Minister edukacji Przemysław Czarnek

21.10.2020

Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek w Jedynce Polskiego Radia: – Szkoła z wizją, z przyszłością, szkoła, która uczy rzeczy najważniejszych w sposób systemowy, nie przeładowuje materiału, który przekazuje, uczy, skąd jesteśmy, skąd pochodzimy i dzięki komu żyjemy w wolnym kraju.

Minister edukacji był pytany o zwolnienie dyrektor odpowiedzialnej za przygotowanie podstaw programowych. – Bardzo dziękuję pani dyrektor za dotychczasową pracę, a nowy rzut oka na to wszystko na pewno się przyda – zaznaczył Przemysław Czarnek.

– Potrzeba absolutnie pilnego przeglądu podręczników, zwłaszcza języka polskiego, historii, WOS-u – podkreślił minister.

Źródło: Polskie Radio

Nowy minister edukacji Przemysław Czarnek powiedział, że podstawy programowe, szczególnie z polskiego, WOS-u i historii, wymagają zmian. Podał przykład ostatniego Żołnierza Wyklętego, Józefa Franczaka, ps. “Laluś, o którym polscy uczniowie niewiele wiedzą. Minister uznał ową niewiedzę za poważne niedopatrzenie. Gdy inne kraje budują swoją potęgę, my bajamy, układamy baśnie, kołyszemy się w romantycznej mgle i śnimy o potędze. Minister Czarnek chyba wygra konkurs na mojego ulubionego ministra bajkopisarza. Ale z realną władzą.

20.10.2020

Nowy minister edukacji Przemysław Czarnek zaczął wczoraj urzędowanie.W pierwszym dniu pracy:- złożył kwiaty pod tablicą- wziął udział we mszy świętej – zwolnił Alinę Sarnecką, dyrektor odpowiedzialną za treści w podręcznikach, bo – donosi portal wPolityce.pl – były w nich “treści lewackie oraz te, które kojarzone są z ideologią LGBT”. Kojarzy mi się, że mogę być spokojny o poziom edukacji dzieci.

Jeśli zajmę się tym sam.

bum bum maszerują lekarze ochotnicy z respiratorami pod pachą.

Organizacja szpitala polowego na stadionie Narodowym dobrze podsumowuje działania rządu w walce z pandemią. Po co robić szpital w jednej z parterowych, z dobrym dojściem i dojazdem, opustoszałych teraz hal targowych? Lepiej odstawić błazenadę. Najpierw personel, sprzęt i karetka z chorym musi wjechać przez ogrodzenie, potem na górę, potem windami i korytarzami do którejś sali i pomieszczenia. Rząd koniecznie musi pokazać, że na stadionie Narodowym cały naród walczy z zarazą.

Kto wygra na Narodowym? Czy biało-czerwoną zastąpi flaga z czerwonym krzyżem?

Fanfaronada, bum bum maszerują lekarze ochotnicy z respiratorami pod pachą.

Nie każdy ksiądz to pedofil, inni mają kobiety

Nie każdy ksiądz jest pedofilem, niektórzy prowadzą udane życie seksualne u boku kobiet, z którymi mają dzieci. Uwaga ma przekłuć pełen pompatyczności balon debaty publicznej. Roi się w niej od słów “przerażający”, “wstrząsający”, “szokujący”, a dotyczą filmu Tomasza Sekielskiego “Tylko nie mów nikomu”.  Film traktuje o pedofilii wśród kleru. Opowiada o nas.

 

W Polsce jest ok 30 tysięcy księży i 36 tysięcy stomatologów. Nikt nie mówi o zboczeniach seksualnych wśród dentystów. Dlaczego?

 

Nie obowiązuje ich celibat. W Kościele katolickim trwa, bo to się tej instytucji opłaca. Chyba nie muszę pisać dlaczego? Czy film Tomasza Sekielskiego. “Tylko nie mów nikomu” doprowadzi do wyroków za już dokonane czyny pedofilne oraz czy zmusi Kościół do wypłaty odszkodowań? Możliwe. W Stanach Zjednoczonych Kościół katolicki od 1994 roku wydał 1,4 mld dolarów na odszkodowania w ramach zadośćuczynienia ofiarom pedofilii.

Czy Kościół wypracuje procedury zniechęcające do zachowań dewiacyjnych? Jak w przyszłości będzie reagował na pedofilię w swoich szeregach? To już zależy od papieża Franciszka. Czy wyśle na przymusową emeryturę w odosobnieniu o “chlebie i wodzie” kilku polskich biskupów, którym zarzuca się krycie podwładnych skazanych za pedofilię?

 

Raport fundacji “Nie lękajcie się” wymienia 22 biskupów zaangażowanych w krycie pedofilów.

 

Lekarze stomatolodzy w ramach Naczelnej Izby Lekarskiej nie mają Lichenia, radia “Maryja”, ani rzeczywistych wpływów w większości polskich gmin. Dochodzimy do sedna. To my Polacy, wierzący, ateiści, zachowujemy się wobec pedofilii w Kościele jak dziecko skrzywdzone przez opiekuna, ojca. Spodziewaliśmy się miłości i opieki, ale nie o tego typu troskę nam chodziło. Dosłownie i w przenośni.

Upoważniliśmy Kościół, szczególnie za pontyfikatu Jana Pawła II, do przewodnictwa patriotycznego, moralnego, duchowego. Jego ludzi wpuściliśmy do szkół i na uroczystości państwowe, a teraz jesteśmy zdziwieni, że przewodnik wyposażony we wszystkie przywileje, nie obciążony obowiązkami – wymknął się spod kontroli.

 

W Kobyłce koło Warszawy ksiądz zmuszał do seksu upośledzoną umysłowo 13-latkę. Część parafian stworzyła grupę modlitewną w intencji księdza. Czy problem pedofilii to na pewno tylko problem kapłanów i biskupów?

 

Wspomniana fundacja podaje, że za pedofilię skazano 63 księży.  Nawet jeśli skazanych powinno być trzy razy więcej duchownych, to pewnie i tak byłoby ich mniej niż murarzy, ślusarzy i rolników,  spośród których pochodzi najwięcej sprawców tego typu przestępstw.  Nikt przecież nie domaga się zaprzestania budowy domów i zaorania upraw.

Krótką rozprawę między trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem” Mikołaja Reja wydano w 1543 roku.

Tak, ważny jest nasz udział w wyborach.

I leczenie zębów.

 

 

 

Fot.: Kadr z filmu “Imię róży”, na zdjęciu: Christian Slater, Valentina Vargas

Zegrze

Lipcowe słońce wiszące w południe wysoko nad Jeziorem Zegrzyńskim przygrzewało w plecy. Piasek na plaży w Ryni tak parzył w stopy, że bez klapek nie sposób było chodzić. Wokół fruwały natrętne osy, szukając w piachu resztek lodów, lizaków, mentosów, żeby tylko nabrać cukru, którym wykarmią larwy. 

Ich brzęczący pijany irytująco wgryzł się w mózg, który uczony doświadczeniem tysięcy lat ewolucji wiedział, że osa to szatański pomiot. Bóg na pewno nie stworzył tych owadów, a jeśli już to przez pomyłkę. Noszenie klapek w tych warunkach stało się równie ważne jak oddychanie, picie i jedzenie. Nikt nie chce podzielić losu Ewy Sałackiej i wielu mniej znanych ludzi.

Siedziałaś naprzeciwko mnie. Krótkie blond włosy założyłaś za ucho, na twarz wyskoczyły jasne piegi, jak zwykle latem. Miałaś na sobie dwuczęściowy pomarańczowy kostium, pachnący owocami z Andaluzji.  Przykusy stanik ledwie zakrywał obfite piersi; wylewały się z niego jak kiście winogron z przepełnionego wiklinowego koszyka. Poczułem ukłucie, ucisk w podbrzuszu. Nie dałem po sobie poznać:

– Wczoraj Legia wymęczyła zwycięstwo nad tymi Słowakami – widziałaś?

– Jak mogłam nie widzieć? Nie dałeś mi oglądać TLC – zrobiłaś obrażoną minę o nazwie foch numer dziewięćdziesiąt sześć, uśmiechając się zielonymi oczami, w których Twoja mama widzi – i słusznie – kurwiki.

“Och Ty! Doskonale wiesz, jakie reakcje powodujesz swoim za małym stanikiem, pod którym prężą się nabrzmiałe brodawki, naprężone w podnieceniu” – pomyślałem.

– Musisz tak cyckami epatować – zapytałem obrażony.  – Zaraz się tu cała Rynia zleci.

– Zazdrosny?

– No, chyba sobie kpisz.

Zapadła cisza. Po jeziorze dostojnie sunęły żaglówki. Faceci na śmigaczach lub śmiesznych bananach imponowali brawurą szczupłym partnerkom zostawionym na brzegu. Te szczerze udawały zainteresowanie, ale gdy dzielni mężczyźni – wilki Zegrza – odpływali dalej, zanurzały spojrzenia w smartfony, sprawdzając na Facebooku gdzie bawią przyjaciółki: Grecja, Włochy, a może Costa Brava. Te najładniejsze i najsprytniejsze smażą się na Dominikanie. Opalona na heban Anka dzierżącą w dłoni najnowszego Sony (Piotrek wziął abonament na siebie) też marzyła o poznaniu romantycznego mężczyzny z BMW ze skórzanymi fotelami. Nie, na miłość boską, tylko nie piętnastoletnie auto. Miała takiego faceta. Zamiast zabierać ją na wycieczki, cały czas coś dłubał na podwórku przy tym gruchocie.

Teraz Anka jest z Piotrkiem. Ale skąd Kaśka wyniuchała tego Roberta. Zabrał ją pod palmy, a ona tu gnije nad zielonym od wodorostów Zegrzem. Piotr podpłynął blisko boi odgraniczających plażę od reszty jeziora. Pomachał Ance. Też mu machnęła uśmiechając się szeroko z goryczą, której smak palący jak piołun tylko ona znała. 

Przy brzegu pełnym ślimaków kąpały się dzieci. Ich ojcowie na brzegu popijali Żubra, pasąc brzuchy większe niż piersi ich żon. Marzyli o stojących obok dwudziestolatkach. Żony o grubych udach i brzuchach na trzy opony licząc obwisłe piersi przeklinały te małolaty w żywy kamień, smęcąc pod nosem: – Może sobie pomarzyć stary dureń. I tak do niej nie zagada, póki tu jestem. Zresztą, nawet jakby mnie tu nie było. Na starą fabię ją poderwie? Mężowie nie tyle zdawali sobie sprawę z myśli żon, ile z własnych ograniczeń, które topili w kolejnej puszcze Żubra lub Tyskiego. 

Usiadłaś przodem do mnie, krzyżując nogi w kostkach. Czułem na Twoich ramionach zapach migdałowego kremu, którym kazałaś się wysmarować.

– Zamówiłam film “Moulin Rouge”, to już tydzień i go nie ma.

– Jak mieli przesłać?

– Poleconym inpostu.

– Nie dziwię się. InPost wycofuje się z listów. Chyba za wcześnie pozwalniał listonoszy.

– Ale ty nudzisz.

Po czym niedbałym niby przypadkowym ruchem odsłoniłaś majteczki ukazując, oczywiście nie mi, swój kwiat o pełnych różowych płatkach. 

– Nie, tego już za wiele. Przypominam ci, kochanie, że jesteśmy na plaży publicznej – powiedziałem maksymalnie spokojnym głosem, a oczy zaszkliły mi się podnieceniem.

– Ale o co Ci chodzi, ręka mi się zaczepiła o majtki – odparłaś kokieteryjnie, a za stanikiem nabrzmiały ci sutki.

W barze, gdzie plaża łączyła się z sosnowym lasem panowie odbierali kubki  z piwem, kupowali pizzę. Dzieci naciągały ojców na lody Kaktus i Magnum przynajmniej dwa razy droższe niż w sklepie.

Ktoś obok słuchał Jedynki:

“Jako Kościół jesteśmy powołani, by to zawsze czynić: słuchać, angażować się i stawać się bliskimi, dzieląc radości i trudy ludzi, aby Ewangelia była postrzegana bardziej konsekwentnie i przynosiła większe owoce: przez pozytywne promieniowanie, poprzez przejrzystość życia – podkreślił papież na mszy świętej w Częstochowie” – mówiło radio sprawozdając  mszę z Częstochowy.

Zachęcony słowami papieża Franciszka o pozytywnym promieniowaniu  odchyliłem ci majtki, udając przy tym, że bacznie rozglądam się na boki, czy nikt niepowołany nie patrzy. Duże płatki twojego kwiatu przypominały zwilżone płatki dzikiej róży w porannej rosie. Delikatnie dotknąłem.

– Gdzie mi tu z łapami. Podobno na plaży publicznej jesteś – krzyknęłaś z oburzeniem.

– Nie to nie, żeby potem nie było, że tak.

Położyłem się na brzuchu, bo kąpielówki z przodu zamieniły się w stożek. Ty wypięłaś do góry kuperek. Leżałem po twojej prawej stronie. Piersi, kiście winogron, opierały się o koc. Odchyliłem pomarańczowy stanik. Dotknąłem sutek:

– Zaraz, halo, co jest?

– O co Ci chodzi?

W erotycznym przekomarzaniu się przypominającym zabawy małych niedźwiedzi dobrnęliśmy do popołudnia. Wspaniałomyślnie zgodziłaś się kierować naszym starym daewoo tico, żebym jak inni stateczni mężowie utopił podniecenie w Żubrze. Jeden nie pokonał kosmatych myśli, dwa – na chwilę je zamroczyły.

Zebraliśmy się z plaży około czternastej. Po drodze do domu dowiedzieliśmy się, że w lasach nie tylko można zbierać grzyby, a w domu – że pralka doskonale służy nie tylko do prania. 

– Wylewasz tego więcej niż Indesit po płukaniu – powiedziałaś z wyuzdanym wyrzutem.

Ze snu po piwie i gorączkowym spleceniu ciał obudził nas głos twojej mamy w telefonie:

– Załatwiliście już te sprawy? Mieliście być o 15. A jest 18! Zapomnieliście, ze macie dziecko?!

– Mamo, trochę nam się zeszło, bo pralka się popsuła.

Lepiej niech mamusia nie wie, że seks dobrze smakuje po dwóch piwach, a sen po takim zestawie otula jak noworodka.

Jutro znów nad Zegrze. Z synkiem.

Facebook, czyli Światowa Zjednoczona Korporacja Internetowa [afera Cambridge Analytica]

Z Facebooka powędrowały do firmy Cambridge Analytica, być może zupełnie legalnie, dane 50 milionów użytkowników serwisu, co mogło mieć wpływ na zwycięstwo Donalda Trumpa, decyzję o Brexicie oraz wygraną Andrzeja Dudy w Polsce. Na wierzch internetowych komentarzy wybija hipokryzja, bo wychodzi na to, że mocno sprecyzowane reklamy mogą nam serwować producenci samochodów, zegarków i majonezu, ale już nie politycy i ich sztaby. Brakuje konstatacji, że demokratyczne wybory parlamentarne czy prezydenckie nie opierają się dziś na racjonalnym ważeniu argumentów, ale są niemal w pełni sterowalną kampanią reklamową, która ma zapewnić władzę.

 

Nie ma najmniejszej przesady w twierdzeniu, iż każda kampania polityczna w Stanach Zjednoczonych jest bitwą złudzeń. Kandydaci dysponujący większymi pieniędzmi, pozwalającymi na budowanie skutecznych strategii informacyjnych, mają większe szanse na zwycięstwo. Ktoś, kto nie potrafi swojej “iluzji prawdy” powtórzyć głośno  dostatecznie wiele razy, przebijając w tym oponentów i przyciągając do siebie część ich elektoratu, przegrywa. (…) W każdym roku wyborczym boję się zalewu politycznej propagandy. Robię wszystko, by jej nie oglądać, i wyczekuję chwili gdy się skończy. Zwracam uwagę na tylko jeden aspekt zjawiska: czy najczęściej powtarzane przesłania stają się decydującymi czynnikami wyborów. Niemal zawsze tak się dzieje. Czy zatem ma jakiekolwiek znaczenie prawdziwość tego, co jedni kandydaci mówią o innych – pisze David Disalvo w “Mózgu na manowcach” (Carta Blanca, Warszawa 2013). Autor podsumowuje ze smutkiem, że wystarcza zwykle, żeby ileś razy coś powtórzono. Do sukcesu nie potrzeba nawet nadmiernej świadomości i skupienia odbiorców. W tym kontekście Facebook jest idealnym miejscem do prowadzenia kampanii wyborczej, bo są tu “wszyscy”.

Mark Zuckerberg stwierdził po upublicznieniu współpracy i działań Cambridge Analytica, że jeśli Facebook nie zapewni ochrony prywatności użytkownikom serwisu, jego firma „nie zasługuje, aby służyć ludziom”. Szef portalu postanowił wpisać się w konwencję większości przekazów Facebooka i posłać ludziom “misia z serduszkiem”. Robi maślane oczy jak uczeń, który dostał w szkole dwóję i wyjaśnia rodzicom, że nauczycielka się na niego uwzięła, a kolega przeszkadzał w pisaniu klasówki. – W ostatnich dniach zarząd firmy pracował, aby zrozumieć, co dokładnie się stało i co możemy zrobić, aby nigdy się to nie powtórzyło – wyjaśniał Zuckerberg. Te słowa tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że wiedział, rozumiał i akceptował.

W API (interfejs programistyczny aplikacji), który Facebook udostępniał firmom, istniała opcja, która pozwalała na zbieranie danych nie tylko na temat osób, które biorą udział w ankiecie, czy używają aplikacji. API umożliwiało też pobieranie danych dotyczących znajomych badanej osoby. Stąd 270 tys. osób, które brały udział w ankiecie Cambridge Analytica pozwoliły na zebranie informacji o 50 milionach użytkownikach Facebooka. Dane przetworzone dzięki analizie Big Data, według założeń opracowanych przez polskiego eksperta Michala Kosinskiego, pozwoliły z niewinnych polubień i komentarzy wysnuć wnioski na temat cech użytkowników oraz sposobu, w jaki budować przekaz, by oddali głos na produkt – kandydata w kampanii prezydenckiej.

Ci, którzy oczekiwali, że media społecznościowe stworzą nowy, lepszy świat muszą się czuć zawiedzeni. Ułatwiają zawieranie znajomości, docieranie do informacji. Ale czy my, ludzie, wywodzący się genetycznie z plemiennych osad, potrzebujemy wiedzieć, co dzieje się u 50 naszych znajomych, kogo zabili w USA w stanie Kentucky i czy to prawda, że Marta Kaczyńska nie może wziąć kolejnego ślubu kościelnego?

Rejestrując konto na Facebooku, “akceptujesz regulamin”. Pozwala on na zbieranie o tobie około setki różnych informacji. Pomnożenie tych danych razy kilka milionów różnych użytkowników tworzy wyraźny profil społeczny i umożliwia docieranie z mocno sprecyzowanymi przekazami. Jak Ci się nie podoba, co najwyżej możesz usunąć konto.
Ale to wie nawet początkujący adept sztuki kampanii reklamowych na Facebooku, więc o co ta afera?

Przy liczbie użytkowników oraz wpływie, jaki Facebook posiada, można pokusić się o stwierdzenie, że stał się hybrydą o nazwie prasa, sąd, oskarżony, prokurator. Nowoczesną partią totalitarną, decydującą o słuszności naszych poglądów, które sama dostarcza.

Przy rozumieniu powyższego jednak rozczarowują mnie komentarze dotyczące tej sprawy przetaczające się przez internet. Dziennikarze sami potwierdzają w nim wszechwładność Facebooka, jakby poza nim świat nie istniał, jakby ludzie nie mieli dostępu do różnych tytułów prasowych, kanałów telewizyjnych, książek i tylko algorytm Facebooka i reklamodawców (w tym politycznych) podsuwał im treści, z  którymi mogą się utożsamiać.

Ludzie, którzy świadomie używają nowoczesnych technologii, zdają sobie sprawę, że non stop przekazują do sieci jakieś dane, które są zapisywane i będą używane w przyszłości np. do wybrania treści, którą następnego dnia zobaczy pan na Facebooku czy Twitterze. To, z czego wielu nie zdaje sobie sprawy, to to, że taka informacja może zostać przekształcona przez odpowiednie algorytmy w bardzo intymny profil ich własnej osoby, zawierający zarówno charakterystyki takie jak wiek, kolor skóry czy płeć, czy edukacja i rodzaj kariery, ale także dane psychologiczne: zaczynając od emocji, poprzez poglądy i postawy, a kończąc na inteligencji i osobowości. Ten opis może sięgnąć nawet głębiej – do problemów psychicznych. Algorytm łatwo wykryje, czy ma pan depresję.
Michal Kosinski, analityk, który dla Cambridge Analytica opracował algorytm dla danych z Facebooka
Źródło: Next.gazeta.pl

 

Ułuda powszechnego Oświecenia, czyli 63 proc. Polaków nie przeczytało żadnej książki

63 procent Polaków nie przeczytało w zeszłym roku ani jednej książki, przetoczyły się przez Internet wyniki badań czytelnictwa w Polsce przeprowadzane przez  Bibliotekę Narodową . Komentarze biegły w kierunku, że to źle, grozi Polakom wtórny analfabetyzm, sypały się ostrzeżenia redaktorów.

Pobieżna obserwacja warszawiaków w komunikacji miejskiej potwierdza powyższe. Ludzie w większości scrollują na smartfonach i jeśli już na czymś zatrzymują wzrok, to zdjęcia. Ewentualnie mają białe słuchawki w uszach. Rośnie liczba melomanów. Druga grupa zadumana patrzy przez okno. Trzecia czyta książki. Prawie nikt nie czyta gazet.

Kapitalizm w modelu zachodnim a wraz z nim oświeceniowa idea powszechnej edukacji, która miała nieść ze sobą mądrość i pokój próchnieją na naszych oczach. Kapitalizm zjada swój własny ogon, giganci przejmują wielkich, więc na dobrą sprawę wyżywić nas może pięć, siedem koncernów spożywczych. Badania pokazują, że nawet amerykańska klasa średnia kruszeje. Coraz większy majątek koncentruje się w rękach coraz mniejszej grupy ludzi.
Postępująca cyfryzacja, która miała szerzyć wartościowe treści i wiedzę pod najbardziej zapadłe strzechy, przyniosła następujący skutek:

“Badania przeprowadzone przez Microsoft wykazały, że regularnie korzystający z Internetu potrafią utrzymać koncentracje o sekundę krócej niż złota rybka”.

Bez wstrząsów wracamy do pięknego wieku XIX i wcześniejszych. Wiedza, zdolność kształtowania i wdrażania w życie idei technicznych, humanistycznych, ideologicznych skupi się ponownie w zamkniętych uniwersyteckich bibliotekach. Dziś do niektórych uczelni dołączą wielkie koncerny internetowe oraz polityczno-ekonomiczne think tanki, rekrutujące tęgie umysły z uniwersytetów.  Można z pewną goryczą uznać, że Oświecenie jako idea dogorywa.

Internet cofa nas nawet do ery jaskiniowej, obrazkowej. Wracamy do epoki odruchów, braku hierarchii emocji. Dziś każde błahe wydarzenie urasta do rangi końca świata. Kwestia alimentów Kijowskiego, kota Kaczyńskiego, nieprzyjęcia orderu od Dudy przez konsula w Meksyku rozgrzewa do białości internetowe spory. Liczba fascynujących artykułów, jakie dziennie skrollujemy na Facebooku wynosi 10, 20 a może 100.  W jaki sposób poszerza to wiedzę? Nie koncentrujemy się na treści, więc nic nie zapamiętujemy.

W 2016 roku tylko 46 procent Polaków przeczytało tekst dłuższy niż trzy strony wydruku. Jednocześnie bezustannie rośnie liczba studentów i osób z wyższym wykształceniem, frekwencja wyborcza szoruje po dnie. Świetnie ma się teoria o zamachu smoleńskim, rośnie wiarygodność wróżek jako objaśniania świata, a nawet tam i ówdzie utrzymuje się podgląd o nieistnieniu Holokaustu. Do zobaczenia na Facebooku.

Wyniki badań czytelnictwa:
http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/63-proc-polakow-nie-przeczytalo-w-ubieglym-roku-ani-jednej-ksiazki

Źródło cytatu: 
http://jagiellonski24.pl/2017/04/24/pokolenie-tldr/

O amerykańskiej klasie średniej:
http://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/1034037,kto-zabral-majatek-amerykanskiej-klasie-sredniej-smutny-felieton-o-straconych-zludzeniach.html 

Złoto, purpura, bursztyn, wszystkie kolory Amber Gold, aktualizacja: 16.01.2016

Prawo i Sprawiedliwość zamierza ponoć powołać komisję śledczą w sprawie Amber Gold. Zobacz, jak dzięki nazwie i kolorom logo ludzie dali się omamić.

 

Amber Gold. “Amber” czyli bursztyn. Każdy, kto był nad Bałtykiem, widział sklepy i stoiska z bursztynem, naszyjnikikami i bransoletkami. Kogo nie zachwyca pomarańczowo-miodowo-brązowa barwa tej żywicznej skamieliny? Same pozytywne skojarzenia.

Gold. Złoto. Bo co innego? Srebro? Zbyt pospolite. Miedź? Zbyt elitarna i bardziej niż do masowych lokat, pasuje – przynajmniej skojarzeniowo – do instalacji elektrycznych i hydrauliki. Kawa? Do parzenia, kupienia w markecie – jak najbardziej, ale z lokatą jej nie po drodze.

Co innego złoto. Człowiek znał złoto wcześniej niż inne metale, srebro i miedź. Świadczą o tym znaleziska sprzed 4000 lat p.n. e. z Egiptu, Babilonu. Złoto swoje znaczenie i wartość zawdzięcza wyjątkowym, unikalnym zaletom: jest odporne na korozję, nie zmienia wyglądu ani na powietrzu, ani w innym środowisku, nie ulega działaniu kwasów, za wyjątkiem wody królewskiej i kwasu selenowego. Kolejne zalety złota to jego piękna barwa, połysk i rzadkość występowania. Obok renu jest ono najrzadszym metalem, a pod względem rozpowszechnienia zajmuje wśród pierwiastków dopiero 78 miejsce. Właśnie odporność na korozję, rzadkość i piękno stanowi o atrakcyjności złota jako lokaty kapitału.

Purpura. Barwnik zwarty w liściach indygowca zwany indygiem zrobił światową karierę. Był od czasów starożytnych stosowany do trwałych, pięknych, niebieskich wybarwień. Niewielka zmiana budowy cząsteczki indyga daje barwnik o zabarwieniu purpurowym, który zrobił wielką furorę w antyku. Nad Morzem Śródziemnym żyją ślimaki Murex brandaris i Murex trunculus, wydzielające z gruczołu oddechowego śluz, który pod działaniem światła zmienia się w purpurowy barwnik. Do otrzymania jednego purpury trzeba poddać obróbce 12 tysięcy ślimaków. Aby wybarwić kilogram tkaniny, trzeba 350 tysięcy ślimaków. Purpura. Oto barwnik, elita elit. Za czasów rzymskich prawo do noszenia purpurowych szat przysługiwało jedynie cesarzowi, w kościele  katolickim – kardynałom (stąd “purpuraci”), a na dworze królewskim – jedynie królowi. Magia purpury, dziś syntetyzowanej chemicznie, przetrwała do dziś.

Złoto, rozpalające hiszpańskich konkwistadorów i poszukiwaczy złota. Purpura, kolor powagi, dostojeństwa i władzy. I oddziały Amber Gold, prezentujące się jak najbardziej nobliwego banku.
Pod wpływem emocji, sprawnego marketingu rozsądek odpłynął. Jak pieniądze.

Oddział Amber Gold w Szczecinie, źródło: gazeta.pl

 

Sposób na skuteczne pozycjonowanie

Google jasno informuje, że kluczowym czynnikiem decydującym o wysokiej pozycji w wyszukiwarce jest użyteczność strony dla internautów. Potwierdzają to analizy firmy Searchmetrics.

Kolejne miejsca zajmują prawidłowo zbudowana i zoptymalizowana strona oraz wartościowe linki prowadzące do serwisu.

Nawet jeśli zadbamy o wysokiej jakości linki oraz skrupulatnie ułożoną stronę, wysiłek może być niewystarczający dla zajęcia wysokiego miejsca w Google. Jego roboty odkryją, że witryna jest szybko porzucana przez internautów, więc nieciekawa, nudna, nie dająca oczekiwanych informacji.

Badając jakość strony dla użytkowników Google bierze pod uwagę między innymi:

Współczynnik odrzuceń

Definicja Google: to odsetek sesji, podczas których użytkownik widzi tylko jedną stronę i opuszcza witrynę bez wchodzenia w interakcję z nią.
Współczynnik odrzuceń zależy od wielu czynników. Użytkownicy mogą np. opuszczać witrynę na stronie wejściowej z powodu problemów z projektem witryny lub z jej obsługą. Mogą także opuszczać witrynę po wyświetleniu jednej strony, jeśli znaleźli na niej potrzebne informacje i nie są zainteresowani odwiedzaniem kolejnych stron.
 Można dodać: nie znaleźli potrzebnych informacji i opuszczają witrynę, bo twórca strony nie zachęcił do przeglądania kolejnych podstron.
Tworzysz słabo zoptymalizowaną witrynę o niskiej jakości? Nie oczekuj, że znajdziesz się w pierwszej 10. Google.
Przykład: klient sprzedaje meble przez internet. Statystyki pokazywały, że strony sklepu z dodatkami w stylu art deco są zarówno poszukiwane, jak i odwiedzane przez zainteresowane tym stylem osoby. I tyle. Bo współczynnik odrzuceń oscylował wokół 80 procent. Internauci tak szybko opuszczali sklep, jak się w nim znaleźli. Powody: słaba jakość zdjęć, jednozdaniowe opisy przy stosunkowo kosztownych produktach, brak dodatkowych zdjęć ze szczegółami produktów.

Kilkumiesięczna praca nad opisami, optymalizacją SEO, nowymi zdjęciami zaowocowała spadkiem współczynnika odrzuceń z ponad 80 do 55 procent oraz wzrostem liczby zamówień.

Czas spędzony na stronie

Im więcej czasu użytkownicy spędzają w twojej witrynie, tym większe ma ona szanse na wysokie pozycje w wyszukiwarce Google. Roboty otrzymują sygnał, że serwis, sklep, portal absorbuje uwagę czytelników.
Przykład: jeśli prowadzisz sklep internetowy, zadbaj o wyraźne, dobrze wykadrowane zdjęcia; opisy, które odpowiedzą klientom na pytania, jakie zadaliby obsłudze w sklepie stacjonarnym. Załóż wewnętrzny blog z poradami, ciekawostkami.

Współczynnik CTR

Określa stosunek kliknięć wyniku wyszukiwania do liczby jego wyświetleń. Wysoki współczynnik CTR świadczy, że strona prawdopodobnie znalazła się wysoko w wynikach, może pochwalić się zajmującą treścią.
Problem zaczyna się, gdy narzędzie analityczne np. Google Narzędzia dla Webmasterów podpowiada, że internauci często wpisują do wyszukiwania określoną frazę, jedna z naszych podstron pojawia się w wynikach, ale ląduje na odległych pozycjach. Stąd przypuszczalnie CTR jest niski.

Przykład: przyjrzyj się twojej stronie, która pojawia się w wynikach wyszukiwania jako efekt zapytań internautów. Jeśli obserwujesz w Google Narzędziach dla Webmasterów rosnące nią zainteresowanie, postaraj się, by znalazła się przynajmniej w TOP 10. Popraw jakość zdjęć, opisów, zadbaj o linkowanie z tematycznie powiązanych serwisów, zaistniej z tematem na Facebooku, Twitterze, a jeśli dysponujesz ciekawymi obrazami – także na Pintereście.

Polskie lato to pora deszczowa

Statystycznie rzecz ujmując, polskie lato jest właściwie „porą deszczową”. Wedle danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMiGW) latem pada więcej niż zimą. Wydaje się, że jest odwrotnie. Jednak latem opady są krótsze i bardziej gwałtowne, a woda szybko odparowuje, stąd wrażenie „suszy”. Ogród nie zdąży zaabsorbować potrzebnej mu wody deszczowej.

Dlatego właściciele ogrodów coraz częściej decydują się na zakup naziemnych lub podziemnych zbiorników na deszczówkę, dzięki którym można wykorzystywać wodę nie tylko do podlewania ogrodu w okresie bez deszczu, ale także do celów gospodarczych, na przykład do WC lub pralek. Woda deszczowa jest miękka, pozbawiona minerałów, dlatego doskonale się pieni i nie trzeba do niej dodawać środków typu Calgon. Przez wykorzystanie wody deszczowej do wspomnianych celów można by zaoszczędzić nawet 50% wody pitnej, co ma znaczenie szczególnie wtedy, gdy pochodzi ona z sieci wodociągowej, a rachunki są coraz wyższe.

Suche centrum, deszczowe góry, wyżyny i pogórza

Źródło: IMiGW

Największe opady występują na wzniesieniach eksponowanych w stosunku do wiatrów północno- zachodnich, zachodnich i południowo- zachodnich (Pojezierze Mazurskie i Pomorskie 600 – 800 mm średnio rocznie, Karpaty i Sudety 800 – 1500mm). Najmniejsze opady poniżej 500mm rocznie rejestruje się na Kujawach, w Wielkopolsce, Nizinie Mazowieckiej. Poza tym większa część nizin ma opady w granicach od 500 do 600mm.
Na grzbietach Sudetów i Karpat opady przekraczają na ogół 800mm, a w wyższych partiach 1000mm. Najwyższe sumy opadów notuje się w Beskidzie Śląskim i Żywieckim (ponad 1200mm), a przede wszystkim w Tatrach, gdzie dochodzą one do 1800mm.

Najsuchszym obszarem Polski ( poniżej 500 mm rocznych opadów) jest środkowa część kraju, obejmująca tereny pomiędzy Poznaniem, Lesznem, Łodzią, Warszawą i Toruniem. Najmniejsze sumy miesięcznych opadów przypadają w Polsce na miesiące zimowe – styczeń i luty, największe na letnie – czerwiec, lipiec i sierpień. Nie oznacza to jednak, że lato jest w Polsce porą roku najbardziej dżdżystą. Na równinach środkowej Polski obfitość opadów letnich spowodowana jest nie tyle częstością, ile raczej większym ich natężeniem, chociaż bywają – jak to w ostatnich latach można zaobserwować – lata słotne, gdy opady są częste i duże.