“Następny do raju” Marek Hłasko [CYTATY]

Kto mnie żałuje? Gdzie życie? Gdzie młode lata? Siedzę tutaj, daleko od Warszawy, od ludzi, od miasta. Jedyna dziwka, która myje tyłek chociaż raz na miesiąc, mieszka o pięćdziesiąt kilometrów stąd i żyje ze wszystkimi kolejarzami z powiatu. Tylko drzewo, droga i wilki.


Umilkł. Oczy lśniły mu dziko.
Kiedy? – zapytał kierowca.
Dwa dni temu. Dwa dni szukaliśmy go jak wariaci. Cud, że wilki nie rozciągnęły do tej pory W zeszłym tygodniu zwalił się jeden facet z sąsiedniej bazy. Szukaliśmy go wszyscy, a kiedy wreszcie znaleźliśmy, nie wiadomo było, jak go wrzucić do trumny, bo prawie całego zżarły. Na Sąd Ostateczny będzie się meldował bez kutasa. Potrzebne ci to?


Leśnik wskazał ręką na wóz; był już naładowany prawie po szczyty kłonic.
Starczy?
Dziewiątka pokręcił głową.
Jeszcze ze dwa kubiki.
Po cholerę to panu? Całego lasu i tak pan nie wywiezie naraz….
Drzewo jest potrzebne – rzekł Dziewiątka. – Klasa robotnicza przysłała tu najlepszych swoich synów, aby wozili drzewo. Stocznie, burdele, miasta, fabryki i ciche sioła czekają na te bale, żeby je w twórczym trudzie przerobić na wykałaczki, rączki do parasolek…

Marek Hłasko o pomyśle i pracy nad książką:

To się na pewno zaczęło owego dnia, kiedy ładowaliśmy drzewo gdzieś bardzo wysoko i w duży mróz. Tak, na pewno. Wozy stały na dukcie, a my na legarach podtaczaliśmy kłody. Trzech; jeden z jednego końca, drugi z drugiego, trzeci w środku. Jeśli puści ten w środku, to ci z boku zdążą jeszcze odskoczyć. Jeśli jednak puści któryś z bocznych – wtedy właśnie puścił jeden z bocznych i oblodzony kloc zmiażdżył mu kręgosłup, a stało się to tak szybko i tak zwyczajnie, że nie było w tym nic strasznego, nic wielkiego i nie bardzo rozumiem, dlaczego to tak dobrze pamiętam. Pamiętam, że staliśmy nad tym człowiekiem i nie można go było ani podnieść, ani przenieść, ani zawieźć do miasta, bo nie było czym, i wiedzieliśmy wszyscy, że to koniec; a on wiedział także i wrzeszczał, ile razy chcieli go przenieść z drogi w bok – aby wozy mogły jechać do tartaku. Wszyscy stali nad nim , wszyscy przestępowali z nogi na nogę, bo zimno było okropnie: silniki w samochodach pracowały bez przerwy, bo z zapuszczaniem tych starych wozów zawsze był kłopot i wszyscy się wściekali i dąsali, że to tak strasznie długo trwa, a wiadomo przecież, że i tak jest po wszystkim. Więc odchodzili w bok i odlewali się, i poprawiali silniki, i tupali, bez przerwy tupali, bo naprawdę by to wyjątkowo zimny dzień i wszyscy już mieli wszystkiego dość – i jeżeli pamiętam ten dzień, to chyba tylko dlatego, że odbywało się to wielkie tupanie; to tak, jakby złościli się na niego, a jednocześnie chcieli mu dopomóc. A potem nagle zapanowała jakaś radość i ożywienie; i wszyscy stali się dla siebie lepsi i milsi – kiedy już było po wszystkim i nareszcie można było założyć z powrotem czapki. Nie wiem, dlaczego nie napisałem tej akurat sceny w książce. Może dlatego, że chciałbym umrzeć sam, nie widząc nad sobą żadnej twarzy i nie słysząc żadnych słów ani niczego. Ale to było. (…) Boję się szpitala., zastrzyków, nocników i okrucieństwa lekarzy – więc proszę mi wybaczyć.

Ani wstęp, ani posłowie do “Następnego do raju”, Marek Hłasko

Czytaj też...

(Wizyt: 22 razy, 1 dziś)
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *