Aborcja [manifest]

Naturalnym zarówno prawem i obowiązkiem każdego gatunku jest jego zachowanie, czyli rozmnażanie. Zasada tak samo dotyczy biedronek słoni i ludzi. Wychodząc z tego właściwie niepodważalnego faktu trzeba powiedzieć wprost, że aborcja jest czynem dokonywanym wbrew naturze.

Ricky Mujica, Multitasking

Historia życia na ziemi, a w szczególności gatunku o nazwie “homo sapiens”, dostarcza całego katalogu występków wbrew naturze. Poza aborcją zaliczają się do nich między innymi akty ludobójstwa (holokaust, Wołyń, żeby wymienić historycznie najbliższe), mordowanie noworodków w szpitalach prowadzonych przez zakonnice. Dlaczego miałby być to jednak czyny wbrew naturze, skoro dokonują ich ludzie. Może są po prostu częścią ludzkiej natury?

Dlaczego kwestia aborcji rozgrzewa spory polityczne i światopoglądowe?

Dotyczy najintymniejszych kwestii, wręcz tematu tabu, a przede wszystkim nowego życia, przyszłych dzieci, których los zależy od matek. Usuwanie ciąży stoi jakby w jawnej sprzeczności ze słowem “matka”.
Ta, która ma dawać życie – odbiera, ta, która ma je chronić – pozwala na ingerencję chirurgicznego narzędzia. Przecież nawet przestępstwa przeciwko dzieciom, morderstwa, gwałty powodują, że ich sprawcy w więzieniu nie mają łatwego życia. Są bici, gwałceni, poniżani. Nawet w półświatku zbrodnia przeciwko dzieciom należy do kategorii nieakceptowanej zbrodni.

Zwolennicy usuwania ciąży kładą nacisk na fakt, że spędzenie płodu przed 24. tygodniem ciąży nie jest zbrodnią (wszak nie ma człowieka), więc nie podlega ocenie prawnej i moralnej. Przyznaję, że to bardzo niecodzienne podejście  w czasach, gdy ekolodzy walczą o każde ścięte drzewo na skutek prawa ministra Szyszki, o męczone psy i głodujące koty. Nie sposób odebrać ambicji tym celom, ponieważ równowaga ekologiczna i czyste środowisko ma korzystny wpływ, także na dzieci nienarodzone. Jednak jest coś banalnego i łatwego w ochronie drzew: pojechać do wycinanej puszczy białowieskiej, napisać na facebooku, ot i protest.

Obrona życia jest tak naprawdę wezwaniem do odpowiedzialności. Matki, ojcowie, weźcie odpowiedzialność za efekt swojego seksu, weźcie odpowiedzialność za dzieci. – Prawo do życia nie jest tylko prawem o charakterze kościelnym, religijnym, lecz prawem ludzkim. Aborcja łamie prawo ludzkie do życia i naturalnej śmierci. Dopuszczając tzw. terminację, człowiek występuje przeciwko własnemu człowieczeństwu, depcząc prawa człowieka – mówił w wywiadzie dla “Gościa Niedzielnego” (32/2014) ks. prof. Stanisław Warzeszak. Brzmi wzniośle i pompatycznie, ale czy prawdziwie?

W akcie dokonania aborcji kobieta zaprzecza czy korzysta z własnej wolności? Za wolność przyjmiemy swobodę decydowania o sobie, swoim ciele w sposób, który nie szkodzi drugiej osobie. Czy kobieta spędzając płód szkodzi tylko sobie, jakby obcięła swoją rękę lub nogę? Czy jednak narusza dobro, życie jednostki, własnego przyszłego dziecka, które nie może się w tej kwestii wypowiedzieć? Wychodzi na to, że aborcja jest nie daje się obronić na gruncie moralnym, biologicznym, etycznym, co tam jeszcze chcecie.

Idąc tym tropem rodzi się pokusa, by kobiety rozliczać z liczby stosunków seksualnych, zajść w ciążę, spóźnionych menstruacji i kochanków. W ten sposób weszlibyśmy na pole ewidentnego ograniczania wolności osobistej kobiety jako człowieka, a po wtóre rodziłaby się pokusa nadzorowania moralności ludzi, ich zachowań, czynów: religijno-moralne państwo totalitarne.

Jak wyjść z tego zaklętego kręgu, w którym aborcja jest bezsprzecznie złem, ale – z drugiej strony – nie sposób śledzić kobiet w niewidocznej ciąży, które o zabiegu myślą, jest nie tylko niemożliwe, ale jak powiedziałem – stoi w kolizji z wolnością osobistą.

Będąc gorącym zwolennikiem leseferyzmu sprowadzającym się do “nie rób drugiemu co tobie niemiłe”, opowiadam się za:

1. całkowitą legalnością aborcji z zastrzeżeniem, że na jej przeprowadzenie muszą wyrazić zgodę matka i – ewentualnie – ojciec przyszłego dziecka

2. dokonanie zabiegu aborcji powinno odbyć się po przeprowadzeniu z przyszłymi rodzicami dziecka rozmowy pokazującej możliwości opieki nad dzieckiem, jeśli oni się jej zrzekną po pojawieniu się noworodka na świecie (dom dziecka, adopcja)

Dlaczego zatem opowiadam się za możliwością przeprowadzenia aborcji? Wychodzę z założenia, że dorośli ludzie powinni ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. Właściwie to niemożliwe, żeby kobieta, która dokonała zabiegu, nie zastanawiała się później może przez całe życie, jak dziecko by się uśmiechało, jakiej było płci, co mówiło, jak się uczyło, co osiągnęło na swojej drodze.
Kobieta ma prawo dokonać aborcji, jak miała prawo się bzykać, ale musi też poznać lustrzane odbicie przywilejów wolności o nazwie “konsekwencje”, w tym przypadku: moralne, psychiczne, dzielone do spółki z ojcem. Sama się przecież wibratorem nie wypełniała. Skoro wibratory jeszcze nie rozsiewają spermy, ojciec dziecka też powinien się w tej kwestii wypowiedzieć.

Dokonanie aborcji, jak chcą “Wysokie Obcasy”, ma świadczyć o kobiecej samodzielności, samostanowieniu, wolności jest tak naprawdę zrzuceniem z siebie odpowiedzialności na zasadzie: picie o upadłego tak, kac – nie; jazda po pijaku – tak, zabranie prawa jazdy – nie; bzykanie – miło było, konsekwencje – o nie, tu zaczyna się moja wolność. Kobieta powinna urodzić dziecko. Jak nie będzie chciała być matką, niech zajmie się ojciec. Jeśli on też się nie pali, dziecko można dać do babci, cioci, adopcji.  Rozwija się wachlarz możliwości, z których można przebierać jak w ulęgałkach.

Dorosłość polega na wzięciu sterów życia w swoje ręce, na pozbyciu się beztroski dzieciństwa: “Jak zatem interpretować biblijna Księgę Rodzaju? Przecież przy obecnym stanie wiedzy nie sposób potraktować ją dosłownie. Zawieszając na tę chwilę kwestie transcendencji, sądzę, że należy przezkaz biblijny potraktować właśnie jako niezwykle trafną alegorię: dzieciństwa i emocjonalnego oraz płciowego dojrzewania. Adam i Ewa są jak dzieci, nadzy, nieświadomi swej seksualności, bólu i cierpienia, uczuć, cieszący się iskrzącym wokół pięknem, łagodnym klimatem, sadami i strumykami dostarczającymi im pozywienia, cudownie bezpieczni, bez trosk. Kobieta dojrzewa wcześniej, a zerwanie owocu jest alegorią seksualnego przebudzeniea. Namawia ją jednak symboliczny fallus, stojący wąż. Budzą się uczucia.” (1)

Da się jednak obronić aborcję na gruncie biologiczno-ewolucyjnym. Genów nie interesuje nasz poziom wykształcenia, iloraz inteligencji, znajomość filmoteki Andrzeja Wajdy. Liczy się tylko to, ile potomstwa po sobie pozostawimy. “Zatem w kategoriach ewolucji nie ma znaczenia, czy antylopa umknie gepardowi. Wazne jest natomiast, by zdążyła spłodzić jak najwięcej małych antylopek – zanim uda jej się uciec lub zginie rozszarpana na kawałeczki”. (2) Tak jak dorosłe bociany bezpardonowo wyrzucają z gniazda młode osobniki niezdolne do lotu do Afryki, tak niektóre kobiety są zbyt słabe psychicznie, by unieść pałeczkę w sztafecie genów i niszczą je, by nie wydać na świat równie słanych ludzi. W tym sensie włąsny brzuch poświoęcają dla dobra całego gatunku homo sapiens.

(1) Jerzy Besala, “Miłość i strach, t.1, Poznań 2010, s. 246
(2) Ben Miller, “Piknik z Einsteinem”, Warszawa 2013, s. 114

Wystarczy usunąć ciążę, żeby zostać Superbohaterem “Wysokich Obcasów”

Natalia Przybysz została superbohaterką “Wysokich Obcasów”. To akt hipokryzji, obłudy i apoteozy barbarzyństwa.

Przybysz zasłynęła nie ze swojej twórczości, ale dlatego, że przyznała się do dokonania aborcji. Nie chcę rozważać, czy dziecko Przybysz miało urodzić się bez rąk i nóg. Nie dociekam, czy życie pani Przybysz byłoby zagrożone, gdyby dziecko urodziła. Nie przypuszczam, żeby artystce brakowało środków do wyżywienia dziecka.

Pani Przybysz umiała uprawiać seks, zajść w ciążę, uznała jednak, że ponoszenie konsekwencji obu tych czynów jest ponad jej siły. Czy miała prawo do aborcji? Tak. Opowiadam się za wolnością, GDY nie szkodzi ona innym. Pani Przybysz wzięła spędzenia płodu na własne sumienie. Co na to niedoszły ojciec, nie wiadomo. Dziecka też nikt o zdanie nie pytał. Zaraz, dziecka? Jakiego dziecka, toż to tylko zbiór komórek.

Trudu zdawania chociażby tylko powyższych pytań nie wzięło na siebie jury “Wysokich Obcasów” i nazwało panią Natalię “Superbohaterką”. Czy jej płyty sprzedały się w tysiącach sztuk? Czy dała niezapomniany koncert? Czy odniosła sukces w Rosji, a przynajmniej w Stanach? Czy uratowała życie kilku ludzi lub choćby natchnęła je do pozytywnego działania. Nic mi na ten temat nie wiadomo.

Natomiast w uzasadnieniu werdyktu napisano:
Odsłoniła przed nami swoje człowieczeństwo. To nie było tłumaczenie się, to było świadectwo. Świadectwo bycia kobietą w Polsce – tu i teraz. Od kiedy to człowieczeństwo polega na dokonywaniu aborcji? Od kiedy przyznawanie się publiczne do najbardziej intymnych i wstydliwych czynów jest bohaterstwem? Na czym polega to świadectwo bycia kobietą w Polsce? Czy ktoś może mi przetłumaczyć to zdanie na język polski, bo nijak nie mogę go zrozumieć.
Pokazała, że pozycji gwiazdy w Polsce można użyć nie tylko po to, aby dawać rozrywkę, ale także po to, aby realnie wpływać na świat. Szczerze? Nie widzę ani wpływu jej rozrywki na świat, ani wpływu jej czynu. Żadnego. Serio. Ktoś może przytoczyć?

To nie koniec tej fascynującej opowieści. Kapituła przyznaje jej tytuł Superbohaterki za odwagę szczerego wyznania – w czasach postprawdy, propagandy i opresji kobiet. Za to, że pokazała, że jest wiele doświadczeń, które budują nas jako kobiety – ale jednym z najważniejszych jest umiejętność mówienia “nie”. “Gazeta Wyborcza” nie zna prawdy i nieprawdy. Coś nie musi być prawdziwe lub nie. Coś może być postprawdziwe. Co to znaczy? Więcej, “Gazeta” widzi gdzieś opresję kobiet. Prosiłbym o przykłady, bo chyba wzrok mi niedomaga. Dalej dowiaduję się, że czyn Przybysz to uwolnienie się od patriarchatu i droga do szczęścia. Nie wiem, co oni pili podczas obrad, ale nieładnie się nie dzielić.

Tak o to z publicznego przyznania się do aborcji zrobiono czyn na miarę odkrycia rad i polonu przez Skłodowską-Curie. Z mojego punktu widzenia, pośmiertny order bardziej należy się Annie Kaszubskiej. Ale kto by się tam zajmował mało znaną pisarką książek dla dzieci, która zmarła z radością na ustach, osierociwszy trzy córki. Najstarsza z nich obiecała, że nie zawiedzie mamy. Odnoszę wrażenie, że pani Przybysz zawiodła swoje dziecko, zanim dała mu dojść do słowa.

W najnowszej kampanii wizerunkowej fabryki rajstop Adrian widnieje zdjęcie Jyoti Amge, mieszkanki Indii, najmniejszej kobiety na świecie – ma 62,8 cm wzrostu i waży ok. 6 kg. Fotografia podpisano: „Jestem najmniejszą kobietą świata. Czy nie miałam prawa się urodzić?”.


Źródło:
http://www.wysokieobcasy.pl/akcje-specjalne/7,156847,21584776,natalia-przybysz-superbohaterka-wo-zlamala-zmowe-obludy.html?disableRedirects=true