Janusz Głowacki, aktualizacja: 22.10.2017

11 września 2017 roku
Odbył się pogrzeb Janusza Głowackiego. Pisarz spoczął w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach. Dużo bardziej sensowny wybór niż pochowanie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.
Podczas uroczystości Piotr Fronczewski przeczytał fragment nie ukończonej książki Głowackiego:

Na bogactwo literatury narodowej składają się: doskonałość moralna autora, wysokie walory artystyczne i doniosłe prawdy czasu. Te prawdy, które będą miały wpływ na życie rodziny, wychowanie dzieci i obronność kraju. Biorąc to pod uwagę, przystępuję do pisania. Siedzę przy oknie i razem z całą cywilizowaną Europą popijam espresso (…) czy jak człowiek długo pożył i się napatrzył, to ma się jeszcze prawo uważać za przyzwoitego, czy już niekoniecznie?

https://wp.tv/i,pogrzeb-janusza-glowackiego,mid,2007738,cid,4051,klip.html?ticaid=619e51


19 sierpnia 2017 roku
Grillujemy sobie, chrupiąc białe kiełbaski , zajadając pomidory z mozzarellą, całość popijając Żywcem, a tu dowiaduję się, że zmarł Janusz Głowacki. Pierwsza myśl banalna, jaka przyszła mi do głowy to pytanie, kogo ja teraz będę czytał.  Potem poczułem, że jednak jestem zaskoczony, bo jeszcze w grudniu zeszłego roku na spotkaniu autorskim na okoliczność „Dżanusa”  Głowacki zachwycał się walorami, chcę wierzyć intelektualnymi, hojnie obdarzonej pani młodszej od pisarza o jakieś 40 lat.  Dziarski staruszek, zazdrość mnie zalała.
Czytaj więcej…

8 lipca 2017 roku
Tylko jeden Kisiel zauważył, że “Kopciuch” to polski “Lot nad kukułczym gniazdem”. A co to “Lot nad kukułczym gniazdem”. Coś z ornitologii? Kisiel się mylił, prawdę zaś odkrył recenzent Tomasz Mościcki w “Życiu”: :Jego diagnozy zawarte w kolejnych sztukach, nie wykraczają na ogół poza umysłowe ramy stuwierszowego felietonu. Widać to było w “Antygonie w Nowym Jorku”,  wpełni rozkwitło w “Czwartej siostrze” – jak sądzę jednej z najgłupszych sztuk opunlikowanych po 1945 roku, a teraz Teatr Narodowy, na zakończenie sezonu, pokazał w Teatrze Małym regoz “Kopciucha”. Po co?”
Słusznie. Nikilistom moralnym i grafomanom mówimy stanowcze – nie! Szkoda, że profesorowi Janowi Kottowi busola moralna się rozmagnetyzowała, skoro za najwybitnijsze sztuki współczesne uznał “Do piachu” Różewicza, “Emigrantów” Mrożka i “Antygonowę w Nowym Jorku” Głowackiego.

Fragment książki “Dżanus” Elzbiety Baniewicz poświęcony “Kopciuchowi”:

To komu wierzyć, oprócz temu, że recenzentowi “Życia”.
Sprawdźcie, ze miał rację! Kup dramaty Janusza Głowackiego w “Antykwariacie 9. Piętro

W tej samej książce sztuka “Mecz” o mechanizmach rządzących piłką nożną, ale czy aby chodzi o piłkę?




26 maja 2017 r.
Program dramatu “Kopciuch” Janusza Głowackiego wystawianego na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie w 1980 roku. Obsadę widać na jednym ze zdjęć. Dyrektorem teatru był wówczas Zygmunt Huebner, kierownikiem literackim – Roman Bratny. Program znalazłem w Antykwariacie 9. Piętro (zdjęcia dzięki uprzejmości antykwariatu).


31 marca 2017 roku

Tego dnia ukazał się w świątecznym wydaniu “Gazety Wyborczej” ostatni wywiad z Januszem Głowackim, autorstwa Donaty Subbotko. Obszerne fragmenty rozmowy przedrukował tygodnik “Angora”, który do kupienia jest w zaprzyjaźnionym antykwariacie.

Luty 2017 roku

Najbardziej z „Opowiadań wybranych” Janusza Głowackiego przekonuje mnie okładka, a jeśli już zagłębić się w treść, to „Polowanie na muchy”, „Kuszenie Czesława Pałka”, „My sweet Raskolnikow”. Reszta przeleciała przez mózg nie wywołując skutków ubocznych.
Czytaliście? Nie? To przeczytajcie i podzielcie się wrażeniami.

Grudzień 2016 roku
– Czego pan szuka w literaturze?
– Żeby ktoś zupełnie inaczej opowiedział o tym, co wszyscy wiedzą.

Gdy byłem po raz pierwszy w USA, na stypendium Departamentu Stanu w 1975 roku, to Waszyngton namawiał mnie na spotkanie z Kurtem Vonnegutem, Saulem Bellowem, Philipem Rothem, Normanem Mailerem, ale wtedy wolałem się spotykać z Murzynkami z ogromnym biustem. Moim Wergiliuszem był jeden dwumetrowy transwestyta. Gdy wyemigrowałem na chwilę przed stanem wojennym, to już się chciałem z pisarzami spotykać, ale oni mniej. Jak w końcu jakichś dopadłem, zaczynałem rozmowę od zachwytów na temat ich twórczości i wyglądu, a kiedy oni już się zaczynali ciepło uśmiechać, szybciutko podsuwałem wniosek do Immigration o przedłużenie wizy, prosząc o podpis i kilka życzliwych słów na mój temat.

Janusz Głowacki: “Raz mnie życie pierze, raz płucze, raz wiruje”, wywiad Danuty Subbotko, 14 grudnia 2016 r., Wyborcza.pl

16-17 maja 2015
Nie myślę, że sztuka jest od dawania nadziei. Od tego są reklamy i politycy w czasie kampanii wyborczej, No i Kościół oczywiście. Po Broadwayu od 20 lat chodzi czarny bezdomny z Biblią i krzyczy: “Alleluja!”.
Niedawno “Antygonę…” wystawiano w Stambule. Oficjalnie 14,5 mln mieszkańców. Nieoficjalnie – jeden Pan Bóg wie. Kilkaset tysięcy uchodźców z Syrii, którzy żebrzą z paszportami w dłoniach, walą w szyby samochodów, kierowcy dzwonią po policję, policja zgarnia albo przegania żebraków. Po chodnikach idzie się w tłumie, pod nogami leżą bezdomne dzieci, a ich bezdomne matki zmieniają im pieluchy. Tu kobieta przewija niemowlę, a na piętrze burdel z napisem “Sale” (wyprzedaż). Kiedy burdele zaczynają bankrutować, to naprawdę coś złego dzieje się na świecie.

Janusz Głowacki: “Świat pęka”, wywiad Pawła Smoleńskiego, 16-17 maja 2015 r., “Gazeta Wyborcza”

1 lipca 2014 roku

Używam odkurzacza Clatronic. Dobrze ciągnie, bo jak koty się walały, tak się walają pod szafkami. Ale odkurzyłem przy okazji “Alfabet Jerzego Urbana”. O moim ulubionym prozaiku i felietoniście napisał:

Głowacki Janusz – I Playboy PRL
Towarzysz Żdanow ogłosił, że potrzeba nam Sałtykowów-Szczedrinów i Gogoli. W odpowiedzi na ten apel Janusz Głowacki szybko przyszedł na świat. Z wiekiem został pisarzem i rozchełstanym lwem salonowym. Obracał się  w światku warszawskich kawiarni lub knajp i kpił z niego uciesznie. Nosił paradoksalny przydomek: Głowa. Wyemigrował. W Polsce publikować zaczęto opinie, że zrobił światową karierę pisarską.
Urban pisał to piętnaście la temu. Niewiele się zmieniło. Głowacki przychodzi do telewizji,. Koszulę ma rozchełstaną. I mówi Lisowi, że wojna polsko-polska, czyli PiS kontra reszta świata nie może się skończyć, bo byłoby nudno. Tomasz Lis jest zachwycony tą ironiczną figurą stylistyczną., No, brawo.
Jak Głowacki akurat nie jest w telewizorze, to pisze scenariusze. Najpierw napisał scenariusz do wajdowskiego “Wałęsy”, a potem książkę “Przyszłem”, o tym, że scenariusz to Wałęsy to on pisał, ale Wajda wyciął co lepsze kawałki, wstawił pomnikowy polski heroizm. I to w sumie nie jego scenariusz. 
Kasa płynie z filmu i książki.
W Głowackiego zaparzył się nawet minister Sikorski, który przed kamerami nie może nachwalić się tradycyjnej przyjaźni polsko-amerykańskiej, a wieczorkiem przy kolacji nastrój mu siada i klnie, że to bullshit.

1993
Antygona w Nowym Jorku, “Dialog”, 1992, nr 10. Prapremiera w marcu Arena Stage, Waszyngton 1993, polska prapremiera w warszawskim Teatrze Ateneum

Antygona w Nowym Jorku, przedstawienie Teatru Telewizji, reż. Kazimierz Kutz

Czym nasze życie, ludzi, którzy budzą się pod ciepłą kołdrą przy grzejącym grzejniku i włączają „Pytanie na śniadanie”, różni się od losu bezdomnych z „Antygony w Nowym Jorku”? Z grubsza tylko tym, że my śpimy w czystej pościeli i patrzymy spokojnie na Tomasza Kammela. Tamci, gogolowscy „byli ludzie”, w sytuacji „gdy nie ma butów ani zębów, nie można nigdzie pójść”, też tworzą swój świat utkany z marzeń, realnych doświadczeń, wspomnień, gazetowej wiedzy i obiegowych frazesów.

Większość bezdomnych, głosi wyświechtana mądrość, swój los zawdzięcza alkoholizmowi, błędom w życiu osobistym, porażkom w biznesie. Często tak jest, ale nie zawsze. W perypetiach Pchełki, Saszy i Anity możemy przejrzeć się w lustrze własnych marzeń o podróży do Kenii, dużym domu z wielkim ogrodem i żeby sąsiad to jednak miał gorzej niż my. A jeśli sąsiad akurat wozi się nowym modelem Kia, to niech będą przynajmniej ci bezdomni.
„Według ostatnich danych liczba homelesów w Nowym Jorku zwiększa się. I w końcu tego roku na każdych trzystu nowojorczyków przypadać będzie jeden bezdomny. To by znaczyło, że dzisiaj w teatrze jest co najmniej jedna osoba, która niedługo znajdzie się na ulicy. I ta osoba dobrze wie, o kim mówię” – zwraca się w ostatnie mowie do widzów sierżant McMurphy, pełniący w „Antygonie..” rolę greckiego chóru, komentatora.

Cytaty:

Już kiedy miałem sześć lat, wiedziałem, że nie można mieć wszystkiego. W bramie mojego domu pracowała muskularna kobieta o pięknie owłosionych nogach. Twarz miała jasną, oczy łagodne. Poniedziałek był na podwórku niecierpliwie oczekiwanym dniem wypłaty tygodniówek dla dzieci. Z kilkoma kolegami i jedną koleżanką stawaliśmy przed koniecznością wyboru. Wspomniana kobieta, jeśli akurat nie miała powodzenia, zgadzała się, po przeliczeniu składkowych pieniędzy, podciągnąć spódnicę i odsłaniała porośnięte, bogatym rudym włosem podbrzusze. Trwało to tyle co przelot samolotu, potem czekał nas długi, smutny tydzień bez landrynek. Poznałem więc wcześnie smak wyrzeczeń, a następne lata doświadczenia te ugruntowały.
“My sweet Raskolnikow”

Czytaj też...

(Wizyt: 39 razy, 1 dziś)
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *