Maria Skłodowska-Curie [RECENZJA]

Przez pierwsze pół godziny oglądania Marii Skłodowskiej-Curie dzieje się bardzo dużo. Można rozejrzeć się po rzędach w kinie w poszukiwaniu ładnych dziewczyn, by po seansie wymienić się wrażeniami z oglądanego obrazu.

Uśmiechająca się z ekranu Maria (Karolina Gruszka) oraz robiący głupie, misiowate miny jej mąż – Pierre (Charles Berling) mają unaocznić, że są kochającą się rodziną, a małżonkowie żyć bez siebie nie mogą.  Była to prawda, ale zaserwowana w kiczowaty sposób.

Stylistyka zdjęć bardziej pasuje do bajki o elfach niż do Paryża przełomu wieku. Mnóstwo czarujących ujęć, które nie pokazują Skłodowskiej-Curie ani jako naukowca, ani jako kobiety pełnej emocji. Nic się nie dzieje, koń, krowa, droga na Ostrołękę. Nawet wytworności Paryża połączonej z brzydotą rynsztoka, odorem odchodów koni ciągnących powozy nie poczujemy. Widzimy za to kopyta końskie, pod którymi ginie Piotr Curie. Ale znów, oprócz pięknych kadrów, nie słychać szczęku łamanych kości, więc widz musi uwierzyć na słowo, że ktoś ginie.

Po co reżyserka (Marie Noelle) wtłoczyła bez wątpienia wybitną osobowość w poetycko-baśniowe ramy, nie wiadomo.

Po śmierci męża Maria rozpacza, ale w filmie tylko chwilę. Natomiast przypomina sobie, że jest działaczką społeczną i naukowcem. W tym celu chce wykładać na Sorbonie, zostać członkiem francuskiej Akademii Nauk, tamtejszego PAN-u. Męskie, szowinistyczne świnie na czele z Emilem Amagatem ( Daniel Olbrychski) rzucali jej kłody pod nogi i nie przyjęli, co ma dowodzić, że Skłodowska jest ikoną walki o prawa kobiet. Pewnie powinni jej kandydaturę zaakceptować, ale że tak się nie stało, to przynajmniej została sztandarową postacią feministek.
Z poczucia krzywdy i niesprawiedliwości rodzą się bohaterowie i (czasem) dobre filmy.

Emocje zaczynają się, gdy na ekranie pojawia się żona Paula Langevina, w którym Skłodowska ma romans, Jeanne (Marie Denarnaud). Walczy o męża i rodzinę prośbą i groźbą. Przekazała miłosne listy kochanków tygodnikowi „L’Oeuvre”,  przez co oskarżyli Polkę ze szlacheckiej rodziny o bycie Żydówką i drugiego Nobla nawet nie chcieli wręczyć.  Ale bardziej tu czuć desperację Jeanne niż determinację Marii do ułożenia sobie życia z kolegą po fachu.

Dobrze, że w filmie obsadzili słoneczną Gruszkę, bo gdyby uwypuklić  w nim poważny, kostyczny i zasadniczy sposób życia Skłodowskiej-Curie, nie tylko wiałoby nudą, ale i niestrawnością.
Jak na bogate życie Marii wypełnione nauką, rodziną, dziećmi, traumą po śmierci męża, romansem, film pokazuje je w przedobrzony a nudny sposób, jakby chodziło o zwykłą panią, która zastanawia się co zrobić dziś na obiad, pulpety czy gołąbki. Może gdyby biografię Kieślowski  w stylu “Trzy kolory Czerwony” nakręcił, byłoby intensywniej, a równie pięknie. Ale nie nakręci.
Przynajmniej można się  pozachwycać się urodą i piersiami Gruszki.

Dla tych i owych walorów estetycznych filmowi daję mocną trójkę.

Źródła wiedzy o Marii Skłodowskiej-Curie:
http://www.newsweek.pl/kultura/filmy-i-seriale/maria-sklodowska-curie-8-ciekawostek-o-polskiej-noblistce,artykuly,406021,1.html

http://natemat.pl/202445,wszystko-o-marii-sklodowska-curie-naprawde-byla-kobieta-z-krwi-kosci-targana-silnymi-emocjami

Fragment recenzji przedrukowany przez tygodnik “Przegląd” (13-19.03.2017):

 

Czytaj też...

(Wizyt: 31 razy, 1 dziś)
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *