Dom Development buduje nad Kanałem Żerańskim, aktualizacja: 25.08.2017

W trójkącie między ulicami Kowalczyka, Modlińską a Kanałem Żerańskim Dom Development postawi siedem bloków mieszkalnych. To kolejna po planowanym położeniu rury gazowej inwestycja, która zmieni krajobraz okolic Elektrociepłowni Żerań. Przed rozpoczęciem obu pod topór pójdą setki drzew. Budowa domów zacznie się po wydaniu pozwolenia na budowę przez białołęcki urząd dzielnicy.

Plan osiedla w rejonie Kowalczyka i Modlińskiej

W siedmiu budynkach znajdzie się do 850 mieszkań. Wzdłuż osiedla przebiegał będzie pasaż handlowy wraz z ogólnodostępną, równoległą do Modlińskiej ulicą. Dom Development ma zamiar wybudować z własnych środków, a następnie odsprzedać miastu za symboliczne 123 zł brutto. Dom Development jest gotów także wybudować rondo przy wjeździe w planowaną ulicę, które znacznie udrożni ruch kołowy na ulicy Kowalczyka –  informuje spółka w przesłanym komunikacie.
Bliżej Kanału Żerańskiego Dom Development chce zrealizować i przekazać miastu tereny zielone w postaci placu miejskiego oraz ścieżki rekreacyjnej prowadzącej bezpośrednio nad kanał”. Realizacja projektu uzależniona jest jednak od decyzji urzędu dzielnicy – zastrzega firma.

Na południowy-zachód od bloku na Kowalczyka 16 stanie siedem budynków mieszkalnych Dom Development. Znaczna część tych drzew zniknie

Pod planowaną inwestycję Dom Developerski wytnie około 600 drzew. W zamian mają pojawić się nasadzenia zastępcze:
1. około 232 drzew, między innymi klon polny, klon zwyczajny, grab pospolity,
2. około 100 sztuk jarzębu pospolitego o obwodzie około 18 centymetrów
2. 50 sztuk dębu błotnego, jarzębu pospolitego, świdośliwia; 50 sztuk dębu szypułkowego o obwodzie minimum 16 cm
3. 80 sztuk lipy holenderskiej „Pallida”o obwodzie minimum 35 cm

– Część nasadzeń, jak wspomniane dęby szypułkowe, będziemy nasadzać na tym samym terenie, a część na terenie dzielnicy Białołęka. Najbardziej okazałe, dorosłe dęby szypułkowe (6 szt.) będziemy przesadzać w miejsce niekolidujące z inwestycją, ale znajdujące się na tym samym terenie – mówi Radosław Bieliński, rzecznik prasowy Dom Development.

Wycinka drzew pod rurę gazową ma się zacząć jeszcze tej zimy.

Aktualizacja 29 czerwca 2017 r.

Władze Białołęki nie będą już blokować budowy kolejnego osiedla na Żeraniu. W zamian deweloper zobowiązał się m.in. wyłożyć pieniądze na projekt szkoły w pobliżu.
– Wynegocjowaliśmy z inwestorem, że zapłaci 300 tys. zł i pokryje koszt projektowania szkoły przy pobliskiej ulicy Spedycyjnej – wylicza Ilona Soja-Kozłowska.
W zamian za topole i klony wycięte na działce Dom Development został zobowiązany do posadzenia kilkuset sporych drzew. Dzielnica ustala z inwestorem konkretne miejsca nasadzeń.

Źródło” “Gazeta Wyborcza”, 28.06.2017

Aktualizacja 25 sierpnia 2017 r.

 

Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna, tym razem na Białołęce

Na poczcie w miasteczku powiatowym na literę P. w województwie lubelskim kierowniczką urzędu pocztowego jest czterdziestoletnia Izabela Wyrwał. Iza ma branie u lokalnej wierchuszki, bo cieszy się urodą dziewiętnastolatki, szczupłymi nogami, małymi cyckami z dużymi sutkami, a domu wychowała posłusznego rogacza, czyli męża Roberta.

Iza nie zarabia tak dużo jak wójt lub szef lokalnej hurtowni spożywczej Hurt-Food, a też chce szusować na nartach na austriackich stokach, wygrzewać się na plaży w Turcji, jeździć najnowszym oplem zafirą. Dlatego dorabia do pensji w taki sposób:
– Kasiu, kochaniutka, mama cierpi na raka mózgu – mówi łamiącym się głosem, łkając i ocierając tak mocno oczy chusteczką, żeby wydawały się czerwone od płaczu. Siedzi na popsutym, wytartym biurowym fotelu za koślawym biurkiem w swoim odrabanym gabineciku, a po jego drugiej stronie przycupnęła niczym na zydelku trzydziestodwuletnia kasjerka Kasia, tak szara, że bardziej niewidoczna od Kopciuszka. Nie, no, ładna i zgrabna,a le zagubiona w świecie bez miłości. Na poczcie pracuje od kwartału, właśnie dostała umowę na czas nieokreślony – Wydaję na leki całą pensję, mąż swoją, nie mamy już za co żyć – psioczy na swój krzyż pański Izka. – Zastanawiam się, czy auta nie sprzedać. Nie śmiem cię prosić o pomoc, ale czy mogę na ciebie liczyć w tych trudnych chwilach – patrzy na Kasię wzrokiem zbitego jamnika, który zrobił kupę na dywan w salonie i prosi o akceptację.
– Jasne. Jak mogę ci, kochana, pomóc – ufnie pyta Kasia.
– Jesteś bardzo dobrą pracownicą. Mogłabym cię prosić, żebyś wzięła kredyt w banku. Nie chce cię prosić o pieniądze dla siebie, ale dla mamy, która bez leków umrze.
– A ile ci potrzeba – pyta nieco mniej ufnie Kasia.
– Nie wiem, naprawdę nie wiem. Te leki to studnia bez dna. Ile bank da Ci tak naprawdę? Ale jak nie chcesz, nie bierz. A przy okazji, wiesz, ta Renata z Sadowej pytała, czy nie ma u nas na poczcie pracy, bo ona by chciała na kasjerkę. Powiedziałam, na razie nie, bo dobrze pracujesz. Ale nie musisz brać tej pożyczki, ja to doskonale rozumiem.
Kasi pot występuje na czoło. Wie, że nie umie go ukryć. Po plecach leje się strużka potu wprost do stringów. – Kurwa, gdzie ja robotę znajdę w tej dziurze. Mąż nierób, dwoje dzieci. A ta mnie z roboty wywali – gonitwa czarnych myśli przetoczyła się przez głowę Kasi i spadł na nią lęk czarny jak burzowe chmury.
– Wiem, boisz się. Ale chcę, żebyś pracowała. A jeśli weźmiesz pożyczkę, co miesiąc będę ci oddawać tyle, ile wynosi rata do banku. Chcę być twoją przyjaciółką, możesz mi zaufać.
Kasia poczuła ulgę. Matka tylko zawsze na nią krzyczała, ojca wiecznie w domu nie było. A mąż tylko się drze, że ubiera się jak szmaciara.
– Ale będziesz mi oddawać?
– Nie ufasz mi – Iza chowa oczy w dłoniach. Boże, nawet Ty mi nie ufasz.
– To nie tak…
– Wiem, zostałam sama. Trudno.
– Nie, to nie tak. Tylko ja nigdy kredytów nie brałam.
– Mam ją – zatryumfowała w myślach Izka. Głośno dodała: – Weź jutro wolne, nie musisz brać nawet urlopu. Pójdź do banku spółdzielczego i zapytaj ile ci dadzą bez zgody męża. Wiesz, nie wciągaj go w to. On pije, może się wkurzyć.
Maciek, mąż Kasi, wkurzyłby się. Pić pije, ale w domu zamiecie, latem na budowach pracuje, a ostatnio to jej bransoletkę w centrum chińskim kupił. Czasem nawet dzieci ze szkoły odbierze, jak Kaśka ma drugą zmianę. Nie jest zły, ale wyrywny jak ten z “Kogla Mogla”

Kasia wzięła 20 tysięcy złotych pożyczki w miejscowym banku spółdzielczym. Mama Izy mieszka w Lublinie, jest po rozwodzie, czuje się świetnie. Wcześniej pożyczkę na chorą mamę przez kilka lat wzięło czterech listonoszy, dwie kasjerki. Iza spłacała raty przez pierwsze trzy miesiące, potem leczenie mamy okazywało się coraz bardziej kosztowne. Jeden listonosz się powiesił, drugi dostał zawału. Iza jest kochanką miejscowego prokuratora.
Kasia chciała walczyć. Inni utopieni w długi po uszy obiecali pomoc, ale gdy Kasia poszła na policję, w komendzie powiatowej skontaktowali się z prokuratorem rejonowym, który tego samego dnia dymał Izę w miłym hoteliku w Zwierzyńcu na Roztoczu. Wszyscy wskazani przez Kasię jako poszkodowani wyparli się oprócz jednego, listonosza Kazika. Ale jak prokurator akurat nie dymał żony lub Izy, wytłumaczył mu, że nie ma co składać fałszywych zeznań.
Kaśkę mąż zostawił, wyniosła się do mamy na wioskę pod Zamościem. Nie spłaciła kredytu.. Dzieci utrzymuje, robi torty na wesela. Alimenty z funduszu dostaje. Matka ją wspiera, mówiąc: – Dupę umoczyłaś podwójnie, to masz.

Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna w Białołęckim Ośrodku Kultury

Miało być o sztuce “Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna” wystawioną przez Białołęcki Ośrodek Kultury zrealizowaną przez Kompanię Teatralną Mamro. Wiejski nauczyciel Škunca organizuje “Hamleta” na zapadłej jugosłowiańskiej wsi w ponurych latach socjalizmu. Lepiej bym tego nie ujął niż filmpolski.pl, więc cytuję: “Reżyser tak obsadził role, że w życiu i charakterach wykonawców można odnaleźć wyraźne podobieństwa do odtwarzanych przez nich postaci. Przewodniczący spółdzielni i sekretarz organizacji partyjnej Bukara, wiejski dzierżymorda, krętacz i oszust, gra satrapę Klaudiusza. Pełnym wahań Poloniuszem w amatorskim przedstawieniu w Głuchej Dolnej jest przewodniczący miejscowego oddziału Frontu Narodowego Puljo, zausznik i wspólnik Bukary. Z nimi i ich poplecznikami walczy tutejszy Hamlet – młody Skoko, który chce oczyścić dobre imię swego ojca, fałszywie oskarżonego o malwersacje. Próby w wiejskim zespole stają się odbiciem jego walki o sprawiedliwość z lokalnymi kacykami, z całą skorumpowaną kliką. Chwyt “teatru w teatrze” pozwala obnażyć miałkość szermierzy idei sprawiedliwości społecznej z lat 50., potęguje założony przez Brešana efekt przemieszania wzniosłości i trywialności”.

Mamro jest świetne. Widzowie dobrze się bawią, wybuchając salwami śmiechu na każdy tik nerwowy i “szłem” Macaka. Finał napawa optymizmem, bo Joca rozwala Bukarę z kałasznikowa. Prawdziwe życie przynosi niewiele takich pełnych nadziei zakończeń. Zazyczaj Hamlet ląduje w psychiatryku, na rencie lub w kanałach wokół elektrociepłowni na Żeraniu.