Najlepsze płyty mojego życia [RANKING] [AKTUALIZACJA 5 lipca 2021 r.]

1. Tata Kazika, Kult

Ze słowami polonistyki pani Morawskiej z XIX L.O. im. Powstańców Warszawy wyssałem przekonanie, że mężczyźni zajmują następującymi sprawami w życiu: wzdychają do byłych narzeczonych, umierają za ojczyznę, a przynajmniej tracą nogę w bitwie pod…. (tu wpisać jedną z 347 przegranych bitew). Kobiety zaś wychodzą za tych, którzy nie wzdychają, po czym dają im tobołek i manierkę z gorzałczyną. Czekają, zajmują się dziećmi. Chowają poległych mężów lub – co gorsza – zajmują się kalekami.

Płyta “Tata Kazika” poważnie nadkruszyła ten światopogląd. Inżynierowie z Petrobudowy nie zarywają nocy i dni na szkicowanie planów, ale śpią w piachu pod kombinatem, piją co tam popadnie i cieszą się z kobiety, co miała obie nogi umyte. Rąk trzeba wiele, pomników mało. Kogoś złamało, lecz życie trwa. Kładziemy lachę, niech brzękną szkła, budowniczowie na 102.

Wczoraj rycerze, dziś bezrobotni. Szafa wygrywa rzewne kawałki, siedzą mordercy, łamią zapałki. Jak ulał pasuje do byłych żołnierzy partyzantki. Pasuje jak ulał do wyklętych:

rwie łeb od tortur alkoholowych,

Lecz wśród porcelan i rur niklowych,

Człowiek się znowu czuje półbogiem.

Bo oto stoi twarzą w twarz z wrogiem.

Kula jak srebrna żmija wyskoczy,

W lustrze nad kranem zagasną oczy.

Czoła morderców skry potu zroszą,

I milcząc, ciało za drzwi wynoszą. Gdy bije północ.

Knajpa morderców, Kult

Na płycie nie ma słabych utworów. Niektóre zaś ocierają się o wybitność: “Inżynierowie z Petrobudowy”, “Knajpa morderców”, “Królowa życia”, “Wróci wiosna, baronowo”.

Cały płyta to wokalny popis Kazika, instrumentalny zespołu. Zagrane i zaaranżowane na poziomie Ligi Mistrzów.


2. Appetite for Destruction, Guns’n’Roses

Nie przepadam za pięciooktawowym głosem Axla Rose’a, poruszającym się od śpiewu przez wrzask do piszczenia. Ale jego wykonanie “Think About You” oraz “Sweet Child O’Mine” wciąż jest żywe, świeże i poruszające. A dwadzieścia lat minęło. Riffy i solówki Slasha wynoszą tę pytę do dzieł wybitnych, a samego Slasha – do panteonu wybitnych gitarzystów rockowych.


3. The Stranger, Billy Joel

Każdy z nas ma twarz,
Którą zawsze ukrywa
Pokazuje ją tylko sobie samemu
Kiedy inni znikną

Płytę wydaną w 1977 roku, cztery lata po moich urodzinach, odkryłem dopiero w 2021 roku. Billy Joel śpiewa, gwiżdże, brzmi tak świeżo i naturalnie, jakby dawał profesjonalny występ przy ognisku, a towarzyszyła mu niemal cała orkiestra: gitary, saksofon, flet…

Joel bawi się muzyką i z muzyką. Śpiewa o miłości serio, ale puszcza do słuchaczy oko. Miesza miód z dziegciem.


4. Unu, Perfect

Ostre, szorstkie, rockowe brzmienia, jakby Perfect płytę nagrywał w garażu, nie w profesjonalnym studiu. Stwierdzenie nie jest dalekie od prawdy. Studio ponoć było niewielkie. Andrzej Urny i Andrzej Nowicki wnieśli do zespołu ostrzejsze rockowo-bluesowe brzmienia. Szkoda, że w po tej płycie Zbigniew Hołdys rozstał się z zespołem. Perfect mógłby się pokusić o jeszcze lepszy materiał. Ale to takie gdybanie. Cieszmy się tym, co jest.


5. Maanam, Maanam

Maanam brzmi, jakby nagrywał nie trzydzieści lat temu, ale w tych dniach, kiedy akurat Polska przegrała ze Słowacją na Euro 2021.

Ciekawe, co i jak dziś śpiewała by Kora. Brakuję Kory, brakuje Amy Winehouse. Póki my żyjemy.

Czytaj też...

(Wizyt: 51 razy, 1 dziś)
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *