“Mother!”, czyli filmowa “Kartoteka” [RECENZJA]

Za siedmioma górami na polanie pośród nieprzebytych borów mieszka w wielkim domu małżeństwo. On (Javier Bardem) jest sławnym pisarzem podchodzącym pod pięćdziesiątkę, cierpiącym na niemoc twórczą, przeżywającym kryzys wieku średniego. Jego o kilkanaście lat młodsza żona (Jennifer Lawrence) wzięła na swoje barki wszystkie obowiązki domowe. Chodzi cichutko na paluszkach, żeby tylko na  męża spłynęła dawno niewidziana wena twórcza. 

 

Życie dwojga wpadło w koleiny rutyny, przypomina dawno uśpiony wulkan, którego wzgórza porosły drzewami i wydaje się on na zawsze wygasły. Banał, zwyczajne czynności, nawet pospolitych utarczek brak. Małżonkowie seksu nie uprawiają, co skutkuje serią uników w wykonaniu męża oraz dobrotliwych uśmiechów żony.

Ożywienie w nudną codzienność wnosi pojawienie się w domu nieznajomego (Ed Harris). Pisarz, najwyraźniej złakniony wrażeń, wylewnie wita się z gościem, proponując nocleg, ku widocznej niechęci żony. W ślad za nieznajomym, podającym się za wielbiciela twórczości pisarza, przybywa jego seksowna żona (Michelle Pfeiffer), nie pozbawiona tupetu i wygłaszająca lapidarne wnioski, niczym podsumowujący wydarzenia na scenie antyczny chór. Kobieta wprost zwraca uwagę gospodyni, że jeśli ta chce mieć seks, niech włoży seksowną bieliznę, a nie barchany na wielki mróz.

W repertuarze kinowym film został oznaczony jako horror, co jest zarówno zabiegiem marketingowym, jaki i być może reżyserskim. Marketingowym, bo gatunek horror sprzeda się lepiej niż dramat. Autorskim reżysera, bo Darren Aronofsky, posługując się trikami z horrorów (plamy krwi na podłodze, zjawy wychodzące ze ścian, skrzypiące okna), daje do zrozumienia, że absurdalne, surrealistyczne sytuacje należą do świata magii i czarów, i Wam, drodzy widzowie, nic się takiego nie przytrafi, oglądajcie, jedzcie popcorn, sączcie colę przez słomkę.

Nazwa “horror” oraz przynależne do gatunku sztuczki, zabrakło co prawda wilkołaków, ale pojawia się oddział komandosów, zapewniają frekwencję w kinach, ale zamiast filmu bardzo dobrego, a może wybitnego, otrzymujemy film dobry. Przecież miłosna para, czyli on podtatusiały pan, ona – naładowana hormonami kilkanaście lat młodsza kobieta, mogą dostarczyć ciekawego scenariusza, szczególnie, jeśli w ich życiu pojawia się nieznajomy. Jakiś czas temu Ryszard Rynkowski został zatrzymany pijany z bronią w ręku przed własnym domem. Piosenkarz, co za zbieg okoliczności, ma młodą żonę. Już te dwa lakoniczne fakty tworzą wielorakość możliwych przyczyn, dlaczego Rynkowski stał z bronią w ręku na ulicy. Naprawdę nie trzeba tu efektów specjalnych.

Frustracja, złość, irytacja głównej bohaterki “Mother!” rosną w miarę zwiększania absurdu w filmie.  Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że oglądam skomercjalizowaną “Kartotekę” Tadeusza Różewicza. Sceną jest dom, a filmowy pisarz mógłby zakrzyknąć za polskim:

BOHATER z rozpaczą w głosie. Krzyczy Jestem poetą, jestem poetą!! Bohater śmieje się jestem poeta, jestem poetą, jestem… Bohater płacze

Im więcej w domu na odludziu przybywa nieproszonych gości,chaosu, kwantowej nieprzewidywalności, tym bardziej pisarz odżywa. Stworzył wreszcie olśniewający wiersz, jakby czerpał siły z innych ludzi, z własnej żony, niczym Jerzy Pilch, który wdawał się w romanse, związki, pijaństwa, by opisywać je później w swoich książkach. Główna bohaterka “Mother!” w końcu doprowadzona do kresu wykrzykuje: “nie potrafisz mnie nawet dobrze zerżnąć”.

Film opowiada o niełatwym życiu narcystycznego artysty w związku z kobietą, która pragnie posiąść go na wyłączność fizycznie i psychicznie. Obraz jest też krytyką niedojrzałości, kapryśności i niezdecydowania współczesnych mężczyzn, którzy chcieliby zachować przywileje bycia samcem (baba upierze, ugotuje, posprząta), ale zrzucić obowiązki (zarabianie, dawanie stabilności domowi, dbałość o dzieci). Tylko czy do przekazania tego przesłania potrzebne były nużące momentami sceny absurdu.

W filmowych scenach apokaliptycznej przemocy legnie w gruzach stary porządek.

I co?

Właśnie. Banalny koniec nie uzasadnia groteskowych fajerwerków, to chyba główna słabość filmu. Za pomysł, rosnące napięcie, wiodące do groteskowego, ale przekombinowanego finału daję czwórkę z plusem (4+).

Mother! (2017), reżysera Darren Aronofsky, występują: Jennifer Lawrence, Javier Bardem, Ed Harris, Michelle Pfeiffer

Czytaj też...

(Wizyt: 38 razy, 1 dziś)
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *