Public relations – napisz najszczerszą prawdę, jaką znasz

Bądź lakoniczny czy Wszystko, co musisz zrobić, to napisać jedno prawdziwe zdanie. Napisz najszczerszą prawdę, jaką znasz 
– uczył młodych adeptów pisarstwa jeden z największych prozaików XX wieku Ernest Hemingway.
Idziemy za tą radą, gdy przygotowujemy informacje dla mediów i utrzymujemy kontakty z dziennikarzami.

Media relations – utrzymujemy kontakt z dziennikarzami, dzięki którym w mediach (prasie, radio, telewizji) pojawiają się informacje o produktach, osiągnięciach i dokonaniach firm, które mamy zaszczyt reprezentować.

Przygotowujemy i przekazujemy dziennikarzom:

  • informacje prasowe
  • aranżujemy wywiady
  • zapraszamy dziennikarzy na konferencje

Współpracujemy z mediami ogólnopolskimi, regionalnymi i lokalnymi.
Nasza skuteczność wypływa z pierwszej dewizy:


Wszystko, co musisz zrobić, to napisać jedno prawdziwe zdanie. Napisz najszczerszą prawdę, jaką znasz 

Facebook, czyli Światowa Zjednoczona Korporacja Internetowa [afera Cambridge Analytica]

Z Facebooka powędrowały do firmy Cambridge Analytica, być może zupełnie legalnie, dane 50 milionów użytkowników serwisu, co mogło mieć wpływ na zwycięstwo Donalda Trumpa, decyzję o Brexicie oraz wygraną Andrzeja Dudy w Polsce. Na wierzch internetowych komentarzy wybija hipokryzja, bo wychodzi na to, że mocno sprecyzowane reklamy mogą nam serwować producenci samochodów, zegarków i majonezu, ale już nie politycy i ich sztaby. Brakuje konstatacji, że demokratyczne wybory parlamentarne czy prezydenckie nie opierają się dziś na racjonalnym ważeniu argumentów, ale są niemal w pełni sterowalną kampanią reklamową, która ma zapewnić władzę.

 

Nie ma najmniejszej przesady w twierdzeniu, iż każda kampania polityczna w Stanach Zjednoczonych jest bitwą złudzeń. Kandydaci dysponujący większymi pieniędzmi, pozwalającymi na budowanie skutecznych strategii informacyjnych, mają większe szanse na zwycięstwo. Ktoś, kto nie potrafi swojej “iluzji prawdy” powtórzyć głośno  dostatecznie wiele razy, przebijając w tym oponentów i przyciągając do siebie część ich elektoratu, przegrywa. (…) W każdym roku wyborczym boję się zalewu politycznej propagandy. Robię wszystko, by jej nie oglądać, i wyczekuję chwili gdy się skończy. Zwracam uwagę na tylko jeden aspekt zjawiska: czy najczęściej powtarzane przesłania stają się decydującymi czynnikami wyborów. Niemal zawsze tak się dzieje. Czy zatem ma jakiekolwiek znaczenie prawdziwość tego, co jedni kandydaci mówią o innych – pisze David Disalvo w “Mózgu na manowcach” (Carta Blanca, Warszawa 2013). Autor podsumowuje ze smutkiem, że wystarcza zwykle, żeby ileś razy coś powtórzono. Do sukcesu nie potrzeba nawet nadmiernej świadomości i skupienia odbiorców. W tym kontekście Facebook jest idealnym miejscem do prowadzenia kampanii wyborczej, bo są tu “wszyscy”.

Mark Zuckerberg stwierdził po upublicznieniu współpracy i działań Cambridge Analytica, że jeśli Facebook nie zapewni ochrony prywatności użytkownikom serwisu, jego firma „nie zasługuje, aby służyć ludziom”. Szef portalu postanowił wpisać się w konwencję większości przekazów Facebooka i posłać ludziom “misia z serduszkiem”. Robi maślane oczy jak uczeń, który dostał w szkole dwóję i wyjaśnia rodzicom, że nauczycielka się na niego uwzięła, a kolega przeszkadzał w pisaniu klasówki. – W ostatnich dniach zarząd firmy pracował, aby zrozumieć, co dokładnie się stało i co możemy zrobić, aby nigdy się to nie powtórzyło – wyjaśniał Zuckerberg. Te słowa tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że wiedział, rozumiał i akceptował.

W API (interfejs programistyczny aplikacji), który Facebook udostępniał firmom, istniała opcja, która pozwalała na zbieranie danych nie tylko na temat osób, które biorą udział w ankiecie, czy używają aplikacji. API umożliwiało też pobieranie danych dotyczących znajomych badanej osoby. Stąd 270 tys. osób, które brały udział w ankiecie Cambridge Analytica pozwoliły na zebranie informacji o 50 milionach użytkownikach Facebooka. Dane przetworzone dzięki analizie Big Data, według założeń opracowanych przez polskiego eksperta Michala Kosinskiego, pozwoliły z niewinnych polubień i komentarzy wysnuć wnioski na temat cech użytkowników oraz sposobu, w jaki budować przekaz, by oddali głos na produkt – kandydata w kampanii prezydenckiej.

Ci, którzy oczekiwali, że media społecznościowe stworzą nowy, lepszy świat muszą się czuć zawiedzeni. Ułatwiają zawieranie znajomości, docieranie do informacji. Ale czy my, ludzie, wywodzący się genetycznie z plemiennych osad, potrzebujemy wiedzieć, co dzieje się u 50 naszych znajomych, kogo zabili w USA w stanie Kentucky i czy to prawda, że Marta Kaczyńska nie może wziąć kolejnego ślubu kościelnego?

Rejestrując konto na Facebooku, “akceptujesz regulamin”. Pozwala on na zbieranie o tobie około setki różnych informacji. Pomnożenie tych danych razy kilka milionów różnych użytkowników tworzy wyraźny profil społeczny i umożliwia docieranie z mocno sprecyzowanymi przekazami. Jak Ci się nie podoba, co najwyżej możesz usunąć konto.
Ale to wie nawet początkujący adept sztuki kampanii reklamowych na Facebooku, więc o co ta afera?

Przy liczbie użytkowników oraz wpływie, jaki Facebook posiada, można pokusić się o stwierdzenie, że stał się hybrydą o nazwie prasa, sąd, oskarżony, prokurator. Nowoczesną partią totalitarną, decydującą o słuszności naszych poglądów, które sama dostarcza.

Przy rozumieniu powyższego jednak rozczarowują mnie komentarze dotyczące tej sprawy przetaczające się przez internet. Dziennikarze sami potwierdzają w nim wszechwładność Facebooka, jakby poza nim świat nie istniał, jakby ludzie nie mieli dostępu do różnych tytułów prasowych, kanałów telewizyjnych, książek i tylko algorytm Facebooka i reklamodawców (w tym politycznych) podsuwał im treści, z  którymi mogą się utożsamiać.

Ludzie, którzy świadomie używają nowoczesnych technologii, zdają sobie sprawę, że non stop przekazują do sieci jakieś dane, które są zapisywane i będą używane w przyszłości np. do wybrania treści, którą następnego dnia zobaczy pan na Facebooku czy Twitterze. To, z czego wielu nie zdaje sobie sprawy, to to, że taka informacja może zostać przekształcona przez odpowiednie algorytmy w bardzo intymny profil ich własnej osoby, zawierający zarówno charakterystyki takie jak wiek, kolor skóry czy płeć, czy edukacja i rodzaj kariery, ale także dane psychologiczne: zaczynając od emocji, poprzez poglądy i postawy, a kończąc na inteligencji i osobowości. Ten opis może sięgnąć nawet głębiej – do problemów psychicznych. Algorytm łatwo wykryje, czy ma pan depresję.
Michal Kosinski, analityk, który dla Cambridge Analytica opracował algorytm dla danych z Facebooka
Źródło: Next.gazeta.pl

 

Ułuda powszechnego Oświecenia, czyli 63 proc. Polaków nie przeczytało żadnej książki

63 procent Polaków nie przeczytało w zeszłym roku ani jednej książki, przetoczyły się przez Internet wyniki badań czytelnictwa w Polsce przeprowadzane przez  Bibliotekę Narodową . Komentarze biegły w kierunku, że to źle, grozi Polakom wtórny analfabetyzm, sypały się ostrzeżenia redaktorów.

Pobieżna obserwacja warszawiaków w komunikacji miejskiej potwierdza powyższe. Ludzie w większości scrollują na smartfonach i jeśli już na czymś zatrzymują wzrok, to zdjęcia. Ewentualnie mają białe słuchawki w uszach. Rośnie liczba melomanów. Druga grupa zadumana patrzy przez okno. Trzecia czyta książki. Prawie nikt nie czyta gazet.

Kapitalizm w modelu zachodnim a wraz z nim oświeceniowa idea powszechnej edukacji, która miała nieść ze sobą mądrość i pokój próchnieją na naszych oczach. Kapitalizm zjada swój własny ogon, giganci przejmują wielkich, więc na dobrą sprawę wyżywić nas może pięć, siedem koncernów spożywczych. Badania pokazują, że nawet amerykańska klasa średnia kruszeje. Coraz większy majątek koncentruje się w rękach coraz mniejszej grupy ludzi.
Postępująca cyfryzacja, która miała szerzyć wartościowe treści i wiedzę pod najbardziej zapadłe strzechy, przyniosła następujący skutek:

“Badania przeprowadzone przez Microsoft wykazały, że regularnie korzystający z Internetu potrafią utrzymać koncentracje o sekundę krócej niż złota rybka”.

Bez wstrząsów wracamy do pięknego wieku XIX i wcześniejszych. Wiedza, zdolność kształtowania i wdrażania w życie idei technicznych, humanistycznych, ideologicznych skupi się ponownie w zamkniętych uniwersyteckich bibliotekach. Dziś do niektórych uczelni dołączą wielkie koncerny internetowe oraz polityczno-ekonomiczne think tanki, rekrutujące tęgie umysły z uniwersytetów.  Można z pewną goryczą uznać, że Oświecenie jako idea dogorywa.

Internet cofa nas nawet do ery jaskiniowej, obrazkowej. Wracamy do epoki odruchów, braku hierarchii emocji. Dziś każde błahe wydarzenie urasta do rangi końca świata. Kwestia alimentów Kijowskiego, kota Kaczyńskiego, nieprzyjęcia orderu od Dudy przez konsula w Meksyku rozgrzewa do białości internetowe spory. Liczba fascynujących artykułów, jakie dziennie skrollujemy na Facebooku wynosi 10, 20 a może 100.  W jaki sposób poszerza to wiedzę? Nie koncentrujemy się na treści, więc nic nie zapamiętujemy.

W 2016 roku tylko 46 procent Polaków przeczytało tekst dłuższy niż trzy strony wydruku. Jednocześnie bezustannie rośnie liczba studentów i osób z wyższym wykształceniem, frekwencja wyborcza szoruje po dnie. Świetnie ma się teoria o zamachu smoleńskim, rośnie wiarygodność wróżek jako objaśniania świata, a nawet tam i ówdzie utrzymuje się podgląd o nieistnieniu Holokaustu. Do zobaczenia na Facebooku.

Wyniki badań czytelnictwa:
http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/63-proc-polakow-nie-przeczytalo-w-ubieglym-roku-ani-jednej-ksiazki

Źródło cytatu: 
http://jagiellonski24.pl/2017/04/24/pokolenie-tldr/

O amerykańskiej klasie średniej:
http://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/1034037,kto-zabral-majatek-amerykanskiej-klasie-sredniej-smutny-felieton-o-straconych-zludzeniach.html 

Złoto, purpura, bursztyn, wszystkie kolory Amber Gold, aktualizacja: 16.01.2016

Prawo i Sprawiedliwość zamierza ponoć powołać komisję śledczą w sprawie Amber Gold. Zobacz, jak dzięki nazwie i kolorom logo ludzie dali się omamić.

 

Amber Gold. “Amber” czyli bursztyn. Każdy, kto był nad Bałtykiem, widział sklepy i stoiska z bursztynem, naszyjnikikami i bransoletkami. Kogo nie zachwyca pomarańczowo-miodowo-brązowa barwa tej żywicznej skamieliny? Same pozytywne skojarzenia.

Gold. Złoto. Bo co innego? Srebro? Zbyt pospolite. Miedź? Zbyt elitarna i bardziej niż do masowych lokat, pasuje – przynajmniej skojarzeniowo – do instalacji elektrycznych i hydrauliki. Kawa? Do parzenia, kupienia w markecie – jak najbardziej, ale z lokatą jej nie po drodze.

Co innego złoto. Człowiek znał złoto wcześniej niż inne metale, srebro i miedź. Świadczą o tym znaleziska sprzed 4000 lat p.n. e. z Egiptu, Babilonu. Złoto swoje znaczenie i wartość zawdzięcza wyjątkowym, unikalnym zaletom: jest odporne na korozję, nie zmienia wyglądu ani na powietrzu, ani w innym środowisku, nie ulega działaniu kwasów, za wyjątkiem wody królewskiej i kwasu selenowego. Kolejne zalety złota to jego piękna barwa, połysk i rzadkość występowania. Obok renu jest ono najrzadszym metalem, a pod względem rozpowszechnienia zajmuje wśród pierwiastków dopiero 78 miejsce. Właśnie odporność na korozję, rzadkość i piękno stanowi o atrakcyjności złota jako lokaty kapitału.

Purpura. Barwnik zwarty w liściach indygowca zwany indygiem zrobił światową karierę. Był od czasów starożytnych stosowany do trwałych, pięknych, niebieskich wybarwień. Niewielka zmiana budowy cząsteczki indyga daje barwnik o zabarwieniu purpurowym, który zrobił wielką furorę w antyku. Nad Morzem Śródziemnym żyją ślimaki Murex brandaris i Murex trunculus, wydzielające z gruczołu oddechowego śluz, który pod działaniem światła zmienia się w purpurowy barwnik. Do otrzymania jednego purpury trzeba poddać obróbce 12 tysięcy ślimaków. Aby wybarwić kilogram tkaniny, trzeba 350 tysięcy ślimaków. Purpura. Oto barwnik, elita elit. Za czasów rzymskich prawo do noszenia purpurowych szat przysługiwało jedynie cesarzowi, w kościele  katolickim – kardynałom (stąd “purpuraci”), a na dworze królewskim – jedynie królowi. Magia purpury, dziś syntetyzowanej chemicznie, przetrwała do dziś.

Złoto, rozpalające hiszpańskich konkwistadorów i poszukiwaczy złota. Purpura, kolor powagi, dostojeństwa i władzy. I oddziały Amber Gold, prezentujące się jak najbardziej nobliwego banku.
Pod wpływem emocji, sprawnego marketingu rozsądek odpłynął. Jak pieniądze.

Oddział Amber Gold w Szczecinie, źródło: gazeta.pl

 

Reklama Vizira, czyli czyste pranie, czysta dusza

Pranie w proszku Vizir to najlepsze, co może cię w życiu spotkać, Nie dość że woda w powszechnym, często podświadomym, znaczeniu zmywa wszelkie brudy, to jeszcze końcowym efektem prania jest “biel jeszcze bielsza”. Biel to symbol czystości, niewinności, cnót. Nie pierzesz w Vizirze, czuj się winny, bo brudne są nie tylko twoje ubrania, ale może myśli i czyny.

“Biel jeszcze bielsza” jest celowo użytym błędem logiczno-językowym, pleonazmem, który ma służyć pokazaniu, że biel Vizira nie jest jakąś tam zwykłą, popularną, ale wyjątkową, pełną zalet. Biel Vizir jest też “śnieżnobiała”, nie zaś “tylko biała”

Wywołanie poczucia winy, zakłopotanie u tych, którzy Vizira nie używają, jest znakomitym środkiem perswazji. Pozornie chodzi tylko o sprzedaż, ugruntowanie nawyków higienicznych, ale cel pozostaje dalekosiężny. Chodzi o wywoływanie poczucia winy w kobietach, które najczęściej decydują o wyborze proszku do prania. Jeśli twoja biel jest “mniej biała” niż u innych, to nie jesteś na poziomie. Nie mieścisz się w nurcie społecznym, zalatujesz bielą, która bielsza nie jest. Czystość jest kategorią ducha. Kto cuchnie, na pewno ma nieczyste sumienie. Brudny jadący z tobą autobusem na pewno jest złym człowiekiem. Prawda?
Idę o zakład, że większość kobiet zapytana o najlepszy proszek wskaże Vizir.

Wywoływanie poczucia winy jest mechanizmem, który może wpływać na życie cywilizacji, społeczeństw oraz poszczególnych ludzi. Zaczęło się od Adama i Ewy. Ewa podkuszona przez węża zerwała i skosztowała jabłko z Drzewa Poznania Dobra i Zła, a Bóg ją ukarał: “Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”. Dostało się też mężczyźnie: “W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz”.
Wszystko jasne. Pracujesz, cierpisz biedę i choroby, bo Ewa ugryzła jabłko. Ten mit pobrzmiewa też w wierzeniach sumeryjskich i babilońskich. Stąd był już tylko krok do przekonania, że winy te trzeba zmazać, odpokutować, ponieważ są przyczyną przydarzających się niepowodzeń i przeciwności losu, zsyłanych przez rozgniewanego Boga (bogów).
Grzechu pierworodnego jednak nie zmyjesz, bo zrobił to za ciebie Jezus Chrystus (znów poczucie winy, bo On cierpiał i umarł na krzyżu). Aby moc Jezusowego czynu dosięgnęła i ciebie, potrzebny był chrzest, czyli… obmycie wodą. Oddajesz dług Chrystusowi.

Obmywanie wodą ma potężny wpływ na naszą świadomość, co potwierdziły badania przeprowadzone przez Chen-Bo Zhonga na Uniwersity of Toronto i Katie Liljen-quist na Nothwestern University. Podczas eksperymentu poproszono uczestników,  aby przypomnieli sobie jakiś grzech z przeszłości, coś co było prawdziwie nieetycznym postępkiem. Następnie połowie badanych dano możliwość umycia rąk, a dalej wszystkich badanych poproszono o wzięcie udziału w kolejnych testach – miała to być koleżeńska przysługa dla zdesperowanego studenta piszącego pracę. Ci, którzy rąk nie umyli, w siedemdziesięciu czterech procentach wyrazili gotowość pomocy; pozostali – w czterdziestu jeden procentach. Jedna z grup nieświadomie zmyła swoje grzechy i czuła mniejszą potrzebę ich odpokutowania.

Większość kultur używa opozycji czystość – brud do opisania zarówno psychicznych, jak i fizycznych stanów. Mycie i obmywanie pojawia się w wielu kulturach, religijnych rytuałach i metaforach czyste intencje, brudne myśli, szumowiny.

W naszych podświadomych przekonaniach tkwi cała siła perswazji reklam proszków do prania. Wsypujesz do pralki proszek, przystępujesz do aktu oczyszczania. Czy wyjmując wyprane ciuchy z pralki nie towarzyszy ci uczucie lekkości na duszy?
Dręczy Cię sumienie z jakiegoś powodu? Zrób pranie. A najlepiej umyj ręce.

Sposób na skuteczne pozycjonowanie

Google jasno informuje, że kluczowym czynnikiem decydującym o wysokiej pozycji w wyszukiwarce jest użyteczność strony dla internautów. Potwierdzają to analizy firmy Searchmetrics.

Kolejne miejsca zajmują prawidłowo zbudowana i zoptymalizowana strona oraz wartościowe linki prowadzące do serwisu.

Nawet jeśli zadbamy o wysokiej jakości linki oraz skrupulatnie ułożoną stronę, wysiłek może być niewystarczający dla zajęcia wysokiego miejsca w Google. Jego roboty odkryją, że witryna jest szybko porzucana przez internautów, więc nieciekawa, nudna, nie dająca oczekiwanych informacji.

Badając jakość strony dla użytkowników Google bierze pod uwagę między innymi:

Współczynnik odrzuceń

Definicja Google: to odsetek sesji, podczas których użytkownik widzi tylko jedną stronę i opuszcza witrynę bez wchodzenia w interakcję z nią.
Współczynnik odrzuceń zależy od wielu czynników. Użytkownicy mogą np. opuszczać witrynę na stronie wejściowej z powodu problemów z projektem witryny lub z jej obsługą. Mogą także opuszczać witrynę po wyświetleniu jednej strony, jeśli znaleźli na niej potrzebne informacje i nie są zainteresowani odwiedzaniem kolejnych stron.
 Można dodać: nie znaleźli potrzebnych informacji i opuszczają witrynę, bo twórca strony nie zachęcił do przeglądania kolejnych podstron.
Tworzysz słabo zoptymalizowaną witrynę o niskiej jakości? Nie oczekuj, że znajdziesz się w pierwszej 10. Google.
Przykład: klient sprzedaje meble przez internet. Statystyki pokazywały, że strony sklepu z dodatkami w stylu art deco są zarówno poszukiwane, jak i odwiedzane przez zainteresowane tym stylem osoby. I tyle. Bo współczynnik odrzuceń oscylował wokół 80 procent. Internauci tak szybko opuszczali sklep, jak się w nim znaleźli. Powody: słaba jakość zdjęć, jednozdaniowe opisy przy stosunkowo kosztownych produktach, brak dodatkowych zdjęć ze szczegółami produktów.

Kilkumiesięczna praca nad opisami, optymalizacją SEO, nowymi zdjęciami zaowocowała spadkiem współczynnika odrzuceń z ponad 80 do 55 procent oraz wzrostem liczby zamówień.

Czas spędzony na stronie

Im więcej czasu użytkownicy spędzają w twojej witrynie, tym większe ma ona szanse na wysokie pozycje w wyszukiwarce Google. Roboty otrzymują sygnał, że serwis, sklep, portal absorbuje uwagę czytelników.
Przykład: jeśli prowadzisz sklep internetowy, zadbaj o wyraźne, dobrze wykadrowane zdjęcia; opisy, które odpowiedzą klientom na pytania, jakie zadaliby obsłudze w sklepie stacjonarnym. Załóż wewnętrzny blog z poradami, ciekawostkami.

Współczynnik CTR

Określa stosunek kliknięć wyniku wyszukiwania do liczby jego wyświetleń. Wysoki współczynnik CTR świadczy, że strona prawdopodobnie znalazła się wysoko w wynikach, może pochwalić się zajmującą treścią.
Problem zaczyna się, gdy narzędzie analityczne np. Google Narzędzia dla Webmasterów podpowiada, że internauci często wpisują do wyszukiwania określoną frazę, jedna z naszych podstron pojawia się w wynikach, ale ląduje na odległych pozycjach. Stąd przypuszczalnie CTR jest niski.

Przykład: przyjrzyj się twojej stronie, która pojawia się w wynikach wyszukiwania jako efekt zapytań internautów. Jeśli obserwujesz w Google Narzędziach dla Webmasterów rosnące nią zainteresowanie, postaraj się, by znalazła się przynajmniej w TOP 10. Popraw jakość zdjęć, opisów, zadbaj o linkowanie z tematycznie powiązanych serwisów, zaistniej z tematem na Facebooku, Twitterze, a jeśli dysponujesz ciekawymi obrazami – także na Pintereście.

Polskie lato to pora deszczowa

Statystycznie rzecz ujmując, polskie lato jest właściwie „porą deszczową”. Wedle danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMiGW) latem pada więcej niż zimą. Wydaje się, że jest odwrotnie. Jednak latem opady są krótsze i bardziej gwałtowne, a woda szybko odparowuje, stąd wrażenie „suszy”. Ogród nie zdąży zaabsorbować potrzebnej mu wody deszczowej.

Dlatego właściciele ogrodów coraz częściej decydują się na zakup naziemnych lub podziemnych zbiorników na deszczówkę, dzięki którym można wykorzystywać wodę nie tylko do podlewania ogrodu w okresie bez deszczu, ale także do celów gospodarczych, na przykład do WC lub pralek. Woda deszczowa jest miękka, pozbawiona minerałów, dlatego doskonale się pieni i nie trzeba do niej dodawać środków typu Calgon. Przez wykorzystanie wody deszczowej do wspomnianych celów można by zaoszczędzić nawet 50% wody pitnej, co ma znaczenie szczególnie wtedy, gdy pochodzi ona z sieci wodociągowej, a rachunki są coraz wyższe.

Suche centrum, deszczowe góry, wyżyny i pogórza

Źródło: IMiGW

Największe opady występują na wzniesieniach eksponowanych w stosunku do wiatrów północno- zachodnich, zachodnich i południowo- zachodnich (Pojezierze Mazurskie i Pomorskie 600 – 800 mm średnio rocznie, Karpaty i Sudety 800 – 1500mm). Najmniejsze opady poniżej 500mm rocznie rejestruje się na Kujawach, w Wielkopolsce, Nizinie Mazowieckiej. Poza tym większa część nizin ma opady w granicach od 500 do 600mm.
Na grzbietach Sudetów i Karpat opady przekraczają na ogół 800mm, a w wyższych partiach 1000mm. Najwyższe sumy opadów notuje się w Beskidzie Śląskim i Żywieckim (ponad 1200mm), a przede wszystkim w Tatrach, gdzie dochodzą one do 1800mm.

Najsuchszym obszarem Polski ( poniżej 500 mm rocznych opadów) jest środkowa część kraju, obejmująca tereny pomiędzy Poznaniem, Lesznem, Łodzią, Warszawą i Toruniem. Najmniejsze sumy miesięcznych opadów przypadają w Polsce na miesiące zimowe – styczeń i luty, największe na letnie – czerwiec, lipiec i sierpień. Nie oznacza to jednak, że lato jest w Polsce porą roku najbardziej dżdżystą. Na równinach środkowej Polski obfitość opadów letnich spowodowana jest nie tyle częstością, ile raczej większym ich natężeniem, chociaż bywają – jak to w ostatnich latach można zaobserwować – lata słotne, gdy opady są częste i duże.