“Potargana w miłości – o Agnieszce Osieckiej”, Ula Ryciak [RECENZJA]

Mam pod górkę z samym sobą. Wyznacznikiem dobrej biografii, choćby w formie zmyślonej, fabularyzowanej, wciąz pozostaje dla mnie “Moulin Rouge” Pierre’a La Mure’a. W tej opowieści o Henryku de Toulouse-Lautrec czuć zapach tanich knajp i jeszcze tańszych prostytutek, wilgoć paryskiego bruku, bezgraniczną miłość jego matki i również bezgraniczną niechęć ojca. 

Aż boli od czytania, gdy z niskim, karłowatym Henrykiem przedzieramy się przez drwiny z jego wzrostu, przyzwyczajeń w ogóle nie drobnomieszczańskich i kpiny z prób malarskich. Skręca w dołku, gdy przyglądamy się, jak Henryk rozpaczliwie i bezowocnie pragnął miłości kobiety – nieważne prostytutki czy arystokratki. 

Dobra biografia wywołuje emocje i cytaty, których z “Moulin Rouge” wynotowałem bez liku, a niektóre zamieściłem w odrębnym poście.

Ubolewając nad tym przydługim wstępem i przepraszając za niego, uzasadniam go tym, że o ile “Moulin Rouge” wzrusza, wyciska łzy, przywołuje wspomnienia z własnego życia, o tyle “Potargana w miłości – o Agnieszce Osieckiej” Uli Ryciak do emocji i notatek nie popycha. Poprzeczka świetnej biografii nadal pozostaje nienaruszona. 

To nie jest zła książka.

Autorka skrupulatnie jak myszka przebrnęła przez archiwa i biblioteki. Może nawet znalazła wszystko, co o Agnieszce Osieckiej napisano lub ona sama o sobie powiedziała. Dodatkowo,a może przede wszystkim, spotkała się z kilkoma, kilkunastoma ludźmi, którzy słynną mieszkankę Saskiej Kępy dobrze znali.

“Potarganą…” czyta się dobrze, ale styl krótkich zdań bardziej przypomina notatki z podróży niż biografię. Bingo! Przecież autorka napisała też “Clitoris erectus”, dziennik z podróży po Ameryce Łacińskiej.

Ula Ryciak prowadzi nas przez sukcesy artystyczne i porażki osobiste Osieckiej. Nie można oprzeć się wrażeniu, co i Ryciak zauważyła, że rozterek miłosnych, bycia poniżaną i odpychaną lub porzucania i odpychania, podróży, setek spotkań z ludźmi Osiecka potrzebowała by, żyć i pisać. Pisała, by żyć. Żyła, żeby pisać. Przy bytowaniu rodzinnym – kościół na godzinę 9 lub 11, pierś z kurczaka na obiad, poobiedni spacer, przewijanie pociechy, “The Voice of Poland” wieczorem – epokowy “Niech żyje bal” by nie powstał. 

Miała dwóch mężów, o jednym – jak to się mówi – powszechnie wiadomo, jedną córkę, dwa, trzy poważne związki. I pewnie kilka innych, które do definicji związku się nie zbliżają, nawet nie zahaczają o “z”. Miłości byłyby świetną pożywką  dla nadania biografii dramaturgii.  Jeremi Przybora pewnie długo się zbierał, nie inaczej Daniel Passent. Niestety – i to jest największa słabość biografii – Uli Ryciak nie udało się znaczących wydarzeń z  życia poetki naładować dramaturgią. Może owa dramaturgia tkwiłaby już w warstwie wyobrażeń autorki, z biografii przeskoczylibyśmy do powieści. Ale czy na pewno aby?

Przy okazji zaskakująca ciekawostka z “Potarganej..”.

Osiecka nie jest autorką tekstu o wsiadaniu do pociągu byle jakiego. “Wsiąść do pociągu” napisała w 1976 roku Magda Czapińska w odpowiedzi na konkurs Programu Trzeciego Polskiego Radia. Ktoś w radiu zauważył utwór, zaśpiewała go Grażyna Barszczewska. Piosenka przeszła jednak bez echa. W radiu tekst znalazła Osiecka, dała Sewerynowi Krajewskiemu, by skomponował muzykę. Maryla Rodowicz zaśpiewała. Osiecka przypisała sobie autorstwo.

Ula Ryciak nie drążyła sprawy, czy i w jakim kierunku potoczyły się roszczenia Magdy Czapińskiej. Szkoda. 

Takich większych i mniejszych epizodów bez happy endu w biografii jest więcej. Ula Ryciak gna przez PRL i życie Osieckiej, a czasem warto byłoby się zatrzymać, by w zawodach miłosnych, porażkach podłubać chwilę dłużej. Aż wypłynie ropa.

Ula Ryciak zostawiła w sercu to, co Osiecka napisała: Nieutulony w piersi żal, bo za jedną siną dalą – druga dal.

Zamówiłem właśnie “Agnieszki – Pejzaże z Agnieszką Osiecką” Zofii Turowskiej. Nie mogę się doczekać, by zobaczyć obraz pierwszej tekściarki PRL-u spod jej pióra.

Niedawno TVP emitowała serial “Osiecka”. Wygląda trochę tak, jakby scenarzyści pięćdziesiąt procent scenariusza oparli na “Potarganej w miłości”.  Wymyślili scenografię i dopisali dialogi, do tego, co u Ryciak wyczytali. Ach, oczywiście, że nie. To byłoby za proste. Wypada pochwalić Ryciak za kawał dobrej, rzemieślniczej roboty.

Daję czwórkę w sześciostopniowej skali.

Potargana w miłości – o Agnieszce Osieckiej, Ula Ryciak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015

Czytaj też...

(Wizyt: 87 razy, 1 dziś)
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *