Syberiada Polska [RECENZJA}

Wszelkie filmy wojenne i martyrologiczne biorą mnie malutko, bo wystarczy pokazać, jak jeden drugiego morduje, a trzeci nie chce zabijania, by wyszedł hit (“Pianista”, “Lista Schindlera”, “Wołyń”, “Katyń”). “Syberiada Polska” nie wzięła mnie zupełnie, bo tu nikt nikogo nie ukatrupia. Film z DVD odleżał na półce przynajmniej dwa lata w dziewiczym opakowaniu, więc przedwczoraj obejrzałem go w telewizji.

W 1939 r. żołnierze radzieccy wkraczają, wiadomo, na kresy wschodnie. Deportują setki tysięcy Polaków na Syberię, w tym bohaterów “Sybieriady” – Jana Dolinę (Adam Woronowicz) z rodziną, samotną matkę Irenę (Sonia Bohosiewicz), a także wielu innych. Podróż przebiega w wagonach towarowych, niby głód panuje i zimno zabija, ale Polacy docierają na Sybir ubrani w grube ciuchy, dobrze wyżywieni, nawet czyści.

W obozie przesiedleńczym nie wiedzieć czemu oficer NKWD zwraca uwagę na oficerskie buty Doliny i nazywa go oficerem. Rosjanin (jakżeby inaczej, pijany) oczywiście nienawidzi Polaków, bo zabili mu ojca „polskie pany”. Nasi rodacy znoszą katorżniczą pracę, chłód i głód z powagą oraz mesjanistycznym cierpieniem, choć pokazanie niedostatków losu Zaorskiemu kompletnie nie wyszło. Nie widać rozpaczy na twarzy przechodzącej w otępienie, zapadłych policzków, wychudzonych nóg. Nawet tyfus żony Doliny wygląda co najwyżej na grypę.

Trup nie ściele się gęsto, Jak już ktoś umiera w liczbie sztuk 6 (czyli tyle ile ostatnio w jeden dzień w województwie podlaskim na drogach), to robi mu się zgrzebną trumienkę i z honorami grzebie. Są oczywiście dobrzy Rosjanie, czyli lekarz i jego córka – pielęgniarka. Jakie to wyświechtane. Żadnego tam humanitarnego uśmiercania za pomocą zastrzyków.

Najbardziej przekonująca w filmie jest Irena, matka trojga dzieci, w której zakochuje się radziecki oficer. Ona w nim też, bo jej smarkacze głodne chodzą. Zakochani wiodą fajne życie. Uprawiają seks, piją, siedzą w bani. Sielanka się kończy, gdy nauczyciel od tajnych kompletów i polska Żydówka zostają aresztowani. Irenka, matka boska, polska Sybiru, unosi się honorem i mówi, że dupy już nie będzie dawać. Rosjanin zapewnia, że będzie, ale tylko zapewnia. Nawet jej porządnie nie zbił, to co to za miłość.

Bardzo mnie rozczuliła obozowa Wielkanoc: chleb i potrawy na stole, wzniosłe przemówienia z inwokacją do ojczyzny oraz marzenia o powrocie do Polski. Jakby oglądało się zebranie sytej Polonii, nie zaś przerwę w wyrębie tajgi w niedostępnym klimacie.

Zaorski zrobił film, żeby broń Boże nikogo nie obrazić. Rosjanie są okropni, ale tylko tak gadają, bo NKWD zamienia się w kółko dyskusyjne oraz przedstawienie wymachiwania pistoletem, który jak już strzela, to nie w potylicę, ale w powietrze. Polacy są bohaterami, a Dolina robi za archetypicznego strażnika nie tylko rodu, ale i polskości. Rolę tę lepiej wypełniła Irena.

PS. Zdjęcia nagiej Soni Bohosiewicz można znaleźć tylko na rosyjskich portalach. Widać, matka Polka w Polsce oddaje się mężowi tylko pod kołdrą, a jak wyjeżdża, to nawet kołdry nie potrzebuje, choć to jednak Syberia.

Syberiada Polska (2013), reż. Janusz Zaorski

Czytaj też...

(Wizyt: 52 razy, 1 dziś)
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *