Żołnierze Wyklęci – mit założycielski IV RP

Prawo i Sprawiedliwość korzysta z najlepszych źródeł ideologicznych faszyzmu, czyli z Hegla i Nietzschego. Nie jest tylko partią polityczną, staje się quasi-sektą ze swoimi bohaterami i męczennikami: Lechem Kaczyńskim, Żołnierzami Wyklętymi. Ta “wiara” wyklucza z grona “patriotycznych Polaków” tych, którzy nowej koncepcji naszej ojczyzny i  historii nie popierają. Albo jesteś za, albo jesteś “drugiego sortu”.

 

Zachęcony przez portal wPolityce.pl, który nazwał mnie potomkiem resortowych funkcjonariuszy związanym emocjonalnie z systemem komunistycznym, wziąłem udział w dyskusji organizowanej przez “Gazetę Wyborczą” – “Wyklęci. Pogubieni bohaterowie?”. Synem tatusia z ministerstwa nie jestem, nad czym ubolewam, mimo to na panel historyczny się wybrałem.

Kim są wyklęci? Ludzie, którzy z bronią w ręku, sprzeciwili się narzuconemu Polsce reżimowi komunistycznemu w latach 1944-1956. Nie chcę wchodzić w szczegóły bardzo ciekawej dyskusji, której zapis można znaleźć tutaj.

Poświęcę kilka słów, jak to się stało, że hołd oddawany Żołnierzom Wyklętym urósł do rangi niemal święta państwowego. Wszystko, zupełnie jak faszyzm, miało miejsce w ideach i filozofii Hegla oraz frustracji niektórych polityków.
Wilhelm Friedrich Hegel, niemiecki filozof żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku, interesował się życiem Jezusa. Chrystus urodził się, żył, a następnie – jeśli w to wierzysz – zmartwychwstał. Heglowi ta logika dochodzenia do przebudzenia bardzo się spodobała, więc stworzył koncept: Najpierw była starożytna Grecja, pełna radości życia i światła. Potem przyszedł klasyczny Rzym, imponujący, ale agresywny, uporządkowany. W końcu objawiła się epoka germańska, będąca ostatnim etapem przebudzenia do prawdy.
Łatwo wyśmiać heglowską interpretację historii, gdyby nie fakt, że wsparta przez Nietzschego była wodą na młyn ideologii faszystowskiej.
Wszelkiej maści autorytaryzmy i totalitaryzmy odwołują się do “powrotu do korzeni”, “odrodzenia tradycyjnych wartości”. Te hasła są heglowskie, ponieważ mówią, że prawda kiedyś była dostępna, następnie ukryta, a dziś ponownie objawiona.
Czy z tego schematu myślowego nie korzysta Prawo i Sprawiedliwość, przekonując ludzi do swojej wiary. PiS przestaje być tylko partią polityczną, a dryfuje jednocześnie w kierunku sekty z własnym guru, bohaterami, martyrologią. Mitem założycielskim IV RP zapewne jest autorytarna Polska sanacyjna, następnie… zamach smoleński. Nie zbrodnia dokonana przez Sowietów na polskich oficerach i żołnierzach, ale katastrofa lotnicza, do której doszło 10 kwietnia 2010 roku, w której zginął prezydent Lech Kaczyński. Katastrofa słabo nadaje się na mit. :ecieli, błędy załogi i kontroli naziemnej doprowadziły do wypadku. Prozaiczne. Słowo “zamach” brzmi znacznie lepiej, bo kojarzy się z męczeństwem, podziałem na swój – wróg, a ofiary zamachów się czci jako bohaterów, których “zamordowano o świcie”.

Jarosław Kaczyński prezes Prawa i Sprawiedliwości i jego środowisko, może poza Antonim Macierewiczem, nie może pochwalić się pomnikowym życiorysem opozycyjnym z czasów PRL-u, więc neguje Wałęsę, Bujaka, Frasyniuka, Michnika, Kuronia, Onyszkiewicza. Porozumienia z Magdalenki urastają do rangi Targowicy, “zdrady narodowej”, a dziecko magdalenkowych debat  – III RP – urodziło się jako genetyczna kaleka, którą zastępuje właśnie zdrowy organizm IV RP. Czyśmy już tego nie przerabiali? Jarosław Kaczyński – chcę wierzyć – nie z poczucia niedostatku własnego CV zaprzecza dokonaniom, a nawet istnieniu rówieśników z dawnej opzycji w PRL-u, ale też obecnej sejmowej.

– Mamy właśnie do czynienia z rewolucją. Nie tylko kadrową, ale z przebudową Polski w ogóle. Przynajmniej takie są zamierzenia: zmiany w mediach, spółkach skarbu państwa, nadanie polityce gospodarczej narodowego charakteru, zamknięcie drzwi dla migracji. Każda rewolucja fabrykuje własnych bohaterów, tworzy własne mity i święta. Kornel Morawiecki opowiada, że „autorytety upadły” – to jest rewolucyjna sytuacja, z wymianą pomników włącznie. Francuska, amerykańska, meksykańska, rosyjska –  rewolucje tak mają. Przejęcie władzy to dopiero początek drogi, a dalej jest przejęcie opowieści o przeszłości – mówił na spotkaniu w “Wyborczej” oraz w jednym z wywiadów dr hab. Marcin Zaremba z Instytutu Studiów Politycznych PAN.

Prawo i Sprawiedliwość tworzy historię na nowo. Jej elementem stało się święto Żołnierzy Wyklętych, które jak ulał pasuje do heglowskiego przebudzenia do życia, odkrycia prawdy (“przez lata przemilczani”, “przez lata zapominani”, “przez lata poniżani”; “nadszedł czas przywracania pamięci”, “trzeba przywrócić do życia”).
PiS-owi nie można odmówić sprytu, bo jak żadna inna partia potrafi nie tylko tworzyć programy polityczne i ekonomiczne, ale przede wszystkim opowieść rzekomo mityczną z bohaterami i świętymi męczennikami. Kto nie podziela tej wiary, automatycznie przestaje być patriotą. “Tak ująć temat mogą tylko potomkowie resortowych funkcjonariuszy, bo tak spojrzeć na sprawę nie mógłby żaden polski patriota” – pisał, nie znając treści debaty (bo jeszcze przed nią) portal “wPolityce”.

Nie podzielam medialnego hałasu wokół Żołnierzy Wyklętych, dlatego że na odległość pachnie nadmiernym wzmożeniem i sztucznym entuzjazmem jak podczas peerelowskich pochodów pierwszomajowych i szkolnych akademii. Nie zgadzam się, by jeden “-izm” został zastąpiony przez  inny “‘-izm”, pozornie lepszy, na który czekaliśmy tak długo. To wszystko już było.