Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna, tym razem na Białołęce

Na poczcie w miasteczku powiatowym na literę P. w województwie lubelskim kierowniczką urzędu pocztowego jest czterdziestoletnia Izabela Wyrwał. Iza ma branie u lokalnej wierchuszki, bo cieszy się urodą dziewiętnastolatki, szczupłymi nogami, małymi cyckami z dużymi sutkami, a domu wychowała posłusznego rogacza, czyli męża Roberta.

Iza nie zarabia tak dużo jak wójt lub szef lokalnej hurtowni spożywczej Hurt-Food, a też chce szusować na nartach na austriackich stokach, wygrzewać się na plaży w Turcji, jeździć najnowszym oplem zafirą. Dlatego dorabia do pensji w taki sposób:
– Kasiu, kochaniutka, mama cierpi na raka mózgu – mówi łamiącym się głosem, łkając i ocierając tak mocno oczy chusteczką, żeby wydawały się czerwone od płaczu. Siedzi na popsutym, wytartym biurowym fotelu za koślawym biurkiem w swoim odrabanym gabineciku, a po jego drugiej stronie przycupnęła niczym na zydelku trzydziestodwuletnia kasjerka Kasia, tak szara, że bardziej niewidoczna od Kopciuszka. Nie, no, ładna i zgrabna,a le zagubiona w świecie bez miłości. Na poczcie pracuje od kwartału, właśnie dostała umowę na czas nieokreślony – Wydaję na leki całą pensję, mąż swoją, nie mamy już za co żyć – psioczy na swój krzyż pański Izka. – Zastanawiam się, czy auta nie sprzedać. Nie śmiem cię prosić o pomoc, ale czy mogę na ciebie liczyć w tych trudnych chwilach – patrzy na Kasię wzrokiem zbitego jamnika, który zrobił kupę na dywan w salonie i prosi o akceptację.
– Jasne. Jak mogę ci, kochana, pomóc – ufnie pyta Kasia.
– Jesteś bardzo dobrą pracownicą. Mogłabym cię prosić, żebyś wzięła kredyt w banku. Nie chce cię prosić o pieniądze dla siebie, ale dla mamy, która bez leków umrze.
– A ile ci potrzeba – pyta nieco mniej ufnie Kasia.
– Nie wiem, naprawdę nie wiem. Te leki to studnia bez dna. Ile bank da Ci tak naprawdę? Ale jak nie chcesz, nie bierz. A przy okazji, wiesz, ta Renata z Sadowej pytała, czy nie ma u nas na poczcie pracy, bo ona by chciała na kasjerkę. Powiedziałam, na razie nie, bo dobrze pracujesz. Ale nie musisz brać tej pożyczki, ja to doskonale rozumiem.
Kasi pot występuje na czoło. Wie, że nie umie go ukryć. Po plecach leje się strużka potu wprost do stringów. – Kurwa, gdzie ja robotę znajdę w tej dziurze. Mąż nierób, dwoje dzieci. A ta mnie z roboty wywali – gonitwa czarnych myśli przetoczyła się przez głowę Kasi i spadł na nią lęk czarny jak burzowe chmury.
– Wiem, boisz się. Ale chcę, żebyś pracowała. A jeśli weźmiesz pożyczkę, co miesiąc będę ci oddawać tyle, ile wynosi rata do banku. Chcę być twoją przyjaciółką, możesz mi zaufać.
Kasia poczuła ulgę. Matka tylko zawsze na nią krzyczała, ojca wiecznie w domu nie było. A mąż tylko się drze, że ubiera się jak szmaciara.
– Ale będziesz mi oddawać?
– Nie ufasz mi – Iza chowa oczy w dłoniach. Boże, nawet Ty mi nie ufasz.
– To nie tak…
– Wiem, zostałam sama. Trudno.
– Nie, to nie tak. Tylko ja nigdy kredytów nie brałam.
– Mam ją – zatryumfowała w myślach Izka. Głośno dodała: – Weź jutro wolne, nie musisz brać nawet urlopu. Pójdź do banku spółdzielczego i zapytaj ile ci dadzą bez zgody męża. Wiesz, nie wciągaj go w to. On pije, może się wkurzyć.
Maciek, mąż Kasi, wkurzyłby się. Pić pije, ale w domu zamiecie, latem na budowach pracuje, a ostatnio to jej bransoletkę w centrum chińskim kupił. Czasem nawet dzieci ze szkoły odbierze, jak Kaśka ma drugą zmianę. Nie jest zły, ale wyrywny jak ten z “Kogla Mogla”

Kasia wzięła 20 tysięcy złotych pożyczki w miejscowym banku spółdzielczym. Mama Izy mieszka w Lublinie, jest po rozwodzie, czuje się świetnie. Wcześniej pożyczkę na chorą mamę przez kilka lat wzięło czterech listonoszy, dwie kasjerki. Iza spłacała raty przez pierwsze trzy miesiące, potem leczenie mamy okazywało się coraz bardziej kosztowne. Jeden listonosz się powiesił, drugi dostał zawału. Iza jest kochanką miejscowego prokuratora.
Kasia chciała walczyć. Inni utopieni w długi po uszy obiecali pomoc, ale gdy Kasia poszła na policję, w komendzie powiatowej skontaktowali się z prokuratorem rejonowym, który tego samego dnia dymał Izę w miłym hoteliku w Zwierzyńcu na Roztoczu. Wszyscy wskazani przez Kasię jako poszkodowani wyparli się oprócz jednego, listonosza Kazika. Ale jak prokurator akurat nie dymał żony lub Izy, wytłumaczył mu, że nie ma co składać fałszywych zeznań.
Kaśkę mąż zostawił, wyniosła się do mamy na wioskę pod Zamościem. Nie spłaciła kredytu.. Dzieci utrzymuje, robi torty na wesela. Alimenty z funduszu dostaje. Matka ją wspiera, mówiąc: – Dupę umoczyłaś podwójnie, to masz.

Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna w Białołęckim Ośrodku Kultury

Miało być o sztuce “Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna” wystawioną przez Białołęcki Ośrodek Kultury zrealizowaną przez Kompanię Teatralną Mamro. Wiejski nauczyciel Škunca organizuje “Hamleta” na zapadłej jugosłowiańskiej wsi w ponurych latach socjalizmu. Lepiej bym tego nie ujął niż filmpolski.pl, więc cytuję: “Reżyser tak obsadził role, że w życiu i charakterach wykonawców można odnaleźć wyraźne podobieństwa do odtwarzanych przez nich postaci. Przewodniczący spółdzielni i sekretarz organizacji partyjnej Bukara, wiejski dzierżymorda, krętacz i oszust, gra satrapę Klaudiusza. Pełnym wahań Poloniuszem w amatorskim przedstawieniu w Głuchej Dolnej jest przewodniczący miejscowego oddziału Frontu Narodowego Puljo, zausznik i wspólnik Bukary. Z nimi i ich poplecznikami walczy tutejszy Hamlet – młody Skoko, który chce oczyścić dobre imię swego ojca, fałszywie oskarżonego o malwersacje. Próby w wiejskim zespole stają się odbiciem jego walki o sprawiedliwość z lokalnymi kacykami, z całą skorumpowaną kliką. Chwyt “teatru w teatrze” pozwala obnażyć miałkość szermierzy idei sprawiedliwości społecznej z lat 50., potęguje założony przez Brešana efekt przemieszania wzniosłości i trywialności”.

Mamro jest świetne. Widzowie dobrze się bawią, wybuchając salwami śmiechu na każdy tik nerwowy i “szłem” Macaka. Finał napawa optymizmem, bo Joca rozwala Bukarę z kałasznikowa. Prawdziwe życie przynosi niewiele takich pełnych nadziei zakończeń. Zazyczaj Hamlet ląduje w psychiatryku, na rencie lub w kanałach wokół elektrociepłowni na Żeraniu.

Nie zgadzam się! Bal w Operze w Teatrze Precedens

Bal w Operze, Teatr Precedens, 23 maja 2014 r.

Nie zgadzam się na Polskę marketami stojącą, gdzie w ostrym świetle jarzeniówek niedzielnym, bladym świtem przebrane w granatowe, zielone bluzeczki zasiadają sprzedawczynie. Kasjerki. Na dumnie wypiętych piersiach mienią się blaszki z napisem Małgorzata, Beata, Krystyna – W czym mogę pomóc.
Matki dzieciom, żony mężom, kochanki kochankom dzierżą czytnik kodów w dłoni. Pik – karkówka w marynacie, pik – piwo Tyskie, pik – filet z kurczaka, pik – cebulka, pik – kiełbasa podwawelska, pik, pik, pik…
Mężowie, dzieci, kochankowie czekają na swoje kobiety. Pik, pik, pik – płacą w marketach za piwo, lizaki, chipsy. Rodzina nie wybrała się do parku wśród lip kwitnących, na festyn święta Saskiej Kępy, mecz Legia – Ruch, badmintona na Orliku. W kościołach pustki straszą.
Kobiety wracają po 23, noc czarna, bo na autobus długo czekały, bo kasa się nie zgadzała, bo szef wpadł i się awanturował. Zmęczone, na twarz padają, zasypiają. Sen im daruje szminkę francuską, piersi okryje szkarłatną bluzką. Rano znów puder, lakier, róż. Pik, pik, pik… Kto odbierze dziecko z przedszkola? pik, pik, pik..

Dzisiaj wielki bal w Operze.

Sam Potężny Archikrator

Dał najwyższy protektorat,

Wszelka dziwka majtki pierze

I na kredyt kiecki bierze,

Na ulicach ścisk i zator,

Ustawili się żołnierze,

Błyszczą kaski kirasjerskie,

Błyszczą buty oficerskie,

Konie pienią się i rżą,

Ryczą auta, tłumy prą,

W kordegardzie wojska mrowie,

Wszędzie ostre pogotowie,

Niecierpliwe wina wrą,

U fryzjerów ludzie mdleją,

Czekający za koleją,

Dziwkom łydki słodko drżą.

Nie zgadzam się na Polskę fasady, teatralności. Jesteś szczęśliwym rodzicem małych dzieci? Gratuluję, to słodkie. Dużo zdrowia pociechom życzę. Bo na wizytę do alergologa, neurologa, kardiologa poczekasz pół roku. Ale składki do ZUS na “ubezpieczenie zdrowotne” płać dziś, teraz. Right now! Broń Boże, nie spóźnij się, bo wezwanie, egzekucja, śmierć.
No, udało się wysupłałeś 150 zł na prywatną wizytę. A to zapraszamy, dziś czy jutro? Kawa z mlekiem czy bez? Jak synek ma na imię? Kuba? Kubuś pobaw się tutaj. Lubisz rysować? Pani Ewo, proszę podać Kubusiowi kartkę. Witamy w polskiej middle class. Motłoch tłoczy się w przychodni. Bachor wrzeszczy, gruźlik kaszle, babcia pluje.

Zapiał kogut, za nim drugi,

Potem trzeci,

Na pastwiska bydło gnają

Małe dzieci.

Przetrąbiło drugie auto

Ciężarowe,

Chłop prowadzi kulejącą

Krowę.

Nie zgadzam się na Polskę na starcie zaprzepaszczonych szans. Gdzie są fabryki, warsztaty, stolarnie, zakłady metalowe, huty, stocznie? Co mają zrobić młodzi mężczyźni po szkole? Ogłada, szyk, kultura, dwa języki How are you i Guten Tag, excel, monter, elektryk, pracy brak. Zadzwonimy. Easy, take it easy. Nie przejmujcie się,. Jest Anglia, Niemcy i Holandia. A jak za daleko, zapraszamy – Biedronka, Lidl, Tesco. Codziennie niskie ceny. Tanie piwo za 2  zł. Zamracza, znieczula, życie piękniejszym czyni.

Na kościele niebijące

Wiszą dzwony.

Suche pęki ziół pod krzyżem

Ogrodzonym.

Jakiś duży wyszedł w gaciach

Przed zagrodę,

Mruży oczy i tarmosi

Ostrą brodę.

A tam dalej stoi szkoła

Murowana,

W szkole mapa, bardzo pięknie

Malowana.

Ewa Makomaska dziękuje widzom i aktorom  “Balu w Operze”.

Teatr Precedens z Domu Kultury Świat na Targówku pod uroczą i merytoryczną wodzą Ewy Makomaskiej wystawił 23 maja 2014 r. “Bal w Operze” Juliana Tuwima. Były światła ramp, piękna scenografia, głos, ruch na scenie.
Czego nie było? Niezgody na rzeczywistość nie było!
Brawa były, owacja, były, kwiaty były. I wszystko naprawdę pięknie było. Rozeszli się widzowie.

Bal w Operze trwa.

Cytaty z poematu “Bal w Operze” Juliana Tuwima.