Cola gratis od PIS

KO jeździ po Polsce, jej ludzie się uśmiechają, obiecują wyborcom ich pieniądze. Wyciągnięta z kapelusza Kidawa-Błońska, skądinąd pewnie kompetentna, szczerzy się pięknym uśmiechem, nawołuje “make love, not war”. Kampania KO w formie bogata, w treści – miałka. Jak opakowanie czipsów. 100 g ziemniaków i mnóstwo powietrza w torbie. Czipsy ludzie kupują. Czemu nie kupują KO?
Bo wygląda to na podróbę czipsów PiS. A Partia Kaczyńskiego dała jeszcze colę w “gratisie”.

Pieprzenie kotka

Partie opozycji, zamiast pieprzyć, że Polska jest krajem homofobicznym i że “nie ma zgody na przemoc”, powinny wynająć adwokatów dla pokrzywdzonych i doprowadzić do ukarania winnych, a także zaproponować rozwiązania, by napaść na uczestników dowolnego marszu, choćby Wiecu Poparcia dla Hetero. nie miała miejsca.

Majcherek buja w obłokach

Janusz Majcherek odkrywa w “Polityce” (“Szkoła a la carte”, nr 25, 2019) Amerykę . Jego wyśniona szkoła nie jest w ogóle potrzebna rządzącym, raczej nie rodzicom, ewentualnie – dzieciom. Ale kto by się tym przejmował.

Dziś akurat liczą się czerwone paski z wykuwania encyklopedii.

Beata Szydło zdobywająca pół miliona głosów w wyborach do europarlamentu – tak ma być. Gra się toczy o miejsce Polski w ponowoczesnym świecie internetu 5G, sztucznej inteligencji, zmian klimatycznych i koniecznej zmiany modelu gospodarki światowej. Polski te problemy się przecież nie imają.

 

 

Budujmy na zielono

 

– Średnioroczna temperatura w Warszawie w ostatnim półwieczu wzrosła z 7,5 do 9,5 st. C, a we Wrocławiu z 8,5 do 10,5 st. C, tym samym przekraczając średnioroczną temperaturę typową wcześniej dla Budapesztu (który w międzyczasie odnotował wzrost z ok. 10 do 12 st. C). Do średniej temperatury Warszawy sprzed kilkudziesięciu lat dobija zaś, położony 700 km od koła podbiegunowego, Petersburg, w którym średnioroczna temperatura wzrosła z 4,5 do 7 st. C. – wyliczają Marcin Popkiewicz, dr Aleksandra Kardaś i prof. Szymon Malinowski, autorzy książki „Nauka o klimacie”, wydawanej właśnie pod patronatem portalu WysokieNapiecie.pl.
Z danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej wynika, że w tej dekadzie dni upalnych, z temperaturą 30 stopni lub wyższą, było średnio 16 każdego roku. To aż trzykrotnie więcej niż w poprzednich czterech dekadach, kiedy takich dni było zaledwie sześć rocznie. Źródło: Polityka
Tymczasem na moim Żeraniu stare, kilkudziesięcioletnie drzewa idą pod piłę pod betonownie bloków i parkingów, czego najbardziej spektakularnym dowodem jest wycinka ponad 600 drzew pod osiedle Port Żerań w trójkącie między Kanałem Żerańskim, Modlińską a trasą A-8. Trzeba przyznać, że miasto sadzi wiele nowych drzew, ale zanim osiągną one moc absorbowania wody, chłodzenia i neutralizowania CO2 – potrzeba około 20 lat.
Właściwym nakazem prawnym powinno być wydawanie pozwoleń na budowę nowych bloków pod warunkiem nasadzenia przez dewelopera przynajmniej jednego drzewa przypadającego na jedno mieszkanie, pod rygorem sprawdzenia liczby lokali przy odbiorze budynku. Kolejne przynajmniej dwa drzewa powinny być zasadzone za każde wycięte pod budowę bloku czy osiedla.
Obowiązkowe powinno stać się zakładanie ogrodów zielonych na dach płaskich, dzieje się to w Wiedniu i Paryżu, co zmniejszyłoby nagrzewanie się budynków oraz zatrzymywało wodę po ulewnych opadach. Jej nadmiar mógłby być magazynowany do celów gospodarczych – podlewania ogródków.
Człowiek, jako gatunek, w egoistycznej i ślepej pogoni za wygodą i komfortem życia zapomniał, że ową wygodę, czyli znośne temperatury, chłodzenie lub ogrzewanie w razie nieznośnych temperatur, wodę pitną zapewnia mu ekosystem, którego jest częścią. Nie robią tego deweloperzy, sieci handlowe, IKEA i dealerzy samochodowi.
Najwyższa pora, żeby nie powiedzieć ostatni dzwonek, na czyny, czyli oddawanie przyrodzie przynajmniej części tego, co z niej wyszarpujemy.

Matka Małopolska

Wczoraj zamieściłem na Facebooku post. Bezapelacyjna wygrana Beaty Szydło w wyborach do europarlamentu skojarzyła mi się z tym, że Polacy oglądający porno w sieci najchętniej patrzą na “mamuśki”. Niewyparzona konotacja nie miała obrażać ani Szydło, ani Polaków, a już na pewno nie – aktorek porno.

Pokazywała jedynie, że znaczna część rodaków potrzebuje matki Polki, opiekunki, kogoś kto ludzi wysłucha, pokiwa głową, a nawet przytuli, jakby tkwił w nas jakiś rodzaj sierocego syndromu – opuszczenia, zaniedbania, niekochania; jakbyśmy nie potrzebowali wolności, nie chcieli podejmować decyzji, brać odpowiedzialności za własny los. Polacy potrzebują żywej Matki Boskiej.
 
Komuś się mój post nie spodobał, a Facebook uznał grafikę za “niezgodną z zasadami” i ją usunął. To może z drugiej strony.
 
Przedostania “Polityka” (nr 23/2019) piórem Anny Dąbrowskiej w tekście “Matka Beatka” analizuje przyczyny wygranej Szydło. Dostała 525 811 głosów – podaje Szydło, choć czasopismo pisze o 524 951 krzyżykach postawionych przy nazwisku polityk PiS. Gdyby Szydło, wylicza “Polityka”, była partią polityczną, zdobyłaby 3,8% głosów. Uzyskałaby subwencję.
 
Szydło o sobie mówi, że potrafi rozmawiać z ludźmi, że jest dziewczyną z prowincji, żadną celebrytką, w której ludzie widzą samych siebie. W sobotę piecze ciasto, a w niedzielę siada na mszy w tej samej ławce w kościele Matki Boskiej Częstochowskiej w Przecieszynie.
– Autentyczność. To jest podstawa. Nie może być, mówiąc kolokwialnie, ściemy. Tacy, jacy jesteśmy na co dzień, musimy być w polityce – mówiła Beata Szydło przed wyborami Wirtualnej Polsce.
Poza tym Szydło jest normalna, naturalna, niczego nie robi pod publiczkę. Jest kobietą, której nie są obojętne losy ludzi.
 
Ale takie są moje własne ciocie z okolic Garwolina. Widać to wystarczająca rekomendacja do potężnego sukcesu w wyborach w Polsce.
 
Znacznej części Polaków nie przeszkadza u Szydło nieznajomość angielskiego. Takim szczegółem jak program lub przynajmniej punktowy zestaw poglądów nikt sobie głowy nie zaprząta
 
Może dla części Polaków ważna jest konstytucja, niezawisłość sądów i takie tam wymysły, ale dla większości liczą się spokój, praca i bezpieczeństwo.
 
Prawo i Sprawiedliwość pracę domową odrobiło. Opozycja śpi.
 
Dlaczego podczas strajku nauczyciele przegrali z rządem. A po co komu edukacja i wiedza? W Niemczech Zieloni zdobyli 20,5% głosów. Ale, wiadomo, to w tych Niemczech. My mamy “Lecha”. Tego Lecha.

Janosik po pisowsku, zabrać biednym, dać wszystkim

Rząd zamierza wypłacić nasze pieniądze z OFE do IKE, obciążając je 15%(!) opłatą przekształceniową, choć bardziej można nazwać ją podatkiem lub haraczem, żeby nie użyć innego słowa. Nas, właścicieli pieniędzy, nikt o zdanie nie pyta. Jednocześnie według najnowszego sondażu, bodaj “Polityki” PiS ma kilkanaście punktów procentowych nad KE.
– Czy PiS jest taki silny?
– Czy opozycja pod szyldem KE nie ma nic do przekazania Polakom, poza byciem antypisem?

A może wyjaśnia się, czemu kolejne rządy traktują edukacją po macoszemu. Po co wnikać w rozumienie takiej zależności, że rząd właśnie pod postacią “piątki Kaczyńskiego” wypłaci ludziom ich własne pieniądze, które miały być na emeryturę?

Strajk nauczycieli

Przez Polskę przetacza się strajk nauczycieli. Pedagodzy pod szyldem Związku Nauczycielstwa Polskiego domagają się: 1 tys. zł podwyżki na nauczyciela, większych nakładów na edukację, zamiany sposobu oceny nauczycieli oraz – po pierwsze i ostanie – odwołania minister Anny Zalewskiej. Czy coś ugrają?

 

Nauczyciele zarabiają około 10-15 procent poniżej średniej krajowej. Krytycy strajku zwracają uwagę, że pedagogom się w głowach poprzewracało, bo przecież mają ferie zimowe, świąteczne i dwa miesiące wakacji, więc niech siedzą cicho i nie wymyślają głupot. Odwróciłbym tę krytykę. Dlaczego zatem, skoro belfrzy żyją jak pączek w maśle, oskarżyciele sami nie staną przy szkolnej tablicy?
Wpadł mi do głowy cytat z “Moulin Rouge” Pierre’a la Mure: “Dlaczego ludzie, którzy nie lubią się uczyć, starają się tak ośmieszyć naukę, a wychwalać nieuctwo, jak gdyby ono było czymś trudnym do zdobycia?”. Oprócz nieuctwa dodałbym tu zestaw takich zalet jak zawiść, zazdrość, bycie psem ogrodnika. A może po prostu jest to postawa życiowa sprowadzająca się do światopoglądu niewykraczającego poza płot mojego domu?

Tak czy inaczej, to nie jest zdrowy stan, że ludzie, którzy często dzieciom, młodzieży poświęcają więcej czasu i uwagi niż rodzice oraz przygotowują do zawodowego życia w społeczeństwie, zarabiają mniej niż kasjerzy w Lidlu.

Relacja między przeciętnym wynagrodzeniem w edukacji a przeciętnym wynagrodzeniem w całej gospodarce spadła z ok. 105 proc. w 2013 r. do 97 proc. w 2018 r. A ten spadek nie docenia relatywnego spadku pensji nauczycieli w sektorze publicznym, bo grupa „edukacja” zawiera w sobie też wielu pracowników sektora prywatnego. Innymi słowy, nauczyciele w szkołach publicznych nie załapali się na wielką falę podwyżek płac ostatnich dwóch lat. Dość naturalne jest, że w takiej sytuacji dochodzi do strajku, tym bardziej, że nawet w 2013 r. nauczyciele w Polsce zarabiali mniej (w relacji do średniej krajowej dla osób z wyższym wykształceniem) niż w innych krajach OECD i dużo mniej niż w Niemczech. [3]

 

Dochodzimy do kwestii najważniejszej. Czy rzeczywiście polska szkoła przygotowuje do pracy w rzeczywistości XXI wieku? Rząd wie, że nie, bo Ministerstwo Przedsiębiorczości zapytało o to samych nauczycieli. [1]
Głównym grzechem polskiej edukacji jest promowanie powierzchownej nauki, co przekłada się na słynne: zakuć, zaliczyć, zapomnieć.
Polska szkoła zabija rozwiązywanie problemów i krytyczne myślenie. Sam się o tym przekonałem, kiedy syn trzecioklasista w gimnazjum, odrabiając prace z polskiego, wzbraniał się przed podaniem własnym wniosków, bo “to nie spodoba się pani”, bo “tata, to nie w naszej szkole”.
Szkoła płynie w koleinie krytykowanych przez siebie bryków i gotowców, ale sama boryka się z problemem wyjścia poza schematy.

Tradycyjny model edukacji oparty na linearno-encyklopedycznym wkuwaniu i mający swe korzenie w XIX wieku trzyma się bardzo mocno. Tymczasem współczesność z wyzwaniami takimi jak zastosowanie sztucznej inteligencji w gospodarce, internet 5G, biotechnologia stwarza nowe wyzwania. Często są nawet one nieznane.

Postawienie na interdyscyplinarność w nauczaniu przedmiotów matematyczno-przyrodniczych, humanistyczno-społecznych wydaje się kwestią pilącą. Wiąże się z tym nie tylko zmiana programów szkolnych, ale także zasad finansowania szkół i wynagradzania nauczycieli tak, by dobrzy i skuteczni pedagodzy (wychwowujący olimpijczyków, laureatów konkursów, zawodów, uczniów odnoszących sukcesy w nauce, sporcie, literaturze, sztuce) zarabiali pieniądze ograniczone tylko decyzją dyrektorów szkół, nie zaś przepisami prawa.

 

Szkodliwy jest też podział na przedmioty – wiedza powinna być przekazywana interdyscyplinarnie, w ramach projektów albo pracy kilku nauczycieli jednocześnie z grupą. [1]

 

O tym ani Związek Nauczycielstwa Polskiego, ani rząd nie dyskutują. Tymczasem tematem dyżurnym pozostają podwyżki dla nauczycieli. Szef ZNP Sławomir  Broniarz próbuje załatać małe dziury, ale nie widzi lub o tym nie mówi, że cały system przecieka.
Z terminem strajku wpuścił nauczycieli na minę i ułatwił zadanie rządowi PiS. Ten ze strajkujących w czasie egzaminów gimnazjalnych i ośmioklasistów nauczycieli próbuje zrobić “wrogów ludu”. To nie zmienia faktu, że jednym sposobem sprawowania rządów przez PiS jest rozdawnictwo pieniędzy, które wcześniej obywatele do budżetu oddali.
PiS nie rozwiązuje problemów. Szuka winnych kłopotów i obrzuca ich błotem, przy okazji tworząc rzeczywistość ze wsi potiomkinowskiej.[2] Kilka dni temu porozumienie między rządem a nauczycielską “Solidarnością” podpisał Ryszard Proksa, działacz PiS. Wczoraj Beata Szydło powiedziała, że strona związkowa odrzuciła propozycje rządu, ale żadnych nie przedstawiła.

Rząd chce w oczach rodziców zohydzić nauczycieli, wziąć strajkujących głodem (za czas strajku nie dostaje się wynagrodzenia). Może mu się to udać, bo ZNP źle rozpoznał problemy polskiej szkoły i jej kadry. Główna (Nie)odpowiedzialna za stworzenie tego bajzlu i zupełnie trzeciorzędną reformę edukacji ucieka z okrętu na  brukselską synekurę. Grunt to narobić bałaganu i wyjść z pokoju, zachowując wrodzoną butę, ignorancję, dyletanctwo.

A strajk? Na razie remis. Podwyżek nie ma, protest trwa. Nawet jak dziś nic on nie da, to pokazuje, że w polska edukacja służy za inscenizację w skansenie.

[1] Rząd zlecił raport o szkole. Oto główne grzechy polskiej edukacji, Klara Klinger, Gazeta Prawna, 27.03.2019
[2] Autodestrukcja PiS, Joanna Siedlecka, Polityka, 09.04.2019
[3] Strajk nauczycieli był oczywisty, Spotdata, 08.04.2019