Cztery pory roku. Zima.

Cztery pory roku. Antonio Vivaldi. Zima. Allegro non molto. Płatki śniegu bezszelestnie spadały na azbestowy daszek altany śmietnikowej obok bloku na Żeraniu, w której spał Andrzej. Ostry, porywisty, północny wiatr obniżył temperaturę o kilka stopni. Poprzedniego dnia ktoś ukradł Andrzejowi dom, namiot, który rozbił w zaroślach nad Kanałem Żerańskim. On w tym czasie zbierał puszki po piwie. Dużo nie zarobił, bo zimno i ludzie nie piją na powietrzu, ale 10 zł wpadło.

Najgorsze, że stracił swoje cztery kąty zamocowane na aluminiowych  śledziach. Teraz stał się podwójnie bezdomny. Nie odczuł straty. Jak gogolowscy “byli ludzie”, a może jak starzy jogini, wiedział, że to co mu się w życiu przytrafia nie jest ani dobre, ani złe. Po prostu jest. Nie zastanawiał się nad kradzieżą. Leżał pod dużym kartonem z napisami LG, SMART TV, HD.

W bloku obok zapalały się światła. Na zewnątrz, choć przecież Andrzej był na zewnątrz, noc krzyżowała się z dniem. Andrzej wiedział, że musi iść. Nie jest nocnym drapieżnikiem. Jest ofiarą. W dzień i w nocy. Musi iść. Ludzie wychodzą do pracy. Wyrzucają śmieci, wyrzucają jedzenie.
– Do jakiejś pracy byś się zabrał, łachmyto.
– Nie chciało się pracować, to masz.
– Spierdalaj, chuju.
Zna na pamięć odpowiedzi, gdy prosił o coś do jedzenia.

Largo. Andrzeja rok temu wyrzuciła z domu jego partnerka. Młodsza od niego o 12 lat. Ma z nią syna Kacpra. Poznała innego, mówiąc mu na odchodne, że zarobić na dom nie potrafi, ani porządnie jej zerżnąć. Przez pierwszy miesiąc mieszkał u kolegi – „dopóki nie stanie na nogi”. Do rodziców, 30 kilometrów od Rzeszowa, nie chciał wrócić. Przecież ostrzegali, że Renata to latawica i tylko myśli o markowych ciuchach. I wyrzekają się go, bo zamiast pomagać w polu, to do Warszawy jeździ. Na odchodne, zostając na kilku hektarach, oznajmili:
– Jedź, ale tu powrotu już nie masz.
Kiedy to było? Kacper niedługo skończy cztery lata, może sześć. Na ulicy czas mierzy się na kilogramy metalu, litry alkoholu. Jutro nie istnieje. Tomorrow dies.

Po paru minutach słuchania, czuję, że mogę góry przenosić – oznajmiło radio Złote Przeboje, budząc Roberta w bloku, przy którym stał doraźny dom Andrzeja. Grzejnik, rozprowadzając ciepło, tworzył enklawę lata w małym pokoju:
– Justyna, nie wstajesz dziś?
– Nie. Słyszę, co się dzieje za oknem. Apokalipsa. Wyje, gwiżdże, jakby diabeł, nie Bóg, zapowiedział koniec świata.
– Przesadzasz, jest tylko minus 1. Kupiłaś sobie puchową kurtkę w H&M, z misiowym kapturem.
– Ale mi się nie chce. Okna mamy nieszczelne, misiu.
– Za to grzejnik gorący jak ja.
Robert przylgnął do jej pleców.
– Poleżymy jeszcze 10 minut, bo to chyba jakiś Armagedon – pocałował ją pod łopatką.
– Julkę trzeba budzić.

Andrzej ciągnął swoje nogi wzdłuż Kanału Żerańskiego. Rozglądał się na boki, szukając puszek. Polował, nie zawsze to jego ścigali. Tylko nieżywa, aluminiowa zwierzyna ukryła się w płytkim śniegu. Myśliwy się poślizgnął. Upadł.

Allegro. Dzieci z bloku na Kowalczyka wybiegły na duży plac przed blokiem. Rzucały się śnieżkami:
– Julka, zmoczysz buty, przeziębisz się. Skończ z tymi głupotami.
– Mamo, ulepimy bałwana.
– Nie spóźnij się do szkoły.
– Mam na dziewiątą.
Justyna machnęła ręka, na dziewiątą to ona musi być w pracy. Wyrzuciła śmieci. Święta minęły, a ludzie telewizory kupują, pomyślała, patrząc na oparty o ścianę wiaty karton z napisami  LG, SMART TV, HD. Z dachu zsunęła się ciężka czapa śniegu.

Dom Development buduje nad Kanałem Żerańskim, aktualizacja: 25.08.2017

W trójkącie między ulicami Kowalczyka, Modlińską a Kanałem Żerańskim Dom Development postawi siedem bloków mieszkalnych.

To kolejna po planowanym położeniu rury gazowej inwestycja, która zmieni krajobraz okolic Elektrociepłowni Żerań. Przed rozpoczęciem obu pod topór pójdą setki drzew. Budowa domów zacznie się po wydaniu pozwolenia na budowę przez białołęcki urząd dzielnicy.

Plan osiedla w rejonie Kowalczyka i Modlińskiej

W siedmiu budynkach znajdzie się do 850 mieszkań. Wzdłuż osiedla przebiegał będzie pasaż handlowy wraz z ogólnodostępną, równoległą do Modlińskiej ulicą. Dom Development ma zamiar wybudować z własnych środków, a następnie odsprzedać miastu za symboliczne 123 zł brutto. Dom Development jest gotów także wybudować rondo przy wjeździe w planowaną ulicę, które znacznie udrożni ruch kołowy na ulicy Kowalczyka –  informuje spółka w przesłanym komunikacie.
Bliżej Kanału Żerańskiego Dom Development chce zrealizować i przekazać miastu tereny zielone w postaci placu miejskiego oraz ścieżki rekreacyjnej prowadzącej bezpośrednio nad kanał”. Realizacja projektu uzależniona jest jednak od decyzji urzędu dzielnicy – zastrzega firma.

Na południowy-zachód od bloku na Kowalczyka 16 stanie siedem budynków mieszkalnych Dom Development. Znaczna część tych drzew zniknie

Pod planowaną inwestycję Dom Developerski wytnie około 600 drzew. W zamian mają pojawić się nasadzenia zastępcze:
1. około 232 drzew, między innymi klon polny, klon zwyczajny, grab pospolity,
2. około 100 sztuk jarzębu pospolitego o obwodzie około 18 centymetrów
2. 50 sztuk dębu błotnego, jarzębu pospolitego, świdośliwia; 50 sztuk dębu szypułkowego o obwodzie minimum 16 cm
3. 80 sztuk lipy holenderskiej „Pallida”o obwodzie minimum 35 cm

– Część nasadzeń, jak wspomniane dęby szypułkowe, będziemy nasadzać na tym samym terenie, a część na terenie dzielnicy Białołęka. Najbardziej okazałe, dorosłe dęby szypułkowe (6 szt.) będziemy przesadzać w miejsce niekolidujące z inwestycją, ale znajdujące się na tym samym terenie – mówi Radosław Bieliński, rzecznik prasowy Dom Development.

Wycinka drzew pod rurę gazową ma się zacząć jeszcze tej zimy.

Aktualizacja 29 czerwca 2017 r.

Władze Białołęki nie będą już blokować budowy kolejnego osiedla na Żeraniu. W zamian deweloper zobowiązał się m.in. wyłożyć pieniądze na projekt szkoły w pobliżu.
– Wynegocjowaliśmy z inwestorem, że zapłaci 300 tys. zł i pokryje koszt projektowania szkoły przy pobliskiej ulicy Spedycyjnej – wylicza Ilona Soja-Kozłowska.
W zamian za topole i klony wycięte na działce Dom Development został zobowiązany do posadzenia kilkuset sporych drzew. Dzielnica ustala z inwestorem konkretne miejsca nasadzeń.

Źródło” “Gazeta Wyborcza”, 28.06.2017

Aktualizacja 25 sierpnia 2017 r.

Missisipi na Kanale Żerańskim

Wycieczka po Kanale Żerańskim z Radkiem, Rafałem, Zuzią

Statek Missisipi na Kanale Żerańskim

Nad Kanałem Żerańskim wstało lipcowe słońce, odbija promienie w tafli wody. Brzegi kanału obsiedli wędkarze, po ścieżkach kręcą się właściciele psów. Pieski robią gdzie popadnie. Może nie widać, ale na pewno czuć. W tych pięknych okolicznościach przyrody żwawym krokiem brzegiem kanału maszerujemy w kierunku Płochocińskiej, gdzie cumuje statek “Missisipi”. Ulotka statku-restauracji mówi, że kilkugodzinny rejs kosztuje 150 zł. Cena zaporowa. Więc właściciele ogłosili promocję – 50 zł za osobę dorosłą, połowę za dziecko.
Żona właściciela, a jednocześnie kapitana żeglugi śródlądowej, lojalnie uprzedza, że na pokład nie wnosimy “prowiantu”, czytaj: stołujecie się w naszej restauracji. Dobra, dobra. Jasna sprawa.

Mosty na Kanale Żerański,

Odpływamy. Kanał Żerański z poziomu wody wygląda dość monotonnie. Zza krzewów i drzew wysokiego brzegu nie widać życia. Widać ściany upadłych fabryk, domów, wędkarzy, piwoszy, wczesnych amatorów słońca. Widać ciszę. Jeden za drugim nad głowami przesuwają się mosty i mosteczki.
Po prawej mijamy osiedle Regaty. Mają własną przystań. Fajnie. Fajnie też, jeśli akurat trafia się plaga komarów. Nie czepiamy się. Stwierdzamy. To w miarę nowe osiedle domów, którego mieszkańców wabiono tramwajem wodnym, a nawet wodolotem do centrum. Skończyło się na drewnianym pomoście i wypożyczalni kajaków – komentuje Jakub Chełmiński w artykule “Kanałem Żerańskim na Zegrze” z “Gazety Stołecznej” 19 lipca 2013 r.
Powódź mieszkańcom nie grozi. Poziom wody w kanale jest regulowany. Zależy od wpuszczania wody do jeziora Zegrzyńskiego przez zaporę w Dębem. Nadmiar zaś trafić może do Wisły, której poziom jest zwykle około 3 metrów niższy niż w kanale. Między Wisłą a kanałem odbywa się normalny ruch statków, dzięki usytuuowanej tuż przy Elektrociepłowni Żerań śluzie im. Tadeusza Tillingera. To polski inżynier hydrotechnik, który opracował przed wojna ich projekt. Wieść niesie, że nasza śluza długo była druga na świecie pod względem wielkości. Przebijała ją tylko ta na Nilu w Asuanie. Teraz powstały już większe konstrukcje, ale i tak możemy być dumni – pisze Jakub Chełmiński w artykule “Kanałem Żerańskim na Zegrze” z “Gazety Stołecznej” 19 lipca 2013 r. (…) Kanał zaczęto kopać w latach 50. i zanim zalano wioski i wypełniono zalew wodą, droga wodna kończyła się jazem w Nieporęcie.
Powodzi zatem nad kanałem nie będzie, a wręcz jak płynęliśmy poziom wody mieścił się w stanach dolnych. Duży statek ściągało na brzeg, wielkie koła napędowe nie miały jak nabierać wody. Ale udało się przebrnąć. Płyniemy.

Mistrzostwa Polski w wędkarstwie 21 lipca 2013
Kanał Żerański

Nad kanałem brzeg obsiedli niczym ptaki druty elektryczne dziesiątki wędkarzy. Każdy zaopatrzony w długą wędkę. Odbywały się mistrzostwa Polski w wędkarstwie. Nie wychodzi nam w piłce nożnej, przynajmniej tutaj jesteśmy mistrzami.
A na naszej łódce panowie wilki kanałowe wypili już pierwszą półlitrówkę, panie przy sterówce omawiają najnowsze trendy we wszystkim. Niektóre próbują się opalać, ale wieje, chłodno, trochę zachmurzenia. Zabieramy się do konsumpcji śniadania.

Policja rusza na patrol – Nieporęt

Nieporęt. Straż pożarna, plaża, policja. Robi się ciekawie, życie. Potem Zegrze, Jachranka, w oddali widać zaporę w Dębem. Nie, tam nie dopływamy. Statek pali 40 litrów ropy na godzinę. Ma dwa silniki. Kapitana nie stać.

Przyroda Kanału Żerańskiego

Wracamy. Na pokładzie panowie już mają z lekka w czubie, poza tym – trochę nudno. Zachwyca nas przyroda, więc robimy zdjęcia. Zbliża się godzina trzynasta. Niektórzy jedzą obiad.

Doki na Kanale Żerańskim – resztki świetności,
która nigdy nie nadeszła

Dopływamy do Płochocińskiej, płyniemy w kierunku Wisły i przy dokach portowych na wysokości Kowalczyka statek nawraca, by przodem zwinąć do swojego “portu”.
Dziękujemy, do widzenia.
Jak oceniamy rejs? Na czwórkę w skali 1-6. Miły kapitan, rejs to zawsze fajne przeżycie, jest przyroda.
Naszym zdaniem, byłoby lepiej, gdyby wypłynąć tak o 8, zwinąć do jakiegoś portu na Zalewie Zegrzyńskim. Tam pasażerowie się popalają na plaży, niektórzy zjedzą na statku. I wieczorem powrót. Czemu się tak nie dzieje? Może dlatego, że właściciele knajp w Nieporęcie, Zegrzu zajęli swoje miejsca i niechętnie wpuszczają nowych. Deliberujemy.

Widok na elektrociepłownię Żerań z wód Kanału Żerańskiego