funkcję kanałów – z drenującej na nawadniającą. Z 29 zarządzanych przez miasto kanałów wybrano 6, na których zostaną założone urządzenia piętrzące i sterujące przepływem wód. Zamiast pozbywać się wody z miasta, retencjonujemy ją tam gdzie ona powstaje. W podpiętrzonych kanałach powstanie magazyn wody istotny dla przyrody, siedlisk gatunków roślin i zwierząt.

Wykonane zostały już prace na pierwszym z nich – Kanale Gocławskim. Dzięki piętrzeniu w kanałach napełniliśmy również przyległe do nich zbiorniki:

– Jezioro Balaton

– Jezioro Kamionkowskie

– Zespół zbiorników w Parku Skaryszewskim

W trakcie piętrzenia w kanale Gocławskim woda zasila również przyległy zbiornik – Balaton na Pradze Południe. Dzięki prostym działaniom zbiornik zyskał prawie 8000 m3 wody. To liczba odpowiadająca 1440 beczkowozom.

12.05.2020

Dwa tygodnie temu wodowskazy na warszawskiej Wiśle pokazywały 45 cm. Tak niskiego poziomu rzeki o tej porze roku jeszcze nie było. Po majowych deszczach na południu Polski poziom wody się poprawił. W poniedziałek 11 maja 2020 r. miara wskazywała 81 cm.

23.04.2020

Stan wody 💦 na Wiśle w Warszawie wynosi 57 cm. W najbliższych dniach poziom wody będzie opadał do 50 cm powyżej zera na wodowskazie. Najniższy stan został zanotowany w 2015, wyniósł 26 cm❗️Rok temu podczas najsuchszej wiosny notowaliśmy 87 cm.

Dane dotyczące Wisły i zdjęcie: IMiGW

Wygląda na to, że po raz pierwszy w czasach powojennych będzie się zmagać z katastrofalną suszą, która może skutkować nie tylko reglamentacją wody, ale i brakiem żywności oraz związaną z tym drożyzną.

Polskie państwo przeznacza na walkę z suszą 150 milionów złotych, na TVP dało 2 miliardy złotych. Będą modlić się o deszcz w “Wiadomościach”? A co  z zaopatrzeniem w wodę w mojej Warszawie?

W tej chwili nie mamy planów z wprowadzeniem jakichkolwiek ograniczeń w dostawach warszawskiej kranówki – wyjaśnia Dominika Wiśniewska z biura prasowego miasta st. Warszawy. Jesteśmy też w stałym kontakcie z Miejskim Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji w m.st. Warszawie, które ma procedury na wypadek suszy. Decyzje w sprawie ewentualnych ograniczeń będą podejmowane po konsultacjach z MPWiK. Jednocześnie miejscy wodociągowcy zapewniają, że mimo coraz niższego poziomu wody w Wiśle, stolicy nie grozi susza w kranach. Część wody dla stolicy jest pobierana z Wisły, jednak nie z nurtu, ale drenami spod dna rzeki, z głębokości 4-6 metrów. To oznacza, że stan wody jest zabezpieczony. Nie należy też zapominać o ujęciu wody z jeziora Zegrzyńskiego, który dociera do Warszawy tzw. Wodociągiem Północnym. On zapewnia również ewentualne awaryjne uzupełnienie poziomu wody w stolicy.
Oczywiście niezmiennie zachęcamy też warszawiaków do działań na rzecz środowiska i oszczędzania zasobów wodnych. Miasto wpiera także finansowo instalację urządzeń małej retencji wody, czyli zbiorników, w których zbiera się tzw. „deszczówkę”. Dzięki temu warszawiacy mogą przyczynić się do walki z suszą. Uruchomiliśmy dodatkowy nabór wniosków na miejskie dofinansowania do tego typu ekoinwestycje, które mieszkańcy chcą zrealizować jeszcze w tym roku – warszawiacy mogą przekazywać dokumenty do końca maja.

Jak jeszcze Warszawa walczy z suszą?

·           Żeby młode, przyuliczne i parkowe drzewa przetrwały upały zakładamy przy ich pniach treegatory. Specjalne worki o pojemności ok. 50 l mają małe otwory, którymi woda wycieka wsiąkając wolno w glebę, co zmniejsza straty przez wyparowanie. W zeszłym roku postawiliśmy ponad 1300 takich worków. W zasobach mamy 10 tys. treegatorów.

·           W zakupach nowych drzew i planach nasadzeń wybieramy gatunki roślin, które mają największe szanse na dostosowanie się do miejskich warunków oraz zmian klimatycznych. W lasach miejskich zrezygnowaliśmy z wiosennego sadzenia drzew, sadzimy jesienią kiedy wody jest zazwyczaj więcej niż wiosną.

·           W planach mamy Program Ochrony Wód, którego celem jest zatrzymywanie i wykorzystanie jak największej ilości wody opadowej. Elementy programu to m. in. analiza możliwości wykorzystania do retencji kanałów, program ochrony źródeł wody oligoceńskiej, dotacje do zbiorników retencyjnych. Większość z tych działań już realizują różne miejskie instytucje, ale mają zostać zebrane pod jeden parasol i wspólnie mierzone tak, aby można było ocenić skuteczność ich realizacji. (Obecnie przygotowuje to zespół ekspertów ds. wody z Biura Ochrony Środowiska, Zarządu Zieleni i Biura Ochrony Powietrza i Polityki Klimatycznej).

 

Luty 2020 r.

Obecna sytuacja hydrologiczna jest bardzo zbliżona do tej z zeszłego roku. Należy przy tym pamiętać, że rok 2019 był wyjątkowo suchy. Spowodował on pogłębianie się deficytu wody w glebie i głębszych warstwach gruntu, a odbudowa takich zasobów wodnych trwa bardzo długo.
Źródło: IMiGW


Czytaj więcej…

Komunia, jajko, koronawirus

Maluchy przyjmują Jezusa podczas pierwszych komunii jak Polska długa i szeroka, przejęte mamy biegają wokół dziecka i wszystkich ciotek. Nikt nie nosi maseczki, dziadkowie także nie. Na weselach wstawieni biesiadnicy bawią się jajkami i wałkiem do ciasta na oczepinach. Ściskają się, całują, tulą. Dzieci popijają coca-colę.
Część dzieci zaraz wyjedzie na obozy, kolonie lub tradycyjnie do dziadków.
Może ktoś mi zatem wyjaśnić, czemu MEN pracuje nad ewentualnym zdalnym nauczaniem od września, skoro do tego czasu każdy się spotka z każdym?22

Najbardziej seksowne polskie dziennikarki i prezenterki [RANKING] [AKTUALIZOWANY]

1. Magda Mołek

Inteligentna. Sarkastyczna. Piękna. I ta fryzura. Jakby jeszcze powiosłowała przez chwilę lub lekko, lub tak i tak, pod prąd, nawet zagłosowałbym na Dudę. No, bez przesady.

 

2. Dorota Gardias

Dorota Gardias, źródło: Instagram

Nie jestem Dorotą Gardias, ale gdybym był, dodałbym sobie z pięć kilo. Dodałoby mi to pięć kilo seksapilu. Z Gardias nawet w niepogodę biomet układa się korzystnie.

 

 

Fakty o koronawirusie [AKTUALIZOWANY]

1. Łatwo o zakażenie w zamkniętych pomieszczeniach, ale…

Badania opublikowane w “Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America” pokazują, że koronawirus przenosi się nie tylko podczas kaszlu czy kichania. Krople, które wydostają się z ust podczas mówienia, pozostają w powietrzu ponad 10 minut.

Badacze z National Institute of Diabetes and Digestive zamknęli w pokoju jedną osobę i kazali jej powiedzieć jedno krótkie zdanie: “Stay healthy” (“Bądź zdrów”). Podświetlili pokój laserem, dzięki któremu okazało się, że kropelki wody, śliny etc pozostawały w powietrzu aż 12 minut.

Każda minuta mówienia na głos może przyczynić się do “stworzenia” 1000 kropli skażonych wirusem, który utrzymuje się w powietrzu kilkanaście minut. [1]

Silną zaraźliwość COVID-19 można tłumaczyć właśnie jego łatwym rozprzestrzenianiem się przez mówienia. Badanie rzuca też światło na powstawanie w Polsce ognisk zakażeń wcześniej w domach opieki, a w maju 2020 r. w kopalniach.

Ogniska COVID-19 wybuchają zwykle w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie osoby przebywają blisko siebie. Uważa się, że szansa na powstanie ognisk epidemii zapoczątkowanych przez wydarzenia na wolnym powietrzu jest raczej znikoma.
Japońscy badacze wskazują, że szansa na zachorowanie jest 19 razy wyższa w zamkniętych pomieszczeniach niż na otwartej przestrzeni. Dotychczas zaobserwowane ogniska COVID-19 wybuchły na pokładach statków wycieczkowych, w domach opieki społecznej, fabrykach przetwórstwa mięsnego, kościołach, restauracjach, szpitalach czy więzieniach. [2]

 

2. Przynajmniej połowa się nie zaraża

Na statku wycieczkowym „Diamond Princess” NIE zakaziło się 81% osób, pomimo że przez ponad dwa tygodnie chorzy i zdrowi pasażerowie i załoga mogli swobodnie się ze sobą spotykać, a potem wszyscy przebywali na jednym statku do końca epidemii. https://en.wikipedia.org/wiki/COVID-19_pandemic_on_Diamond_Princess

W call-center w Korei Południowej NIE zakaziło się 56,5% pracowników z 11. piętra, pomimo że pracowało tam 216 osób i 94 chorowało, więc wszyscy musieli mieć regularny kontakt z co najmniej kilkoma chorymi osobami. Co ważniejsze, NIE zachorowało 84% osób, z którymi chorzy mieszkali! Nie zachorowała też żadna z 4 osób z rodzin 4 chorych bezobjawowych ani żadna z 11 osób z rodzin chorych zakażonych, u których objawy wystąpiły później (chociaż uważa się, że najbardziej zakaźna jest właśnie faza przed-objawowa). https://wwwnc.cdc.gov/eid/article/26/8/20-1274_article?fbclid=IwAR0jx2NO11Pd5WCCxkSgjqT7cTRi2rxqnni_lcto8zbX7Y5um34XTM7Jxvg#r3

[3]

3. Zaszczepieni na gruźlicę chorują łagodniej, rzadziej umierają

Amerykanie stwierdzili na przykład, że społeczeństwa, które były regularnie szczepione na gruźlicę, mają czterokrotnie mniejszą zapadalność na SARS i szesnastokrotnie mniejszą śmiertelność wśród chorych. (…) Szczepienie żywymi prątkami stymuluje układ odpornościowy. Kraje, które tych szczepień nie miały – Włochy, USA, Belgia, Holandia – mają najwyższą śmiertelność. Polska wprowadziła szczepienia w 1926 roku i z przerwą na II wojnę światową cały czas je egzekwowała. WHO zalecało szczepienie po urodzeniu, a my szczepiliśmy się też w 6, 12., i 18. roku życia. Nikt inny tego w Europie nie robił. (…) To szczepienie kiepsko chroni przed gruźlicą, ale podwyższa odporność na infekcje wirusowe. (…) Może dzięki temu mieliśmy 100-200 osób na respiratorach, a inne kraje – tysiące.

“Morowe powietrze”, rozmowa Jacka Żakowskiego z pulmonologiem, profesorem Tadeuszem Zielonką, “Polityka”, nr 23, 2020

 

4. Lockdown i w efekcie czyste powietrze ocaliło życie przynajmniej 3 tysiącom Polaków

Zanieczyszczone powietrze odpowiada za 50 tys. zgonów w Polsce. Lepsza jakość powietrza w Polsce przedłużyła życie 4 tys, Polaków. Dla porównania w styczniu 2017 roku pojawiło się mnóstwo alarmów smogowych, liczba zgonów skoczyła o 12 tys. w stosunku do średniej wieloletniej.

Na podstawie: “Morowe powietrze”, rozmowa Jacka Żakowskiego z pulmonologiem, profesorem Tadeuszem Zielonką, “Polityka”, nr 23, 2020

 

5. Wczorajsza grypa, dzisiejszy koronawirus

Proszę zwrócić uwagę, że zachorowalność na grypę gwałtownie i niewytłumaczalnie spadła dokładnie w momencie wybuchu paniki z powodu zagrożenia koronawirusem. We wszystkich latach krzywe zachorowań na grypę niemal się pokrywają. Ale od marca 2020 krzywa ta gwałtownie spada w trudny do wytłumaczenia sposób. Tak, jakby ludzie przestawali zapadać na grypę lub… zamiast rozpoznawanej dotychczas grypy zaczęto rozpoznawać inną infekcję – COVID-19. Wytłumaczenia mogą być co najmniej dwa.
Albo w ubiegłych latach były także infekcje wywołane wirusami z grupy „korona”, te wirusy przecież atakują nas już od dziesiątków lat. Tylko nikt wówczas nie robił z tego problemu. Albo teraz pacjentów, wykazujących typowe objawy grypowe, bada się pod kątem koronawirusa i stwierdza się jego obecność w badaniach, których dokładność jest niejednokrotnie podważana i zamiast grypy rozpoznaje się zakażenie COVID-19. No bo co się stało nagle z zachorowaniami na grypę od marca 2020? Dlaczego ich liczba gwałtownie spadła? Jeśli to co mamy teraz, to zupełnie inny rodzaj infekcji, to ilość zachorowań na grypę powinna pozostać na porównywalnym poziomie jak w ubiegłych latach. [4]

 

 

 

 

 

[1] opracowano na podstawie “Die Welt”

[2] Prezes PAN o stanie epidemii w Polsce: uwaga na superzarazicieli i ogniska zarazy, Wyborcza.pl, 25.05.2020 r.

[3] Jesteśmy bardziej odporni niż myślimy, chorujemy rzadziej niż pokazują testy, Dziennik, 16.06.2020

[4] COVID-19 – komu zależy na WZBUDZANIU STRACHU? Uspokajam negatywne emocje, SE.PL, 15.06.2020

Najlepsze filmy obejrzane w 2020 r. [RANKING] [AKTUALIZOWANY]

1. 3:10 do Yumy, reż. James Mangold

Czy Żołnierze Wyklęci byli bohaterami? Zależy dla kogo. Są dwie szkoły: falenicka i otwocka. Czy Lech Wałęsa osłabiał, a następnie obalił? Niektórzy politycy, historycy, a nawet Janusz Głowacki, zrobili wiele, żeby go nie tylko odbrązowić, ale i zrzucić z cokała.
Bohaterem w oczach współczesnych, a już na pewno potomnych, często nie stają się sprawcy wielkich czynów, ale postaci, które politycy, przywódcy religijni i posłuszni klakierzy w imię bieżących interesów przebierają w szaty Batmana.
W skali mikro opowiada o tym western “3:10 do Yumy”. Farmer Dan Evans (Christian Bale) zgadza się za śmieszne pieniądze dowieźć niebezpiecznego przestępcę Bena Wade’a (Russell Crowe) do odległego miasteczka, z którego odjeżdża do Yumy tytułowy pociąg z wagonem więziennym. Dan Evans jest inwalidą wojennym przekonanym, że syn nim pogardza. Konwojowanie Bena Wade’a czyni z niego bohatera w oczach syna.
W jaki sposób? Obejrzyjcie. Warto.

Wspomniałem Batmana, więc przypomniały mi się cytaty z “Mrocznego rycerza”:

Bo czasami prawda to za mało, ludzie czasem zasługują na coś więcej. Na to, by ich wiara została wynagrodzona.
Był bohaterem, którego Gotham potrzebowało, ale na którego nie zasługiwało.

 

2. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, reż. Paolo Genovese

Ile par by się rozpadło, gdyby jedno zajrzało do komórki drugiego – pyta jedna z bohaterek dramatycznej komedii “Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Grupa siedmiu przyjaciół, trzy pary i jeden mężczyzna, spotyka się na kolacji. W pewnej chwili ktoś wpada na pomysł, żeby rozmawiać na “głośnomówiącym”, gdy zadzwoni czyjakolwiek komórka i żeby publicznie okazywać przychodzące esemesy. Przecież znają się jak łyse konie i nie mają przed sobą tajemnic.

Atmosfera spotkania zaczyna gęstnieć. Trupy wypadają z szafy jeden po drugim. Reżyser Paolo Genovese nie stawia jednak bohaterów pod pręgierzem, nie wyzywa od dwulicowców i hipokrytów. Komediową formę lekko doprawia dramatem, ale mówi, że my ludzie nie mamy jednego wizerunku. Kimś innym jesteśmy w domu, w pracy, wśród znajomych. I w telefonie.
Księżyc nie istnieje bez swojej ciemnej strony. My też.

Ponadto, lubię filmy o bogatej i zarazem prostej fabule, z niewielką liczbą aktorów, ale z gęstym i lekiem przekazem. Jak dobry sernik. Puszysty, lekki, kaloryczny.

Pomysł, który wydaje się leżeć pod latarnią, przemyślane, naturalne dialogi, ograniczona do jednego mieszkania scenografia są znakomitym materiałem na przedstawienie teatralne. A może ktoś już to zrobił?

 

3. The International, reż. Tom Tykwer

Z bankiem – przesiąkniętym złem, handlującym bronią, finansującym wojny i rewolty – może walczyć tylko outsider zarówno o bezkompromisowym sposobie bycia (jakbyście chcieli, żeby ktoś wam dał po buzi w słusznej sprawie), jak i fizjonomii skacowanego weselnika przed poprawinami. Clive Owen we własnej osobie.

Mroczną stronę reprezentują panowie (szkoda, że nie panie), którzy wyglądają, jakby zeszli z planu “Listy Schindlera”, gdzie grali esesmańskich oprawców: rzeźbione nijakim wyrazem wyrazy (do korekty! nie poprawiać) twarzy, niebieskie oczy, blond włosy. Pamiętajcie! Zło wciela się w człowieka z krótkimi włosami blond, przenika do końca. Przesiąknięty nim delikwent nie jest w stanie wrzucić choćby złotówki na WOŚP. Zaś dobry homo sapiens musi pić, by zapić wrażliwość na ludzką krzywdę.

Czemu zatem piszę o tym filmie? Clive Owen w roli policjanta Interpolu potrafi zagrać twardego glinę na 267 sposobów.

Na końcu dobro wygrywa, ale na szczęście nie do końca i tylko na chwilę. Obcinasz hydrze głowę, a ona odrasta w innym miejscu cuchnącego ciała.

Niektóre dialogi, frazy z “The International” przyprawiają o doznania umami jak dobrze grillowana karkówka:

 

– Próbujemy dociec prawdy.
– Jasne. Musisz jednak zrozumieć, że najpierw prawdą jest to, co ludzie chcą usłyszeć, potem, w co chcą wierzyć, dalej cokolwiek innego, a dopiero na końcu jest prawda.
– I to jest w porządku? Nie mogę uwierzyć, że właśnie Ty to mówisz. Prawda to odpowiedzialność, Arnie!
– Właśnie. Dlatego każdy się jej boi.

 

Jest różnica między prawdą a fikcją. Fikcja musi mieć sens.

Clive Owen jako “Louis Salinger” w “The International”

Najbardziej seksowne polskie aktorki [RANKING] [AKTUALIZOWANY]

 

1. Dorota Kamińska

“Karate po polsku” oglądałem oczywiście dla Leona Buczkowskiego w roli lokalnego rzezimieszka, ale przede wszystkim dla Doroty Kamińskiej.  Warto trenować karate, żeby zaimponować takiej kobiecie.

 

2. Dominika Kachlik

Też chciałbym być Pawłem Zduńskim albo Piotrkiem. Ganz pomada. Mogę też być sobą.

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

uczę się tekstu do m jak miłość

Post udostępniony przez Dominika Kachlik (@dominika.kachlik)

Dominika Kachlik, źródło: Instagram

 

 

3. Anna Cieślak

Emitowany właśnie (maj 2020 r.) w TVN serial “Szadź” trąci ostrym banałem. Jeśli bohaterem jest psychopata, to oczywiście ulizany, pedantyczny, władczy – wykładowca akademicki Piotr Wolnicki. Występującemu w tej roli Maciejowi Stuhrowi do Hopkinsa brakuje kilku lat świetlnych. Policjantka (Aleksandra Popławska) gra tę samą melodię co w “Watasze”. Oczywiście zmaga się z uzależnieniem alkoholowym i próbuje nawiązać na nowo relacje z córką. Motyw bije po oczach oryginalnością jak dialogi z “M jak miłość”.

Serial ratuje żona psychopaty (Anna Cieślak). Doskonale odgrywa miłość, przywiązanie, strach, podejrzliwość, złość, nienawiść.  Naprawdę trudno zrozumieć, co jej mąż widzi w nudnych dwudziestoletnich blondynkach. I  one w nim. Oczywiście, oprócz miejsc zajmowanych na drabinie społecznej. Seksistowskie! Maseczki, włóż! 😉

 

 

4. Maria Probosz

Maria Probosz pewnie złamała serce niejednemu mężczyźnie. Jeden się zapił, drugi zbankrutował, trzeci… Nieważne. Nie ma co gdybać. Bo Maria seksapilem, erotyką, wyuzdaniem wręcz mogła pokonać wielu mężczyzn. Ją pokonał rak. W “Mistrzu i Małgorzacie” w reżyserii Macieja Wojtyszki grała Helę, kobietę – wampira. Któż by nie chciał, by naga, ponętna przyszła w nocy?

indeks

Aktorka uważana za seksbombę lat 80. Pojawiła się m.in. w „Tulipanie”, „07 zgłoś się”, „Porno” Marka Koterskiego i w „Pograniczu w ogniu”. Była żoną Marka Probosza, aktora „M jak miłość”. Zmarła 14 grudnia 2010 roku. W mediach informacja o jej śmierci pojawiła się dopiero przy okazji pogrzebu na łódzkim cmentarzu Zarzew. [1]

0363886

 

5. Maria Quoos

Za dotknięcie jej ciała z czasów polskiego horroru “Powrót Wilczycy” dałbym się pokroić. Nie wiem, czy na ten zabieg skusiłbym się dziś, ale dwoistość urody pani Marii, anielsko-diabeliczna, kusi.

 

6. Joanna Kulig

joanna kulig w zimnejk wojnie

Pani Joanna na pewno (s)kusi niejednego mężczyznę. W “Zimnej wojnie” Zula skusiła Wiktora (Tomasza Kota). Dziwię się, bo – co prawda – zagrała świetnie, ale zupełnie jakby bez energii, bez seksapilu, bez napięcia erotycznego, bez seksualnej grawitacji, która wisi w powietrzu i każdego samca homo sapiens przyciąga. Niby femme fatale, ale trochę naciągana.

[1] Te polskie gwiazdy zmarły w zapomnieniu, Fakt.pl, 14.04.2015

Strach ma wielkie oczy

Naukowcy z amerykańskiego Stanford University porównali ryzyko zgonu z powodu SARS-CoV-2 z zagrożeniem śmiertelnym wypadkiem w trakcie jazdy samochodem. Z matematycznego punktu widzenia ryzyko śmierci z powodu COVID-19. u osób poniżej 65. roku życia w ciągu ostatnich miesięcy było takie samo jak ryzyko śmierci w wypadku samochodowym, przy założeniu, że codziennie przejeżdżałyby ok. 300 km.
Strach przed koronawirusem ma wielkie oczy.

Koronacja Andrzeja Dudy na prezydenta

Czy wezmę udział w wyborach pocztowych 10 maja lub 23 maja 2020 roku, jeśli się oczywiście odbędą? Nie. Bo to nie będą wybory. Oto dowody:

1. Nie było kampanii wyborczej. Nawet jeśli uznamy ją za show i marketing polityczny w wykonaniu kandydatów, to i tak byliśmy widzami jedynie monodramu w wykonaniu prezydenta Andrzeja Dudy. Wybory nie będą więc równe.

2. Wybory nie będą tajne. Kartę do głosowania odsyłamy wraz z numerem PESEL.

3. Nie będą wolne. Domownicy mogą wzajemnie podpatrywać kto na kogo głosuje lub też sugerować lub naciskać na wybór określonego kandydata.

4. Nie będą powszechne. Spora cześć ludzi mieszka nie tam, gdzie jest zameldowana. Będą miały jeden dzień na chęć głosowania gdzie indziej.

Przypomina się dewiza Henry’ego Forda: Możesz kupić auto w każdym kolorze, pod warunkiem, że jest to kolor czarny. W PRL-tu też był taki wybór.

KORONAWIRUS! STOP ZŁUDZENIOM! Zarazi się 70-90 proc. społeczeństwa

Koronawirus jest mocno zaraźliwy. Jeden zakażony może przekazać go, nawet nie kaszląc czy kichając, dwóm, trzem kolejnym osobom. Za kilka miesięcy, gdy szczyt epidemii minie, nadal będzie obecny wśród ludzi.

Oficjalnie śmiertelność na powodowaną przez wirusa chorobę COVID-19 wynosi 3,4%, ale ponieważ większość przypadków nie jest diagnozowana, można założyć, że śmiertelność wynosi 1%. Sądzę, że w dużych skupiskach ludzkich i w państwach uczestniczących w globalizacji, ożywionych stosunkach handlowych, społecznych zarazi się około 70%. W Polsce będzie to około 27 milionów ludzi. Umrze około 270 tysięcy.

Nikt nie wie, ile procent ludzi zakaziło się wirusem w tym pierwszym rzucie. Musielibyśmy zrobić światowe badania serologiczne, żeby zobaczyć, ilu ludzi ma przeciwciała. Bo dopóki nie zachoruje 80-90 proc. populacji, to wciąż będą ogniska infekcji.
Wirus SARS-CoV-2 nie zginie latem, rozmowa z dr. n. med. Pawłem Grzesiowskim, Wyborcza.pl, 31.03.2020 r.

 

Czy ci ludzie zginą z powodu koronawirusa. I tak, i nie.
Tak, bo wirus przyspieszy śmierć głównie osób starszych i często schorowanych. Nie, bo ci ludzie i tak by umarli za rok, dwa, pięć. W skali społeczeństwa proces będzie niemal niezauważalny, w rodzinach dojdzie do łez i dramatów. Oczywiście, znikną też ludzie młodzi albo w swoich pięknych latach trzydziestych, czterdziestych. Teraz też umierają. Nie mówimy o tym, bo wszystkie światła jupiterów są zwrócone na jedną chorobę.

– Stan zagrożenia będzie na pewno przez dwa miesiące, czyli marzec i kwiecień. Do tej sytuacji będziemy pomału się przyzwyczajać. Przyzwyczaimy się do licznie umierających pacjentów. Liczby zakażonych też już nie będą robiły na nas wrażenia. W maju prawdopodobnie nastąpi wygaszanie epidemii. I wtedy będzie decyzja, czy już zdejmujemy obostrzenia, czy nie. Jeżeli zdejmie się je przedwcześnie i przy warunkach klimatycznych sprzyjających rozprzestrzenianiu się wirusa, może dojść do ponownego wzrostu liczby zakażeń – mówi prof. Robert Flisiak, Prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych w rozmowie z Dorotą-Wysocką Schnepf (Wyborcza.pl, 19 marca 2020).

Spółka ExMetrix, która zajmuje się prognozowaniem społecznym i gospodarczym, ocenia, że Polska szczyt epidemii osiągnie około 20 kwietnia 2020 roku, a oficjalnie zarazi się 9 tysięcy osób. Sama epidemia zaś potrwa około trzech miesięcy. Czyli do końca maja.

Rząd polski, ale też wiele innych na świecie, wprowadzając ostre ograniczenia w przemieszczaniu się, tylko kupuje czas, samego wirusa nie zatrzyma. Trudno się nie godzić, że widok hal sportowych, lotnisk zamienianych na kostnice nie wygląda zbyt korzystnie. Rozłożenie liczby trumien w czasie na nikim nie zrobi wrażenia i życie potoczy się dalej. Tylko nie wiadomo jak i dokąd.

Na dłuższą metę, dłuższą niż kwartał, zatrzymanie gospodarki doprowadzi do bezrobocia, biedy, wyraźnego spadku poziomu życia, może nawet załamania się cywilizacji w dzisiejszym kształcie. Dlatego kolejnym krokiem władz polskich powinno być , gdy szczyt epidemii minie za około miesiąc, przywracanie życia do normalności przy jednoczesnym izolowaniu lub zaostrzonych środkach ostrożności dla starych, słabych lub po prostu schorowanych ludzi.

Kapitalizm w czarnej dziurze prof. Tadeusz Klementewicz [PRZEGLĄD PRASY]

Historycznie patrząc, mieliśmy kolejne modernizacje, które, które miały nas zbliżać do tzw. nowoczesności, w sensie i kulturowym, i gospodarczym, ale gdzieś się zatrzymały w pół drogi. Pierwsza to Królestwo Polskie, reformy Druckiego-Lubeckiego, Staszica, założenie Zagłębia Staropolskiego, banku narodowego, systemu kredytowego itd. Potem były fala industrializacji wokół Łodzi, rozwój włókiennictwa dzięki niemieckim przedsiębiorstwom, ale też uprzemysłowienie Zagłębia Dąbrowskiego, którego jądrem był dzisiejszy Sosnowiec. Inwestowano tam głównie kapitał francuski. Najważniejszym ośrodkiem przemysłu metalowego stała się Warszawa.

 

II Rzeczpospolita, z punktu widzenia rozwoju gospodarczego i struktury społecznej, to właściwie degrengolada. 700 rodów ziemiańskich rządzi, nie ma reformy rolnej, wskutek tego wieś jest przeludniona; malutkie działki, chłop kupuje na rynku naftę, zapałki, gwoździe i na tym koniec. Największe zakłady przemysłowe, zatrudniające ponad 100 pracowników, są zagraniczne. Kobiety jako służące w bogatych domach. Mamy analfabetyzm, przynajmniej do początków lat 30. Finisz pod koniec lat 30., wymuszony koniecznością zbrojeń, niewiele sytuację polepszył. (…) Warszawa przed wojną to był Paryż Północy, ale tylko w ścisłym centrum. Reszta to dzielnice czynszówek bez kanalizacji, bez toalet. W jednej izbie potrafiły mieszkać dwie, trzy rodziny. A urozmaiceniem diety był śledź kupiony za parę groszy w żydowskim sklepie.

***
Transformacja neoliberalna polegała w zasadzie na udostępnieniu wewnętrznego rynku w zamian za umorzenie kredytów zaciągniętych w epoce Gierka. (…) Jesteśmy mistrzami dokręcania śrubek! Dwie trzecie polskiego eksportu powstaje w zagranicznych filiach, a tylko 6% zatrudnionych pracuje w przemysłach wysokiej techniki. Tak wygląda bolesna prawda o polskim kapitalizmie.

Kapitalizm samoczynnie tworzy centrum i peryferie. Centrum przejmuje nadwyżki, ma lepiej zorganizowane państwo, jego elity tworzą ideologiczny obraz świata, czyli doktryny, które przewagę centrum uzasadniają. W centrum kwitnie nauka, są pieniądze, cuda architektury, imponujące muzea. Natomiast peryferia dostarczają surowców, siły roboczej, tam lokowana jest produkcja wymagająca pracowników o niskich kwalifikacjach, energochłonna, zanieczyszczającą środowisko. (..)

Jeff Bezos, twórca Amazona. Jego majątek oceniany jest na 130 mld dolarów. A co on wytwarza? On jedynie umożliwia obieg towarów. Ci na górze nie mają żadnych fabryk, tylko jakiś nowy produkt, nową usługę. Uruchamiają taśmę produkcyjną oplatającą glob, oferując marżę operacyjną na poziomie 2-3%. A oni sami jako ogniwo końcowe, np. Microsoft, przejmują 3-40%. Nie zdajemy sobie sprawy, że do nich, a nie do uniwersytetów czy państw, należy decyzja, co można robić z naszym DNA, jakie będzie zakres naszej prywatności, kiedy wdrożyć robotykę, cuda bioinżynierii. Do nich należą podstawowe decyzje dotyczące przyszłości cywilizacji. Wykupują wynalazki, innowacje, w zasadzie kontrolują wdrażanie postępu technicznego. A na samym dole jest ten drobiazg, (…) Janusze biznesu. (…) Ten plankton musi się zadowolić okruchami z pańskiego stołu. (…) przyda nam rola albo poddostawców, albo montażystów.

…cały problem kapitalizmu polega na tym, że wskutek rozbudowy mocy produkcyjnych i zwiększania się populacji musimy mieć cztery-pięć planet, żeby ten system działał. Mamy jedną, To wymusi zmniejszenia wzrostu gospodarczego. Limity przyrodnicze pozwolą co najwyżej na “dobrobyt bez wzrostu”. A jak się okaże, że robimy coraz bardziej księżycową gospodarkę, to wszyscy zwolennicy koncepcji życia jaku użycia oprzytomnieją. (…) Świat zaczyna też mówić o ludziach zbędnych, a jest ich około 1 mld.

Amerykański badacz ruchów społecznych Lawrence Goodwyn twierdzi, że sukces ruchu protestu polskiej klasy wielkoprzemysłowej polegał na tym, że zostały wyciągnięte wnioski z wcześniejszych porażki rewolt 1956, 1970 i 176 r. Stworzono po raz pierwszy sieć komitetów obejmujących kraj, sam strajk też był ogólnopolski. I dopiero wtedy dołączyli warszawscy intelektualiści (…). Teraz to oni spijają śmietankę – i jako bohaterowie, którzy pokonali komunę, i jako właściciele spółek wydawniczych. (…) I teraz to oni są kreatorami dobrego smaku, recenzują lewicowe programy, oceniają politykę gospodarczą, prospołeczne reformy.

Spójrzmy jak funkcjonuje np. społeczeństwo szwedzkie. Z jednej strony, jest ciepłą wspólnotą, a z drugiej – ma konkurencyjną gospodarkę. Szwedzi łączą indywidualistyczny luteranizm z solidarnością chłopską.

 

Z profesorem Tadeuszem Klementewiczem rozmawia Robert Walenciak, “Przegląd”, nr 11/2020