Żołnierze Wyklęci – mit założycielski IV RP

Prawo i Sprawiedliwość korzysta z najlepszych źródeł ideologicznych faszyzmu, czyli z Hegla i Nietzschego. Nie jest tylko partią polityczną, staje się quasi-sektą ze swoimi bohaterami i męczennikami: Lechem Kaczyńskim, Żołnierzami Wyklętymi. Ta “wiara” wyklucza z grona “patriotycznych Polaków” tych, którzy nowej koncepcji naszej ojczyzny i  historii nie popierają. Albo jesteś za, albo jesteś “drugiego sortu”.

 

Zachęcony przez portal wPolityce.pl, który nazwał mnie potomkiem resortowych funkcjonariuszy związanym emocjonalnie z systemem komunistycznym, wziąłem udział w dyskusji organizowanej przez “Gazetę Wyborczą” – “Wyklęci. Pogubieni bohaterowie?”. Synem tatusia z ministerstwa nie jestem, nad czym ubolewam, mimo to na panel historyczny się wybrałem.

Kim są wyklęci? Ludzie, którzy z bronią w ręku, sprzeciwili się narzuconemu Polsce reżimowi komunistycznemu w latach 1944-1956. Nie chcę wchodzić w szczegóły bardzo ciekawej dyskusji, której zapis można znaleźć tutaj.

Poświęcę kilka słów, jak to się stało, że hołd oddawany Żołnierzom Wyklętym urósł do rangi niemal święta państwowego. Wszystko, zupełnie jak faszyzm, miało miejsce w ideach i filozofii Hegla oraz frustracji niektórych polityków.
Wilhelm Friedrich Hegel, niemiecki filozof żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku, interesował się życiem Jezusa. Chrystus urodził się, żył, a następnie – jeśli w to wierzysz – zmartwychwstał. Heglowi ta logika dochodzenia do przebudzenia bardzo się spodobała, więc stworzył koncept: Najpierw była starożytna Grecja, pełna radości życia i światła. Potem przyszedł klasyczny Rzym, imponujący, ale agresywny, uporządkowany. W końcu objawiła się epoka germańska, będąca ostatnim etapem przebudzenia do prawdy.
Łatwo wyśmiać heglowską interpretację historii, gdyby nie fakt, że wsparta przez Nietzschego była wodą na młyn ideologii faszystowskiej.
Wszelkiej maści autorytaryzmy i totalitaryzmy odwołują się do “powrotu do korzeni”, “odrodzenia tradycyjnych wartości”. Te hasła są heglowskie, ponieważ mówią, że prawda kiedyś była dostępna, następnie ukryta, a dziś ponownie objawiona.
Czy z tego schematu myślowego nie korzysta Prawo i Sprawiedliwość, przekonując ludzi do swojej wiary. PiS przestaje być tylko partią polityczną, a dryfuje jednocześnie w kierunku sekty z własnym guru, bohaterami, martyrologią. Mitem założycielskim IV RP zapewne jest autorytarna Polska sanacyjna, następnie… zamach smoleński. Nie zbrodnia dokonana przez Sowietów na polskich oficerach i żołnierzach, ale katastrofa lotnicza, do której doszło 10 kwietnia 2010 roku, w której zginął prezydent Lech Kaczyński. Katastrofa słabo nadaje się na mit. :ecieli, błędy załogi i kontroli naziemnej doprowadziły do wypadku. Prozaiczne. Słowo “zamach” brzmi znacznie lepiej, bo kojarzy się z męczeństwem, podziałem na swój – wróg, a ofiary zamachów się czci jako bohaterów, których “zamordowano o świcie”.

Jarosław Kaczyński prezes Prawa i Sprawiedliwości i jego środowisko, może poza Antonim Macierewiczem, nie może pochwalić się pomnikowym życiorysem opozycyjnym z czasów PRL-u, więc neguje Wałęsę, Bujaka, Frasyniuka, Michnika, Kuronia, Onyszkiewicza. Porozumienia z Magdalenki urastają do rangi Targowicy, “zdrady narodowej”, a dziecko magdalenkowych debat  – III RP – urodziło się jako genetyczna kaleka, którą zastępuje właśnie zdrowy organizm IV RP. Czyśmy już tego nie przerabiali? Jarosław Kaczyński – chcę wierzyć – nie z poczucia niedostatku własnego CV zaprzecza dokonaniom, a nawet istnieniu rówieśników z dawnej opzycji w PRL-u, ale też obecnej sejmowej.

– Mamy właśnie do czynienia z rewolucją. Nie tylko kadrową, ale z przebudową Polski w ogóle. Przynajmniej takie są zamierzenia: zmiany w mediach, spółkach skarbu państwa, nadanie polityce gospodarczej narodowego charakteru, zamknięcie drzwi dla migracji. Każda rewolucja fabrykuje własnych bohaterów, tworzy własne mity i święta. Kornel Morawiecki opowiada, że „autorytety upadły” – to jest rewolucyjna sytuacja, z wymianą pomników włącznie. Francuska, amerykańska, meksykańska, rosyjska –  rewolucje tak mają. Przejęcie władzy to dopiero początek drogi, a dalej jest przejęcie opowieści o przeszłości – mówił na spotkaniu w “Wyborczej” oraz w jednym z wywiadów dr hab. Marcin Zaremba z Instytutu Studiów Politycznych PAN.

Prawo i Sprawiedliwość tworzy historię na nowo. Jej elementem stało się święto Żołnierzy Wyklętych, które jak ulał pasuje do heglowskiego przebudzenia do życia, odkrycia prawdy (“przez lata przemilczani”, “przez lata zapominani”, “przez lata poniżani”; “nadszedł czas przywracania pamięci”, “trzeba przywrócić do życia”).
PiS-owi nie można odmówić sprytu, bo jak żadna inna partia potrafi nie tylko tworzyć programy polityczne i ekonomiczne, ale przede wszystkim opowieść rzekomo mityczną z bohaterami i świętymi męczennikami. Kto nie podziela tej wiary, automatycznie przestaje być patriotą. “Tak ująć temat mogą tylko potomkowie resortowych funkcjonariuszy, bo tak spojrzeć na sprawę nie mógłby żaden polski patriota” – pisał, nie znając treści debaty (bo jeszcze przed nią) portal “wPolityce”.

Nie podzielam medialnego hałasu wokół Żołnierzy Wyklętych, dlatego że na odległość pachnie nadmiernym wzmożeniem i sztucznym entuzjazmem jak podczas peerelowskich pochodów pierwszomajowych i szkolnych akademii. Nie zgadzam się, by jeden “-izm” został zastąpiony przez  inny “‘-izm”, pozornie lepszy, na który czekaliśmy tak długo. To wszystko już było.

Złoto, purpura, bursztyn, wszystkie kolory Amber Gold, aktualizacja: 16.01.2016

Prawo i Sprawiedliwość zamierza ponoć powołać komisję śledczą w sprawie Amber Gold. Zobacz, jak dzięki nazwie i kolorom logo ludzie dali się omamić.

 

Amber Gold. “Amber” czyli bursztyn. Każdy, kto był nad Bałtykiem, widział sklepy i stoiska z bursztynem, naszyjnikikami i bransoletkami. Kogo nie zachwyca pomarańczowo-miodowo-brązowa barwa tej żywicznej skamieliny? Same pozytywne skojarzenia.

Gold. Złoto. Bo co innego? Srebro? Zbyt pospolite. Miedź? Zbyt elitarna i bardziej niż do masowych lokat, pasuje – przynajmniej skojarzeniowo – do instalacji elektrycznych i hydrauliki. Kawa? Do parzenia, kupienia w markecie – jak najbardziej, ale z lokatą jej nie po drodze.

Co innego złoto. Człowiek znał złoto wcześniej niż inne metale, srebro i miedź. Świadczą o tym znaleziska sprzed 4000 lat p.n. e. z Egiptu, Babilonu. Złoto swoje znaczenie i wartość zawdzięcza wyjątkowym, unikalnym zaletom: jest odporne na korozję, nie zmienia wyglądu ani na powietrzu, ani w innym środowisku, nie ulega działaniu kwasów, za wyjątkiem wody królewskiej i kwasu selenowego. Kolejne zalety złota to jego piękna barwa, połysk i rzadkość występowania. Obok renu jest ono najrzadszym metalem, a pod względem rozpowszechnienia zajmuje wśród pierwiastków dopiero 78 miejsce. Właśnie odporność na korozję, rzadkość i piękno stanowi o atrakcyjności złota jako lokaty kapitału.

Purpura. Barwnik zwarty w liściach indygowca zwany indygiem zrobił światową karierę. Był od czasów starożytnych stosowany do trwałych, pięknych, niebieskich wybarwień. Niewielka zmiana budowy cząsteczki indyga daje barwnik o zabarwieniu purpurowym, który zrobił wielką furorę w antyku. Nad Morzem Śródziemnym żyją ślimaki Murex brandaris i Murex trunculus, wydzielające z gruczołu oddechowego śluz, który pod działaniem światła zmienia się w purpurowy barwnik. Do otrzymania jednego purpury trzeba poddać obróbce 12 tysięcy ślimaków. Aby wybarwić kilogram tkaniny, trzeba 350 tysięcy ślimaków. Purpura. Oto barwnik, elita elit. Za czasów rzymskich prawo do noszenia purpurowych szat przysługiwało jedynie cesarzowi, w kościele  katolickim – kardynałom (stąd “purpuraci”), a na dworze królewskim – jedynie królowi. Magia purpury, dziś syntetyzowanej chemicznie, przetrwała do dziś.

Złoto, rozpalające hiszpańskich konkwistadorów i poszukiwaczy złota. Purpura, kolor powagi, dostojeństwa i władzy. I oddziały Amber Gold, prezentujące się jak najbardziej nobliwego banku.
Pod wpływem emocji, sprawnego marketingu rozsądek odpłynął. Jak pieniądze.

Oddział Amber Gold w Szczecinie, źródło: gazeta.pl

 

Reklama Vizira, czyli czyste pranie, czysta dusza

Pranie w proszku Vizir to najlepsze, co może cię w życiu spotkać, Nie dość że woda w powszechnym, często podświadomym, znaczeniu zmywa wszelkie brudy, to jeszcze końcowym efektem prania jest “biel jeszcze bielsza”. Biel to symbol czystości, niewinności, cnót. Nie pierzesz w Vizirze, czuj się winny, bo brudne są nie tylko twoje ubrania, ale może myśli i czyny.

“Biel jeszcze bielsza” jest celowo użytym błędem logiczno-językowym, pleonazmem, który ma służyć pokazaniu, że biel Vizira nie jest jakąś tam zwykłą, popularną, ale wyjątkową, pełną zalet. Biel Vizir jest też “śnieżnobiała”, nie zaś “tylko biała”

Wywołanie poczucia winy, zakłopotanie u tych, którzy Vizira nie używają, jest znakomitym środkiem perswazji. Pozornie chodzi tylko o sprzedaż, ugruntowanie nawyków higienicznych, ale cel pozostaje dalekosiężny. Chodzi o wywoływanie poczucia winy w kobietach, które najczęściej decydują o wyborze proszku do prania. Jeśli twoja biel jest “mniej biała” niż u innych, to nie jesteś na poziomie. Nie mieścisz się w nurcie społecznym, zalatujesz bielą, która bielsza nie jest. Czystość jest kategorią ducha. Kto cuchnie, na pewno ma nieczyste sumienie. Brudny jadący z tobą autobusem na pewno jest złym człowiekiem. Prawda?
Idę o zakład, że większość kobiet zapytana o najlepszy proszek wskaże Vizir.

Wywoływanie poczucia winy jest mechanizmem, który może wpływać na życie cywilizacji, społeczeństw oraz poszczególnych ludzi. Zaczęło się od Adama i Ewy. Ewa podkuszona przez węża zerwała i skosztowała jabłko z Drzewa Poznania Dobra i Zła, a Bóg ją ukarał: “Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”. Dostało się też mężczyźnie: “W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz”.
Wszystko jasne. Pracujesz, cierpisz biedę i choroby, bo Ewa ugryzła jabłko. Ten mit pobrzmiewa też w wierzeniach sumeryjskich i babilońskich. Stąd był już tylko krok do przekonania, że winy te trzeba zmazać, odpokutować, ponieważ są przyczyną przydarzających się niepowodzeń i przeciwności losu, zsyłanych przez rozgniewanego Boga (bogów).
Grzechu pierworodnego jednak nie zmyjesz, bo zrobił to za ciebie Jezus Chrystus (znów poczucie winy, bo On cierpiał i umarł na krzyżu). Aby moc Jezusowego czynu dosięgnęła i ciebie, potrzebny był chrzest, czyli… obmycie wodą. Oddajesz dług Chrystusowi.

Obmywanie wodą ma potężny wpływ na naszą świadomość, co potwierdziły badania przeprowadzone przez Chen-Bo Zhonga na Uniwersity of Toronto i Katie Liljen-quist na Nothwestern University. Podczas eksperymentu poproszono uczestników,  aby przypomnieli sobie jakiś grzech z przeszłości, coś co było prawdziwie nieetycznym postępkiem. Następnie połowie badanych dano możliwość umycia rąk, a dalej wszystkich badanych poproszono o wzięcie udziału w kolejnych testach – miała to być koleżeńska przysługa dla zdesperowanego studenta piszącego pracę. Ci, którzy rąk nie umyli, w siedemdziesięciu czterech procentach wyrazili gotowość pomocy; pozostali – w czterdziestu jeden procentach. Jedna z grup nieświadomie zmyła swoje grzechy i czuła mniejszą potrzebę ich odpokutowania.

Większość kultur używa opozycji czystość – brud do opisania zarówno psychicznych, jak i fizycznych stanów. Mycie i obmywanie pojawia się w wielu kulturach, religijnych rytuałach i metaforach czyste intencje, brudne myśli, szumowiny.

W naszych podświadomych przekonaniach tkwi cała siła perswazji reklam proszków do prania. Wsypujesz do pralki proszek, przystępujesz do aktu oczyszczania. Czy wyjmując wyprane ciuchy z pralki nie towarzyszy ci uczucie lekkości na duszy?
Dręczy Cię sumienie z jakiegoś powodu? Zrób pranie. A najlepiej umyj ręce.

7 Dni. Przegląd Tygodnia, czyli Pan Samochodzik był erotomanem

“7 Dni. Przegląd Tygodnia” – tak nazywa się nowy tygodnik, który wczoraj pokazał się w sklepach “Biedronka”. Tylko tam można go kupić. Przedrukowuje artykuły, które wcześniej opublikował m.in. “Newsweek”, “Dziennik Gazeta Prawna”, “Fakt”, “Forbes” i Onet. Wydawca pismo kieruje do mężczyzn. Kupi ich? Szanse oceniam na trójkę z plusem. 

 
Layout okładki zachęca do zakupu. Tytuł na czerwonym tle “7 Dni. Przegląd Tygodnia” bije po oczach, tyle że żadna zajawka na okładce nie odnosi się do wydarzeń ubiegłego tygodnia. Piłkarze ręczni nie grali, frankowicze nie wpadli w panikę, na Ukrainie się nie zabijają. Głównym problemem wedle redakcji jest utrata pracy, która otwiera drzwi do zbudowania życia na nowo.
 
Aktualności są w środku. Tekst, jak obniżyć ratę kredytu we frankach, zajmuje według mnie pierwsze miejsce w numerze pod względem jakości. Rozważa szanse uznania zapisów umowy kredytowej za niezgodne z prawem. Analizuje, czy pozostać przy skargach na przykład do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy sądzić się z bankiem. Odpowiedzi brakuje, ale garść wiedzy czytelnik otrzymuje.
 
Czołówkowy tekst “Zostałeś zwolniony i co dalej” ledwie dyszy jak człowiek po grypie. Sypie wyświechtanymi poradami, że świat się nie kończy na jednej pracy. Banalne wskazówki zawiera jedynie ostatni akapit tekstu.
 
Artykuł o supertacie przyprawił mnie o mdłości. Po deserku znowu ruszamy do parku. Pogoda wspaniała. Idziemy na plac zabaw. Pot spływa mi po plecach, bujam córkę, pomagam zjeżdżać, sadzam na karuzeli i obracam. Kiedy potem zaczyna płakać, wiem że jest zmęczona. No ja też. Ale to ona podrzemie w wózku kolejną godzinę. Banalne. Ogromnie wzruszające. Tatuś wybrał się z córką na spacerek. Och, ach, heros. Dzięki temu dowiedziałem się, że jestem bohaterem, bo chodzę z dziećmi do muzeum, kina, na boisko.
Pomijam fakt, że przytoczony dziennik tatusia pachnie zmyśleniem “z głowy”. Z pokorą przyjmuję ewentualne tłumaczenie, że redakcja nie mogła pokusić się o tekst o zmieniającej się roli mężczyzny w XX i XXI wieku. Kobiety ostro wchodzą w role męskie, mężczyźni – w damskie. Za trudne dla biedronkowego wyjadacza?
 
W tekście “Esbeckie komando śmierci” mamy do czynienia z manipulacją szytą grubymi nićmi. Redakcja – oczywiście “Faktu”, wyciągnęła morderstwo Jaroszewiczów, księdza Popiełuszki i kilka wstrząsających zabójstw okraszając tekst tytułem “Esbeckie komando śmierci”. Ukartowana robota określonych kół?
 
Do kogo wydawca kieruje “7 Dni. Przegląd Tygodnia”? Jest dużo – w standardowym ujęciu – dla mężczyzn – o samochodach, komandosach, historii, elektronice użytkowej, sporcie, polityce, ekonomii. Okładkowy tekst używa czasownika “straciłeś” pracę, nie żeńskiego – “straciłaś”. Niewiele, znów kierując się stereotypami, dla kobiet – kuchnia, jeden artykuł o zdrowiu.
 
Dzięki pierwszemu numerowi biedronkowej gazety Pan Samochodzik jeszcze bardziej stanie się moim ulubionym pisarzem powieści młodzieżowych nie tylko dzięki templariuszom i Stanisławowi Mikulskiemu, ale niezwykłym talentom pisarza, które dziś nazywa się umiejętnościami interpersonalnymi: Tak wizytę u przyjaciela wspominał Gierymski: – Dwie licealistki śpieszą ku nam w biegu zdejmując z ramion czerwone szkolne tarcze. Wracamy do domu Zbyszka, Bachanalia trwały do północy. Następnego dnia wstałem późno. Zbyszek wołał już o ogrodu. Mieliśmy przecież pożeglować. Dwie licealistki już na nas czekały, opalając się. Leżały nago na burcie jachtu.
 
Czy moja miłość do Pana Samochodzika wystarczy, żeby tygodnik odniósł sukces? Biedronka ma ponad 2500 sklepów. Jeśli każdy sprzeda tylko po dwadzieścia egzemplarzy, pewnie się opłaci. Warto jednak popracować nad dokładniejszym sprofilowaniem pisma i jakością artykułów.
 
Tygodniki opinii “Polityka”, “Newsweek” na urodzinach “7 dni..” nie stracą, ale “Angora” może czuć oddech konkurenta na plecach, choć jakość łódzkiej konkurencji tymczasem pozostaje tymczasem poza zasięgiem nowego wydawnictwa Axel Springer.
 
 
 
 
 
 
 
 

Sposób na skuteczne pozycjonowanie

Google jasno informuje, że kluczowym czynnikiem decydującym o wysokiej pozycji w wyszukiwarce jest użyteczność strony dla internautów. Potwierdzają to analizy firmy Searchmetrics.

Kolejne miejsca zajmują prawidłowo zbudowana i zoptymalizowana strona oraz wartościowe linki prowadzące do serwisu.

Nawet jeśli zadbamy o wysokiej jakości linki oraz skrupulatnie ułożoną stronę, wysiłek może być niewystarczający dla zajęcia wysokiego miejsca w Google. Jego roboty odkryją, że witryna jest szybko porzucana przez internautów, więc nieciekawa, nudna, nie dająca oczekiwanych informacji.

Badając jakość strony dla użytkowników Google bierze pod uwagę między innymi:

Współczynnik odrzuceń

Definicja Google: to odsetek sesji, podczas których użytkownik widzi tylko jedną stronę i opuszcza witrynę bez wchodzenia w interakcję z nią.
Współczynnik odrzuceń zależy od wielu czynników. Użytkownicy mogą np. opuszczać witrynę na stronie wejściowej z powodu problemów z projektem witryny lub z jej obsługą. Mogą także opuszczać witrynę po wyświetleniu jednej strony, jeśli znaleźli na niej potrzebne informacje i nie są zainteresowani odwiedzaniem kolejnych stron.
 Można dodać: nie znaleźli potrzebnych informacji i opuszczają witrynę, bo twórca strony nie zachęcił do przeglądania kolejnych podstron.
Tworzysz słabo zoptymalizowaną witrynę o niskiej jakości? Nie oczekuj, że znajdziesz się w pierwszej 10. Google.
Przykład: klient sprzedaje meble przez internet. Statystyki pokazywały, że strony sklepu z dodatkami w stylu art deco są zarówno poszukiwane, jak i odwiedzane przez zainteresowane tym stylem osoby. I tyle. Bo współczynnik odrzuceń oscylował wokół 80 procent. Internauci tak szybko opuszczali sklep, jak się w nim znaleźli. Powody: słaba jakość zdjęć, jednozdaniowe opisy przy stosunkowo kosztownych produktach, brak dodatkowych zdjęć ze szczegółami produktów.

Kilkumiesięczna praca nad opisami, optymalizacją SEO, nowymi zdjęciami zaowocowała spadkiem współczynnika odrzuceń z ponad 80 do 55 procent oraz wzrostem liczby zamówień.

Czas spędzony na stronie

Im więcej czasu użytkownicy spędzają w twojej witrynie, tym większe ma ona szanse na wysokie pozycje w wyszukiwarce Google. Roboty otrzymują sygnał, że serwis, sklep, portal absorbuje uwagę czytelników.
Przykład: jeśli prowadzisz sklep internetowy, zadbaj o wyraźne, dobrze wykadrowane zdjęcia; opisy, które odpowiedzą klientom na pytania, jakie zadaliby obsłudze w sklepie stacjonarnym. Załóż wewnętrzny blog z poradami, ciekawostkami.

Współczynnik CTR

Określa stosunek kliknięć wyniku wyszukiwania do liczby jego wyświetleń. Wysoki współczynnik CTR świadczy, że strona prawdopodobnie znalazła się wysoko w wynikach, może pochwalić się zajmującą treścią.
Problem zaczyna się, gdy narzędzie analityczne np. Google Narzędzia dla Webmasterów podpowiada, że internauci często wpisują do wyszukiwania określoną frazę, jedna z naszych podstron pojawia się w wynikach, ale ląduje na odległych pozycjach. Stąd przypuszczalnie CTR jest niski.

Przykład: przyjrzyj się twojej stronie, która pojawia się w wynikach wyszukiwania jako efekt zapytań internautów. Jeśli obserwujesz w Google Narzędziach dla Webmasterów rosnące nią zainteresowanie, postaraj się, by znalazła się przynajmniej w TOP 10. Popraw jakość zdjęć, opisów, zadbaj o linkowanie z tematycznie powiązanych serwisów, zaistniej z tematem na Facebooku, Twitterze, a jeśli dysponujesz ciekawymi obrazami – także na Pintereście.

Akt kobiecy to nie nagość, to uczucie


Kocie zauroczenia, Iwona Wierkowska-Rogowska
Rozmowa z malarką Iwoną Wierkowską-Rogowską
Róża
– Skąd pasja malowania?
– Miałam zawsze. Ale życie, dzieci, praca, brak czasu uniemożliwiały mi jej wykonywanie. Ukończyłam Policealne Studium Architektoniczno-Budowlane, ale w zawodzie nigdy nie pracowałam. Więc i moja zabawa z rysowaniem czy malowaniem się skończyła zaraz po szkole. Podjęłam pracę w… policji. Dopiero gdy poszłam na wcześniejszą emeryturę, miałam to szczęście, wymyśliłam artystyczny sposób na życie. W zasadzie zaczynałam od początku, jestem w tej dziedzinie kompletnym samoukiem. Najpierw akryle, potem farby olejne, eksperymentowałam z pastelami. Lubię testować, łączyć różne techniki.
– Mieszka Pani na Mazurach. To marzenie czy los tak Panią rzucił?
– Marzenie. Z Warszawy przeprowadziłam się tu z mężem, ponieważ oboje uwielbiamy wędkować, to moja druga pasja. Mamy tu ciszę, las za oknem, ryby w jeziorze. Czasami sama się sobie dziwię, dzieci zresztą też, że ja – warszawianka z urodzenia – zdecydowałam się na takie życie  Taka jestem zwariowana.
– A skąd pomysł na pracę w policji?
– Aaa, to za namową mamy: państwowa praca, pensja na czas, pewność i bezpieczeństwo. Jak skończyłam szkołę architektoniczną, akurat trwał zastój w budownictwie, biura projektowe źle prosperowały, lata osiemdziesiąte, kryzys. O pracę w biurze architektonicznym było ciężko.
– I co Pani robiła w policji?
– Pracowałam w informatyce, wydziale kryminalnym i jako oficer dyżurny. Siedem lat temu przeszłam na emeryturę. Zaczęłam zabawę z malarstwem.
– Hobby czy dodatkowo źródło utrzymania?
– Jako samo hobby – to byłoby zbyt kosztowne.
– Zarobić można?
– Można, choć nie są to kokosy, może za mało się cenię.
– Jakie są ceny Pani obrazów, na przykład za ten:
– Nie mam wygórowanych ambicji, chciałabym 250 zł. Wydaje mi się, że cena jest w miarę realna. Podobne prace sprzedawałam za 350 zł. Porównywałam podobnej jakości obrazy, choć nie znalazłam podobnego stylu do mojego, w różnych galeriach zagranicznych, to ceny zwykłych akwareli zwalają z nóg. Patrząc na “nasze podwórko”, cena wydaje mi się do przyjęcia. Oczywiście jako artystka (nie wiem, czy mogę się tak nazwać) chciałabym sprzedać swoją pracę za jak największą kwotę. Miałam wiele pytań od ludzi – dlaczego tak tanio sprzedaję? Właśnie dlatego, że aby móc sprzedawać, musiałam założyć działalność, a z tym wiążą się opłaty, składki, podatki, ZUS. A zarobić można, kusząc nabywców niekoniecznie wygórowaną cenę.
– I sprzedaje Pani.
– Sprzedaję, nie zawsze za kwotę, która by mnie zadowalała  W większości sprzedaję na Allegro i w 2 galeriach.
– Jak idzie?
Tak sobie, czasami maluję na zamówienie. Allegro to kiepski rynek.
Wakacje z blondynką
– Dlaczego?
– Ponieważ tam ludzie najchętniej by 1 złotówkę. Poza tym samo Allegro jest drogie, prowizje rzędu kilku procent dość mocno obniżają zyskowność.
– Mówi Pani o sobie artysta samouk? Jak uczyła się Pani techniki?
– Z internetu, youtube, dużo czytałam podpatrywałam. Internet to potęga, baza wiedzy
– Są jakieś specjalistyczne strony dla artystów samouków?
– Raczej nie, jest wiele różnych stron, poradników, fora internetowe i youtube, gdzie na tacy pokazują, co i jak się maluje. Próbowałam się w pejzażach, kwiatach – jednak w tej tematyce źle się czułam. Pozostałam więc przy malarstwie figuratywnym, w głównej mierze kobiecej. Jakoś leży mi ten temat
– Skąd taki kierunek? Kobiece akty.
– Sama nie wiem, Oprócz aktów tworzę również portrety. Uczyłam się sama i w tej technice – chodzi mi o malowanie postaci kobiecych – czuję się najlepiej. Są artyści, którzy wyspecjalizowali się w malowaniu kwiatów i malują tylko kwiaty. Tak więc nie jestem artystką wszechstronną. Myślę, że każdy ma swojego konika
– Freud by powiedział, że to ukryte pragnienia…
– Nie można opierać się na powiedzeniu Freuda. W moim przypadku dobór tematu jest przypadkowy. Lubię wywoływać emocje wśród oglądających, kupujących. Przez moje obrazy pokazuję różne stany uczuć kobiecych, nie chodzi w nich o samo pokazanie nagości, tylko uczucie.
Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?
– Jak wygląda Pani dzień na Mazurach?
Mieszkam w okolicach Piszu, niedaleko jeziora Roś. Planu dnia artystka nie posiada. Dzień jak co dzień, jak każdej innej osoby, która nie musi rano zrywać się wraz z dzwonkiem  budzika i pędzić do pracy. Tu czas mija bardzo powoli  Codzienne obowiązki – powiedziałabym prozaiczne-  posiłki, od czasu do czasu zakupy, walka z kretem – odwieczna, spacer po lesie z moim yorkiem i malowanie. Czas na malowaniu spędzam przeważnie popołudniami lub wieczorem.
– Czas z mężem? Dziećmi? Lektury? Ma Pani ulubionych malarzy lub tych, których dziełami się Pani inspiruje?
Oczywiście. Mąż jest na pierwszym miejscu, dzieci mieszkają w Warszawie. Na książki  brakuje czasu, ale jak już zacznę czytać, nie ma mnie w domu 2 dni. Ulubieni malarze: Jacek Yerka, Arthur Braginsky i Karol Bąk.
Rozmawiał: Jarosław Pałyska

Iwona Wierkowska-Rogowska
Urodziła się 13 marca 1960 roku w Warszawie. Skończyła Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego oraz Policealne Studium Architektoniczno-Budowlane.
Osiągnięcia artystyczne: dwie wystawy, pierwsza – Dom Kultury w warszawskim Wawrze; druga – Centrum Wikliniarstwa w Rudniku nad Sanem.

Ptasi listonosz
Akt

Pozycjonowanie to bzdura!

Codziennie przychodzi na moją skrzynkę mailową przynajmniej jedna oferta pozycjonowania sklepów internetowych. Tytuły idą tak: Płacisz tylko za efekty. Gwarancja TOP10, TOP3 w Google. Brzmi zachęcająco, bo w przypadku większości sklepów internetowych Google generuje przynajmniej 70 procent ruchu. Brzmi przerażająco, ponieważ firmy od pozycjonowania obiecują szybki efekt z ryzykiem otrzymania filtra od Google. Skutkuje on brakiem strony w wynikach wyszukiwania, w efekcie załamaniem sprzedaży.

Widać jednak, że cały czas jest klientela na usługi, które nie przynoszą efektów. Lub przynoszą efekty wyłącznie krótkotrwałe. Dlaczego? Wyszukiwarka Google stawia na witryny z wysokiej jakości treścią i walczy z nienaturalnym linkowaniem. Pech chce, że definicję “nienaturalnego linkowania” znają tylko bystrzaki z Mountain View.

Wyprzedziłem wyszukiwarkę Google, o kilka lat. Gdy w latach 2005-2009 zakładałem sklepy internetowe www.edumed.com.pl, www.sklep-wiazowna.pl, www.vitamarket.pl wychodziłem z założenia, że powstają one by sprzedawać (odpowiednio wysoki współczynnik konwersji). Skuteczność miały zapewnić nie tylko opisy produktów, ale przede wszystkim podstrony i powiązane blogi z tekstami, które paradoksalnie sprzedaży szkodzą. Przykład: Sklep Wiązowna oferuje suplementy diety, ale jednocześnie jego blog informuje, że większość oferowanych leków to czyste placebo.

Praca, którą wykonuję, da się stracić słowami Ernesta Hemingwaya:

Wszystko, co musisz zrobić, to napisać jedno prawdziwe zdanie. Napisz najszczerszą prawdę, jaką znasz

Wiedza, oferowanie internautom możliwie najdokładniej sprawdzonych, oryginalnych, a także szczerych – podyktowanych własnymi doświadczeniami, emocjami i pasjami – treści zapewnia powodzenie serwisu,, portalu czy sklepu internetowego.

Dziś brzmi to jak oczywista oczywistość. Ale jeszcze dwa lata temu usługi pozycjonowania stron wydały się iść odrębnym torem niż treść witryn. Teraz agencje SEO, by przetrwać, muszą stać się agencjami marketingu internetowego. Google do oceniania użyteczności stron używa nie tylko robotów. Sprawdzają ją też pracownicy Google, tzw. Human Factors.

A co z linkami?

Najlepszym sposobem “link buildingu” jest realizowanie strategii rozbudowanego content marketingu. Jeśli witryna oferuje unikalne i ciekawe treści internauci będą do niej linkować chociażby przez obecność w social media.

Właściciele stron i sklepów internetowych powinni zrozumieć, że świat nie kończy się na Google. Nie kończy się w takim sensie, że sama obecność w TOP 3 nie oznacza osiągnięcia oczekiwanego celu, np. zakupów. Przyszłość należy do sklepów, które oferują znacznie więcej niż opisy produktów. To właśnie dlatego wielkie sieci handlowe handlu tradycyjnego wydają nie tylko gazetki promocyjne, ale inwestują w magazyny wnętrzarskie (OBI), pisma skierowane do kobiet (Tesco, Biedronka) czy produkcję filmową (Leroy Merlin).

To samo staram się robić przy stronach, które mam pod opieką. Wymaga to masy lektur, pracy reasercherskiej, przygotowania własnych artykułów. Dlatego jestem spokojny, że konkurencja nawet mając tę wiedzę, niekoniecznie z niej skorzysta.

Nie zgadzam się! Bal w Operze w Teatrze Precedens

Bal w Operze, Teatr Precedens, 23 maja 2014 r.

Nie zgadzam się na Polskę marketami stojącą, gdzie w ostrym świetle jarzeniówek niedzielnym, bladym świtem przebrane w granatowe, zielone bluzeczki zasiadają sprzedawczynie. Kasjerki. Na dumnie wypiętych piersiach mienią się blaszki z napisem Małgorzata, Beata, Krystyna – W czym mogę pomóc.
Matki dzieciom, żony mężom, kochanki kochankom dzierżą czytnik kodów w dłoni. Pik – karkówka w marynacie, pik – piwo Tyskie, pik – filet z kurczaka, pik – cebulka, pik – kiełbasa podwawelska, pik, pik, pik…
Mężowie, dzieci, kochankowie czekają na swoje kobiety. Pik, pik, pik – płacą w marketach za piwo, lizaki, chipsy. Rodzina nie wybrała się do parku wśród lip kwitnących, na festyn święta Saskiej Kępy, mecz Legia – Ruch, badmintona na Orliku. W kościołach pustki straszą.
Kobiety wracają po 23, noc czarna, bo na autobus długo czekały, bo kasa się nie zgadzała, bo szef wpadł i się awanturował. Zmęczone, na twarz padają, zasypiają. Sen im daruje szminkę francuską, piersi okryje szkarłatną bluzką. Rano znów puder, lakier, róż. Pik, pik, pik… Kto odbierze dziecko z przedszkola? pik, pik, pik..

Dzisiaj wielki bal w Operze.

Sam Potężny Archikrator

Dał najwyższy protektorat,

Wszelka dziwka majtki pierze

I na kredyt kiecki bierze,

Na ulicach ścisk i zator,

Ustawili się żołnierze,

Błyszczą kaski kirasjerskie,

Błyszczą buty oficerskie,

Konie pienią się i rżą,

Ryczą auta, tłumy prą,

W kordegardzie wojska mrowie,

Wszędzie ostre pogotowie,

Niecierpliwe wina wrą,

U fryzjerów ludzie mdleją,

Czekający za koleją,

Dziwkom łydki słodko drżą.

Nie zgadzam się na Polskę fasady, teatralności. Jesteś szczęśliwym rodzicem małych dzieci? Gratuluję, to słodkie. Dużo zdrowia pociechom życzę. Bo na wizytę do alergologa, neurologa, kardiologa poczekasz pół roku. Ale składki do ZUS na “ubezpieczenie zdrowotne” płać dziś, teraz. Right now! Broń Boże, nie spóźnij się, bo wezwanie, egzekucja, śmierć.
No, udało się wysupłałeś 150 zł na prywatną wizytę. A to zapraszamy, dziś czy jutro? Kawa z mlekiem czy bez? Jak synek ma na imię? Kuba? Kubuś pobaw się tutaj. Lubisz rysować? Pani Ewo, proszę podać Kubusiowi kartkę. Witamy w polskiej middle class. Motłoch tłoczy się w przychodni. Bachor wrzeszczy, gruźlik kaszle, babcia pluje.

Zapiał kogut, za nim drugi,

Potem trzeci,

Na pastwiska bydło gnają

Małe dzieci.

Przetrąbiło drugie auto

Ciężarowe,

Chłop prowadzi kulejącą

Krowę.

Nie zgadzam się na Polskę na starcie zaprzepaszczonych szans. Gdzie są fabryki, warsztaty, stolarnie, zakłady metalowe, huty, stocznie? Co mają zrobić młodzi mężczyźni po szkole? Ogłada, szyk, kultura, dwa języki How are you i Guten Tag, excel, monter, elektryk, pracy brak. Zadzwonimy. Easy, take it easy. Nie przejmujcie się,. Jest Anglia, Niemcy i Holandia. A jak za daleko, zapraszamy – Biedronka, Lidl, Tesco. Codziennie niskie ceny. Tanie piwo za 2  zł. Zamracza, znieczula, życie piękniejszym czyni.

Na kościele niebijące

Wiszą dzwony.

Suche pęki ziół pod krzyżem

Ogrodzonym.

Jakiś duży wyszedł w gaciach

Przed zagrodę,

Mruży oczy i tarmosi

Ostrą brodę.

A tam dalej stoi szkoła

Murowana,

W szkole mapa, bardzo pięknie

Malowana.

Ewa Makomaska dziękuje widzom i aktorom  “Balu w Operze”.

Teatr Precedens z Domu Kultury Świat na Targówku pod uroczą i merytoryczną wodzą Ewy Makomaskiej wystawił 23 maja 2014 r. “Bal w Operze” Juliana Tuwima. Były światła ramp, piękna scenografia, głos, ruch na scenie.
Czego nie było? Niezgody na rzeczywistość nie było!
Brawa były, owacja, były, kwiaty były. I wszystko naprawdę pięknie było. Rozeszli się widzowie.

Bal w Operze trwa.

Cytaty z poematu “Bal w Operze” Juliana Tuwima.

Nasi klienci i firmy, dla których pracowaliśmy

Pan Jarosław Pałyska w czasie kilkuletniej współpracy zaproponował naszej firmie skuteczne rozwiązania dotyczące kampanii prasowych, szat graficznych opakowań i logo firmy. Przyniosły one naszej spółce oczekiwane rezultaty, a także zwiększyły znajomość marki.

Jarek Pałyska zbudował sklep NaBudowe24.pl praktycznie od zera. Od wykupienia domeny, aż po obecne sukcesy e-sklepu. Z racji współpracy nad wspólnym projektem zauważyliśmy, ze poradził sobie świetnie z tym tematem w pojedynkę, co uważam osobiście za wyczyn godny podziwu, ponieważ wiem ile pracy należy włożyć na każdym polu takiego projektu.
Jarek stworzył projekt sklepu, włożył masę pracy w budowę bazy produktowej (opisy, zdjęcia, grafika itd.), potem zaobserwowałem, że sklep internetowy (jego autorstwa) pnie się w dosyć krótkim czasie w wynikach wyszukiwania w Google na różne frazy ( słowa kluczowe)
Zadbał również o społeczności – np. blog firmowy, który oceniam, że także generuje ruch – czyli za tzw. content marketing daje dużego plusa.
Wprowadzenie produktów na Allegro na pewno przyniosło dodatkowe wzmocnienie wizerunku marketingowego w sieci. Sklep obecnie pełni rolę wsparcia sprzedaży w modelu B2B ( wiem to od zadowolonych klientów).
Jarka poleciłbym innym pracodawcom za pracowitość, sumienność, ambicję w dążeniu do celu a przede wszystkim za wiedzę, którą dysponuję. Praca wykonywana przez Jarka to naprawdę kilka etatów – od grafika, webmastera, pozycjonera,pr-owca po specjalistę od e-commerce.
Gdybym chciał rozkręcić swój e-biznes na pewno współpracowałbym z Jarkiem i jestem pewny, że bym na tym wiele zyskał.

Od 1994 roku Spółka świadczy outsourcingowe usługi BPO w komunikacji bezpośredniej. >Wspieramy naszych Klientów w procesach pozyskiwania, obsługi, utrzymania i zwiększania wartości Klientów.

M&P to silna, średniej wielkości firma, która jest obecna na polskim rynku już od ponad 16 lat. Posiada 14 bardzo eleganckich salonów z wysokiej jakości winami i alkoholami mocnymi; jeden prestiżowy Whisky&Cognac Club, 3 biura call center oraz zespół przedstawicieli handlowych w całej Polsce.Importuje wina i alkohole mocne z niemal całego świata. Na półkach jej salonów można znaleźć ponad 2000 tytułów, które importuje bezpośrednio od producentów. Ma ponad 90 dostawców zagranicznych oraz wielu polskich dostawców lokalnych alkoholi. Ma również 3 własne marki wódek: Starosta oraz należące do kategorii Premium: Pawlina i Dwór Polski.

Marka Big-Active zrodziła się z prawdziwej pasji do herbaty i pragnienia realizacji marzeń. Jest wyjątkowa, ponieważ od początku tworzyli ją ludzie, którzy chcieli w niej zawrzeć takie wartości, jak: naturalność, różnorodność i wysoką jakość. Udowodnili tym samym, że w świecie zdominowanym przez wielkie koncerny można stworzyć markę z duszą. 
Taką, którą konsumenci będą cenić nie tylko za oryginalność i różnorodność, ale przede wszystkim za jej indywidualny charakter. My też lubimy swoją pracę i wkładamy wiele wysiłku w to, by wykonywać ją dobrze. Cenimy indywidualność i dlatego, łamiąc utarte schematy, zachęcamy Cię do odkrywania razem z nami ulubionych smaków i gatunków herbat.

Firma Naturell AB powstała w Szwecji w 1920 r. Przedmiotem naszej działalności jest produkcja preparatów pomagających utrzymać dobrą kondycję organizmu. Produkty Naturell bazują na naturalnych surowcach, powstają w oparciu o wieloletnie doświadczenie w zakresie suplementacji diety i optymalnego odżywiania.Harmonia z naturą i ograniczenie do minimum zawartości składników syntetycznych sprawiają, że nasze preparaty odznaczają się wysokim stopniem przyswajalności, a tym samym wysoką skutecznością oddziaływania na organizm ludzki.Nieustannie prowadzimy badania nad preparatami nowej generacji, kładąc szczególny nacisk na jakość i bezpieczeństwo naszych produktów. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych Klientów, staramy się systematycznie poszerzać ofertę o interesujące Państwa produkty.

Skuteczny Inbound marketing, To klient znajduje ciebie, nie ty klienta.

Inbound Marketing polega na podejmowaniu działań, które umożliwią klientom samodzielne odnalezienie produktu, który go interesuje. I najlepiej, by znalazł go tam, gdzie chcemy, by znalazł. 

Przykład. Klient szuka w Google produktu “rynny Marley” lub z innej bajki “ostropest plamisty apteka”. Jest niemal pewne, że w pierwszych wynikach wyszukiwania znajdzie strony, które pozycjonowaliśmy.

Strategia inbound marketingu powstała w opozycji do tradycyjnych metod, bazujących na agresywnej formie reklamy, takiej jak spoty reklamowe, bilbordy czy pop-upy (z ang. (outbound marketing).
W przypadku inbound marketingu to odbiorca przekazu marketingowego musi wyrazić na niego zgodę, np. przez subskrypcję mailową lub wyszukiwanie produktów, usług lub informacji za pomocą wyszukiwarek internetowych, głównie Google.;-). A są inne? 😉

Inbound marketing zasadza się też na koncepcji “pozytywnego wirusa”. Są takie, ale tylko w internecie. Celem tej pozytywnej zarazy jest nakłonienie odbiorców, by sami rozpowszechniali informacje o tym, co chcemy.
Królem inbound marketingu są ludziki Serce i Rozum z reklamy Orange. Ktoś nie zna? Strona Serce i Rozum jest najpopularniejszym fanpage’em na Facebooku. W styczniu 2014 roku lubiło ją 2 183 596 osób.
Dlaczego Twoja firma ma nie opowiedzieć swojej historii, nie stworzyć swojego komiksu, swoich bohaterów?

Do najważniejszych technik inbound marketingowych, wykorzystywanych do osiągnięcia powyższych celów, należą:

  • promocja w mediach społecznościowych (m.in. YouTube, Facebook, LinkedIn, Twitter),
  • optymalizacja pod kątem wyszukiwarek internetowych (SEO, Search Engine Optimation) oraz
  • content marketing czyli tworzenie i rozpowszechnianie w Internecie unikalnych i wiarygodnych treści (artykuły, e-booki, webinaria, podcasty, e-video itp.), które okażą się przydatne dla internautów.

Wykorzystanie  strategii inbound marketingu przećwiczyłem w handlu internetowym. Opisanie produktu wstawianego do sklepu internetowego oryginalnymi słowami (nie tekstem od producenta) poprawia pozycję w wyszukiwarce Google oraz zwiększa sprzedaż. Sprawdziło się to rozwiązanie w sklepach www.edumed.com.pl, www.vitamarket.pl, www.nabudowe24.pl oraz www.sklep-wiazowna.pl.

Więcej: poszerzenie sklepu internetowego o dział z artykułami, poradami, informacjami prasowymi nie tylko zwiększa sprzedaż, ale i wydłuża czas obecności w witrynie. Drogą, którą wyznaczyłem, poszły też inne apteki internetowe, między innymi doz.pl.

Jeśli chcesz skorzystać z mojego doświadczenia w tworzeniu skutecznych kampanii inbound marketingu, napisz na mail:

jaroslawpalyska@gmail.com