Koronacja Andrzeja Dudy na prezydenta

Czy wezmę udział w wyborach pocztowych 10 maja lub 23 maja 2020 roku, jeśli się oczywiście odbędą? Nie. Bo to nie będą wybory. Oto dowody:

1. Nie było kampanii wyborczej. Nawet jeśli uznamy ją za show i marketing polityczny w wykonaniu kandydatów, to i tak byliśmy widzami jedynie monodramu w wykonaniu prezydenta Andrzeja Dudy. Wybory nie będą więc równe.

2. Wybory nie będą tajne. Kartę do głosowania odsyłamy wraz z numerem PESEL.

3. Nie będą wolne. Domownicy mogą wzajemnie podpatrywać kto na kogo głosuje lub też sugerować lub naciskać na wybór określonego kandydata.

4. Nie będą powszechne. Spora cześć ludzi mieszka nie tam, gdzie jest zameldowana. Będą miały jeden dzień na chęć głosowania gdzie indziej.

Przypomina się dewiza Henry’ego Forda: Możesz kupić auto w każdym kolorze, pod warunkiem, że jest to kolor czarny. W PRL-tu też był taki wybór.

100-lecie odzyskania bałaganu, chaosu i walącego się płotu [11 Listopada 2018]

Czy z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości trzeba się wstydzić bycia Polakiem? Lidl i  Biedronka lepiej przygotowują się do handlu przed Bożym Narodzeniem, a producenci “M jak miłość” do kolejnych odcinków, niż Polska do obchodów rocznicy 1918 roku. Chaos, brak pomysłu, dezorganizacja. A może po prostu nie ma czego świętować?

Cytat z “Z głowy” Janusza Głowackiego

Prezydent Andrzej Duda upatruje przyczyn brexitu w żarówkach. Od dziennikarzy “Bildu am Sonntag” domaga się repatriacji wojennych. W międzyczasie zaprasza Polaków na Marsz Niepodległości 11 listopada 2018 r. organizowany, powiem delikatnie, przez narodowców, którzy w każdych kolejnych wyborach nie zdobywają poparcia wyborców, ale prezydent czuje się ich dłużnikiem i zakładnikiem. Byłem na takim marszu jako bloger dwa lata temu. Obserwacje i  wnioski streściłem tu. Delikatnie mówiąc, trudno zrozumieć, dlaczego prezydent siada do rozmów z narodowcami.

Ryczą auta, tłumy prą,
W kordegardzie wojska mrowie,
Wszędzie ostre pogotowie,
Niecierpliwe wina wrą,
U fryzjerów ludzie mdleją,
Czekający za koleją,
Dziwkom łydki słodko drżą.

Andrzej Duda zaprasza też byłych prezydentów Polski. Ci odmawiają. Hanna Gronkiewicz-Waltz odmawia marszu narodowcom. Duda i premier Morawiecki wymyślają nagle, z kapelusza, własny pochód. Sąd jednak twierdzi, że marsz narodowców ma się odbyć, bo Polacy mają zagwarantowaną w konstytucji wolność zgromadzeń. Przejdą dwa marsze w tym samym czasie. Będzie się działo. Póki my żyjemy!

Ambasady USA i Kanady ostrzegają swoich obywateli przed zamieszkami w Warszawie 11 listopada. Jeszcze Polska nie zginęła!

Może po prostu nie ma czego świętować. Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku po ponad wieku zaborów. Ale po 20 latach ją straciła, a 1945 roku przecież też nie odzyskała, bo – jeśli trzymać się narracji pisanej przez Prawo i Sprawiedliwość – wpadła pod sowiecki but, który dzielnie próbowali odepchnąć Żołnierze Wyklęci. Potem rządziła klika, koteria, mafia III RP.
Więc czy to 100 lat niepodległości czy tylko 100 lat od odzyskania niepodległości?

Trochę wychodzi na to, że najważniejszym wydarzeniem obchodów będzie odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego w Warszawie. Prezydent RP wsławił się tym, że jego samolot rozbił się pod Smoleńskiem w 2010 roku, a głowa Polski – zginęła. Jeszcze Polska nie zginęła!

Jakie to polskie, swojskie, z zagrody zza walącego się płotka. Chwalimy się, który to raz, katastrofą, indolencją i bałaganem. Czy to samo obchodzimy 11 listopada?
Finowie na 100-lecie odzyskania swojej niepodległości otworzą piękną bibliotekę. U nas “Bóg, honor, ojczyzna” i “Polska dla Polaków”. Beata Szydło i mydełko Fa.

A tam dalej stoi szkoła
Murowana,
W szkole mapa, bardzo pięknie
Malowana.

Na ćwiczenia idą żołnierze
Z karabinami…
“…że na tobie giną, że na tobie giną
chłopcy malowani”…

Rozmyślając głęboko nad rolą
Dziennikarze szybko pisali:
ideolo – ideolo – ideolo –
A tancerzy w hucznej sali
Jeszcze ciągle diabli brali
okrzykują gazeciarze:
“Wielki bal z dziejową rolą!
“Dzisiaj strrraszne ideolo!
“Kurr Stołeczny Fioletowy!
“Kurr dzisiejszy; Kurr dziejowy!

“Ideolu za dziesięć groo!…
“Bal w Operze ! Katastroooo!
“Kurr Poranny z opisami!”
Kurrdesz grzmi nad kurdeszami!

Cytaty pochodzą z “Balu w operze” Juliana Tuwima.

Anglia a sprawa polska

Powiosłuję pod prąd. Anglikom rozbiory Polski były na rękę, bo wzmacniały Prusy przeciwko Francji. W XIX wieku Anglia prowadziła wyrafinowaną dyplomację, głośno popierając na Kongresie Wiedeńskim dążenia Polski do niepodległości, ale ostatecznie bez krzty wstydu zaakceptowała końcowe ustalenia o wymazaniu Polski z mapy, uznając ją za karłowatą narośl na mapie Europy.
Podczas kolejnych powstań Anglia okazywała dyplomatyczną przychylność, ale po cichu wspierała zaborców.

Podczas Powstania Listopadowego polscy wysłannicy jeździli do Londynu po pomoc. Premier lord Grey współczuł, robił miny zbitego psa i deklarował pomoc. A jednocześnie apelował do Rosjan o “szybkie zgaszenie buntu”. Podczas Powstania Styczniowego scenariusz się powtórzył.
Pierwsza wojna światowa zwróciła Polsce niepodległość, ale w granicach gorszych niż możliwe do uzyskania, za co podziękowania znów należą się angielskiemu premierowi Lloydowi George’owi, który prowadził jawnie antypolską działalność.

W latach trzydziestych dwudziestego wieku mieliśmy z Brytyjczykami pakt o wzajemnej pomocy, ale gdy Hitler napadł na Polskę, palcem nie kiwnęli. A jeszcze w czasie wojny polscy piloci bronili nieba nad Anglią.
Podczas wojny Anglicy o tyle wspierali Polskę, o ile było to zgodne z ich interesem. Ale tak naprawdę liczyli się z decyzjami Stalina, bo to jego armie wykrwawiały się w bojach z Niemcami. Polska przy okazji była uciążliwym elementem układanki.

Nie mam żalu do Anglików, ponieważ odcinam się od cierpiętniczego obrazu Polski, w którym pomstujemy na Rosjan, Niemców, Anglików. Nie wolno nam oglądać się na innych. Powinniśmy sami dbać o swoje bezpieczeństwo.

Trzy dni temu Brytyjczycy zdecydowali w referendum o wyjściu z Unii Europejskiej. Jednak Szkoci i Irlandczycy zgłosili zdanie odrębne, opowiedzieli się za pozostaniem w Unii. Zapowiadają chęć wystąpienia ze Zjednoczonego Królestwa, co jest w interesie polskiej racji stanu. Słabsza Brytania to mocniejsza Polska.

Na wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii, o ile ono w ogóle nastąpi, straci Wielka Brytania. I to ona będzie głównym poszkodowanym tej hucpy. Ale jako że zacznie szukać sojuszy gospodarczych poza Europą kontynentalną, to w polskim interesie jest dziś wspieranie Szkotów, Irlandczyków, a także Francuzów.
Niemcy, jak zwykle, świetnie dogadują się z Rosjanami, tworząc kolejny Nord Stream. Dlatego polską racją stanu numer dwa jest utrzymanie Unii Europejskiej kontynentalnej w jedności, co rozprasza narodowe interesy i nacjonalizmy.

A Brytyjczycy. Oni od dawna szczycą się swoim splendid isolation. My, powtórzę za Młynarskim, róbmy swoje.

Anglicy nie zdradzili nas podczas II wojny światowej

Po obejrzeniu “Czasu mroku”, przeczytaniu kilkunastu artykułów, obejrzeniu kilku filmów o Winstonie Churchillu utwierdzam się w przekonaniu, że całkowicie bezpodstawne są polskie pretensje o to, że Anglicy zdradzili nas podczas rozmów pokojowych w Wersalu i w okresie II wojny światowej.

Dla Wielkiej Brytanii partnerami do rozmów, wynika ze źródeł, byli Niemcy, Francuzi, Rosjanie. Mocarstwo kolonialne zawierało doraźne sojusze, by równoważyć układ sił w Europie. Poza tym Anglicy mieli na głowie zarządzenie licznymi, wielkimi, rozsianymi po świecie koloniami, z Indiami na czele. Z tej perspektywy w Polsce i z Polską nie mieli żadnych interesów. Mieli sobie zaprzątać głowę wymazanym z mapy państwem między wrogimi Niemcami a sojuszniczymi Sowietami? Podczas II wojny światowej rozegrali nas bez mydła. Polscy lotnicy walczyli o Anglię, nasi żołnierze wykrwawiali się na kontynencie, a mapa Europy została nakreślona na nowo długo przed końcem wojny. I nie jest to niczyja wina, tylko nasza. Wykrwawialiśmy się nadaremnie.

Idąc dalej tym tropem geopolityki, dokonujący się właśnie Brexit, wydaje się krokiem z gatunku “splendid isolation” (wolność i niezależność, kontra biurokratyczny, skostniały, niemrawy kontynent), ale także antyniemieckim w tym sensie, że Brytyjczycy zbuntowali się przeciwko płaceniu na Europę urządzaną de facto przez Niemcy.

Tak długo, jak Ameryka trzyma liczące się państwa zachodniej i środkowej Europy w ryzach NATO, nie powinno być z tego problemu. Jak długo? Nie wiem. Powtórzę jednak po raz kolejny: Błogosławieństwem dla Polski jest obecność w Unii Europejskiej i NATO. To Polska racja stanu, ograniczająca ambicje państw narodowych.

Mirmił organizuje sądy na nowo

W grodzie Kajka, Kokosza oraz Mirmiła sądy skazywały na ścięcie morderców, złodziei, a puszczały wolno krytyków kasztelana. Ale to jeszcze pół biedy, gorzej, że sądy kasztelańskie skazywały na śmierć wojów Mirmiła, którzy dopuszczali się kradzieży, gwałtów, wymuszeń, co już kasztelanowi zupełnie się nie podobało.

Postanowił on położyć kres bezprawiu. Dotychczasowych sędziów z pomocą Kokoszowego miecza przepędził, a na urząd powołał wybranych przez kolegów ze swojego urzędu. Od tej pory nikt nie uskarżał się na nieprawo i niesprawiedliwość.

Na najbliższym posiedzeniu Sejm zajmie się projektem ustawy, która przywróci sprawiedliwe sądy w naszym kasztelaństwie.

Ludwika Dorna kolektyw musi przywołać do porządku

Na długo przed ogłoszeniem objawienia przez Jarosława Kaczyńskiego zaliczałem się do drugiego sortu, bo  kupowałem “Politykę” dla felietonów Jerzego Pilcha.  W pamięci utkwił mi tekst o Pawle Paliwodzie „Ciastko z pianą” z 1999 r. Było to w czasach, kiedy na bazarach królowały kalkulatory w pakiecie z długopisami z zegarkiem.  Może zegarki wymyślono wcześniej, a gwiazda dziennikarstwa Paliwoda objawił się później? Co za  pomyłka historii w hierarchii ważności zdarzeń.

Od dwóch lat czytam “Politykę” z poczucia dziennikarskiej frustracji.  Co pomyślę,  analizy sytuacji polityczno-ekonomicznej Polski dokonam, to tygodnik Baczyńskiego rzetelnie a dobrą polszczyzną opisuje, co unaocznia okładkowy tekst z ostatniego numeru „Smoleńsk – Jak PiS przekuwa mit w państwową ideologię”. 

Teraz doszedł kolejny powód: Tydzień w Polityce zaczął dla “Polityki” komentować Ludwik Dorn. Cenię go za inteligencję, dobre pióro i umiejętność łączenia faktów w jedynie słuszne wnioski. Wszakże jedynie słuszne wnioski znów w modzie.  Z felietonu Dorna dowiedziałem się, że PiS prowadzi skuteczną politykę zagraniczną: Grupa Wyszehradzka ma nas w nosie, Weimarska – litościwie  toleruje. Naszymi sprzymierzeńcami w Europie zostali Węgrzy i Rumuni. Czuję się uspokojony. Od siebie dodam, że do niedawna PiS stawiał też na Davida Camerona, ale ten zadawszy Europie i Zjednoczonemu Królestwu nokautujący cios, skulił uszy po sobie i się po angielsku zawinął.

Z objazdu po zagranicznych sukcesach Polski Dorn wrócił na krajowe podwórko. Pisał tak:  „A nowe kierownictwo (Instytutu Pamięci Narodowej ) ma poglądy nader wyraziste. W skrócie uważa Wyklętych za najczystszy kondensat polskiego patriotyzmu. Skoro to jest kondensat najczystszy, to legendarny Jan Rodowicz „Anoda”, logicznie rzecz biorąc, był patriotą mniej skondensowanym, bo ujawnił się w 1945 r., a legendarny cichociemny Stanisław Janowski „Agaton”, który na emigracji skończył kurs urbanistyki, a w latach 40. Wrócił do Polski i podjął pracę w Biurze Odbudowy Stolicy, jest w ogóle patriotą rozwodnionym”.

PiS czci wojnę, niezgodę i awanturę zarówno historyczną, jak  i dzisiejszą.
Ludwiku Dorn, kurs Pana felietonistyki trąci zgniłym, niemieckim rewizjonizmem. Partia tego nie wybaczy.

Polska jako męczennik świata

Polacy lubią być męczennikami, ofiarami pokrzywdzonymi przez Niemców, Rosjan, Anglików.  Jesteśmy roszczeniowi, bo kasa z Unii Europejskiej należy się jak psu miska.  Cierpimy na zaburzenia narcystyczne, bo świat powinien zachwycać się Sinkiewiczem i Łupaszką. Ksenofobiczne cechy na czele z niechęcią do Europy, z antysemityzmem, z wrogością do jakiejkolwiek inności wykraczającej poza standard narodowo-katolicki wypływają przy wsparciu Prawa i Sprawiedliwości.  

Polska jest kozłem ofiarnym świata wedle optyki Prawa i Sprawiedliwości

Politycy PIS podsycają i promują nieufność, zawiść, wrogość, o czym świadczą dzisiejsze słowa premier Beaty Szydło w Sejmie:  – Dzisiaj to nie Polska ma problem z reputacją i autorytetem, ale Komisja Europejska! – mówiła z mównicy  premier. Opozycji zarzuciła, że z radością przyjmuje informację o ewentualnym wydaniu przez KE opinii w sprawie polskiej praworządności. – Żenada! – krzyczała opozycja. – Żenadą jest to, że KE nie potrafi uniknąć nacisków politycznych, które wy na nią wywieracie! – odpowiedziała szefowa rządu.

Igrzyska trwają, Polacy mają zatkać sobie buzię 500 zł. O realizacji pozostałych obietnic cicho, bo gdzie toczy się wojna, tam nie czas na myślenie o frankowiczach i wieku emerytalnym. Wróg wewnętrzny został zdefiniowany. Jest nim, szerokie pojęte lewactwo (skojarzenia z „robactwem” nie tylko uprawnione, ale i pożądane) spod znaku „Gazety Wyborczej”, TVN, z ikonami Moniką Olejnik i Tomaszem Lisem. Do grona wrogów zalicza się też cały świat (poza Węgrami i Wielką Brytanią).
Za błogosławieństwo przełomu XX i XXI wieku uważam członkostwo Polski w NATO, a szczególnie Unii Europejskiej. Dobrobyt w Polsce wzrósł, co widać gołym okiem, także dzięki  kasie z UE.  Możliwość podróżowania praktycznie po całej Europie jest wartością nie do przecenienia. Na europejskich drogach polskie tiry rozwożą polskie towary.  Nic tak nie jednoczy jak wspólnota interesów przeliczalna na pieniądze wsparta tożsamymi ideami. PiS nas z tej drogi zawraca,  czyniąc z UE wroga. To jest sprzeczne z polską racją stanu!

Tymczasem nowa władza z braku jakichkolwiek osiągnięć, poza wprowadzeniem programu 500+, postanowiła wszystkich opluć. Unijny urzędnicy mają dawać kasę i siedzieć cicho. Amerykanie powinni zamknąć buzię na kłódkę i natychmiast rozmieścić w Polsce tarczę antyrakietową, a najlepiej całą armię! Bill Clinton został zdiagnozowany przez psychiatrów z PiS jako niespełna rozumu, bo zauważył zagrożenie demokracji w Polsce. Inwektywy dotknęły też urzędników unijnych.  Przyjęliście nas do UE i NATO, bo nam się należało jak psu buda: za rozbiory, za II wojnę światową, za PRL. Bo Niemcy i Rosjanie nas napadali, Anglicy nie pomogli. Wszyscy nas zostawili, a to, my, Polacy jesteśmy ostoją wartości. Jakich? Nie wiadomo. Chyba że chodzi o wyrzucanie śmieci do lasu.

Znaczna część moich rodaków ma wyraźny problem ze zrozumieniem, że ostatnim obowiązkiem Niemców, Rosjan, Anglików lub Amerykanów jest dbałość o interes Polaków. O to musimy zatroszczyć się sami. Częścią polskiej racji stanu dzisiaj jest obecność Polski w UE i NATO. Nie wolno ludziom wmawiać, że średniozamożna Polska położona między potężnymi Niemcami a nadal silną Rosją będzie miała argumenty do odnalezienia się na geopolitycznej mapie, że będzie w stanie wybić się na niezależność jak Norwegia, o czym bajał wczoraj Rafał Ziemkiewicz, ogłaszając z Pawłem Kukizem założenie kółka narodowego.

Grzechem polityki rządów Platformy Obywatelskiej była naiwna wiara, że Polacy pokochają PO za wylewanie tysięcy metrów sześciennych betonu na autostrady. Zabrakło podbudowy ideowej, stworzenia  opowieści o początki PO, mitu założycielskiego z bohaterami i męczennikami. PiS ten brak naprawiło piorunująco tworząc bohaterów z Żołnierzy Wyklętych, Lecha Kaczyńskiego, a wrogów czyniąc ze wszystkich innych. Kto nie z nami, ten zdrajca, sprzedawczyk, idący na pasku Niemiec, Rosji, a kto wie, może i Ameryki.

Krew się we mnie burzy! Duda, Szydło, Kaczyński, wstydzę się za was!

Szydło wie gdzie Radom

Tłum radomian przysłuchuje się Beacie Szydło. Radomianie zawsze pędzą do pracy z kamerami i mikrofonami.Źródło zdjęcia: wwww.echodnia.eu/radomskie

Beata Szydło, kandydatka Prawa i Sprawiedliwości, zdobyła się na heroiczny krok. 12 października 2015 roku pojechała do Radomia. Czyn to śmiały tym bardziej, że tego dnia arktyczny wiatr dął od północy, śnieg z deszczem mroził twarze. Ale Szydło twarda jest. Szydło się nie poddaje. Szydło wypiwszy bladym świtem Lavazzę wsiadła w Warszawie w wypasionego mercedesa lub ogrzewany i klimatyzowany szydłobus. O ósmej dotarła do Radomia. Zaspanym, zziębniętym i zakatarzonym radomianom oznajmiła:

 – Jak tysiące radomian codziennie, tak i ja chcę przebyć drogą kolejową do Warszawy te 100 km – zabrzmiał głos brzmiący niczym “zaprawdę powiadam wam”.- Spróbujemy pokonać tę trasę tak, jak tysiące radomian, dojeżdżających do Warszawy. Przypomnijmy, trasa kolejowa numer 8 miała być zgodnie z obietnicami Ewy Kopacz zmodernizowana już w 2007 roku. W tej chwili optymistyczne zapowiedzi mówią, że trasa będzie gotowa w 2020 roku – zdemaskowała czcze obietnice PO Beata Szydło.

Przeczytawszy te słowa na portalu http://www.echodnia.eu/radomskie, nie mogłem opanować łez wzruszenia. Mentorski, każący i epatujący uzasadnioną złością na zepsuty świat głos Beaty Szydło spowodował, że w ten chłodny dzień moje serce zapłonęło gorącym uczuciem do PiS-u.
Przestało mi przeszkadzać, że poza dziennikarzami TVP Info, TVN-u, “Gazety Wyborczej”, lokalnych mediów nikt Beaty Szydło nie słuchał. Ogarnęła mnie złość, że mieszkańcy Radomia nie wsłuchują się w ten jedynie słuszny przekaz. Wszak na początku było słowo.

Oślepiony mądrością słów Szydło nie zauważyłem, że o ósmej rano, to cztery piąte dojeżdżających do pracy radomian siedzi już na kasie w warszawskich lidlach i biedronkach, odbiera telefony w sekretariatach, wystawia faktury w hurtowniach. Że ósma rano to dla nich niemal środek dnia.

Ale, Boże kochany, kto normalny by wstawał o drugiej w nocy, żeby na czwartą być z Radomiu i rzeczywiście dwie i pół godziny do Warszawy wracać?
Jaka siła zwlokłaby dziennikarzy w środku nocy z łóżka? Nawet moc rycerzy Jedi mogłaby okazać się niewystarczająca, nie mówiąc o charyzmie Szydło.

Dokonam samokrytyki. Przepraszam, że nigdy nie zdobyłem się na odwagę Beaty Szydło. Tylko kilka razy zdarzyło mi się podróżować zimą około szóstej rano pociągiem z Warki (to na  trasie Radom – Warszawa) i – do Beaty Szydło – teraz mówię i uprzejmie donoszę:

– Pani posłanko, pani Beato. Zgroza! Hańba! Zdrada! Proszę sobie wyobrazić, że radomianie o piątej już kimają w pociągu do stolicy. Chyba głosują na PO. Mężczyźni dla niepoznaki siedzą zwinięci w kulki ubrani w czarne lub szare ortalionowe kurtki, na głowach mają przekrzywione czapki o nieokreślonych kształtach. Niedogoleni, zaspani. Okupują jak ptaki elektryczne druty zielono-żółte siedzenia. To tylko przebierańcy. Jak za tej okropnej komuny, gdy zomowcy przebierali się za robotników. Na pewno. Przecież wyborcy PiS-u jeżdżą do pracy na jedenastą.
Pani Beato, kobiety o tej porze też podróżują. Też są skulone w pół, śpią na jedno oko. Niektóre już rozmawiają przez telefon. Wydają dyspozycje mężom, jak ci mają iubrać dzieci, a dzieciom – co mają zjeść na śniadanie. Tylko niech coli nie piją. Czy to czasem nie Ewa Kopacz każe im wstawać o czwartej, a może i trzeciej trzydzieści? Proszę o interwencję w tej sprawie i wypowiedź przy okazji wizyty w Rykach lub Ostrołęce.

Rozumiem panią doskonale. Zapraszanie dziennikarzy z kamerą w nocy jest mało efektowne, dodatkowego oświetlenia filmowanie wymaga, więc telewizje by tego nie pokazały. Podróż po ciemku nie miałaby sensu. Po co się wysilać?
Powinna pani jeszcze tym ludziom z dworca radomskiego powiedzieć, że właściwą porą na pobudkę jest 7.30. Żyją biedni w fałszywej nieświadomości.

Mojego entuzjazmu dla męstwa posłanki Szydło  nie przejawiają niektórzy czytelnicy portalu Gazety Wyborczej:
Znaczy co, w nocy tu przyjechała, znowu chyłkiem jak w piątek ten pacjent zakładu dla obłąkanych. I z kim się spotkała, z ludźmi na peronie? I CO IM POWIEDZIAŁA? Że Kopacz zła? A co jej towarzysze pisowscy zrobili przez 8 lat swoich rządów w Radomiu? Szydło powinna stanąć przed radomianami i rozliczyć się z niezrealizowanych inwestycji i afer i powiedzieć, dlaczego polikwidowano szkoły, przedszkola i żłobki, nie wybudowano hali widowiskowej, nie wywalczono S7, S12 i tejże linii kolejowej, której jej partia będąc przy władzy nawet nie obiecała. Powinna stanąć przed radomianami i opowiedzieć o planach stworzenia nowego województwa mazowieckiego ze stolicą w Płocku. I w końcu dać nam tę radę, którą obiecuje na swoich plakatach, powiedzieć czego ma ona dotyczyć, ta rada znaczy się.

Pani Szydło, konkrety proszę! Co w takiej sytuacji proponuje PiS? Zapewne obrażenie się na samorząd radomski, rządzony obecnie przez PO, obcięcie funduszy. A może kolejny pomnik, tym razem dla Jarosława, jeszcze za życia? A może kolejne połączenie z naszego zatłoczonego lotniska, Radom -> Smoleńsk!

Kosztowniak przez 8 lat nic nie zrobił, żeby jeździło się szybko na tej trasie. O przepraszam obrażał się na wszystko i na wszystkich.

Lech Kaczyński ze swego radomskiego pomnika wszystko widzi i słyszy. Drżyjcie ludzie małej wiary. Wiary w Szydło.

Pomnik Lecha i Marii Kaczyńskich w Radomiu, fot. Jarosław Pałyska