Koronawirusowa fobia

Paranoja! Komuś zrobią test, olaboga, koronawirus. Zamykają całą szkołę! Chyba lepiej by było wprowadzać kwarantannę, gdy ktoś ma widoczne objawy choroby: kaszel, gorączka ponad 38. Bo jak będziemy izolować ludzi po pozytywnych testach, a nie chorych na COVID-19, do końca września cała Polska przejdzie znowu na zdalne nauczanie. Czyli żadne.

Lekcja religii

Mazowieckie kuratorium oświaty nie widzi potrzeby organizowania lekcji religii na początku lub końcu dnia, bo brakuje ku temu podstaw prawnych, a katecheta to nauczyciel jak każdy inny. I musi “mieć optymalne warunki, by przekazać swą wiedzę”. Przekazać co?

Garkotłuki z dyplomem

“Czuję się w obowiązku zwierzyć się Wam z bardzo przykrej tajemnicy. Nie jesteście – większość z Was – dobrze wykształceni, a jedynie tak Wam się wydaje. Zostaliście oszukani najpierw przez nauczycieli, a potem przy wykładowców. To oni, a przynajmniej wielu z nich, bezpodstawnie wypisali Wam świadectwa, zaliczyli egzaminy i wydali dyplomy – czasami nawet po kilka. Następnie chcący Wam się przypodobać politycy wmówili Wam i Waszym rodzicom, że dyplom jest tożsamy z posiadaniem wiedzy i umiejętności” – pisze do absolwentów uczelni w “Gazecie Wyborczej” (28-29.04.2012 r.) Jan Stanek, profesor w Zakładzie Fizyki Medycznej Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Podpisuję się pod tym ręka prawą, a jak dam radę – to też lewą. Ludzie w w większości idą na studia nie po wiedzę, ale po papier. Uczą się w systemie weekendowych zjazdów, które są miłym przerywnikiem w rutynie życia. Bo dzisiejsi studenci też pracują. Na etacie, zleceniu, o dzieło.
Wykładowcy udają, że nauczają. Sobota i niedziela to jedyne dni, kiedy poza codziennymi obowiązkami na uczelni czy w swoich stałych miejscach pracy, można podreperować domowy budżet.
Gdy nadchodzą egzaminy, z reguły wszyscy zaliczają. Przechodzą przez studia bez szczególnego wysiłku. Znam trzy osoby, które podczas studiów naprawdę ciężko pracowały nad sobą, rozwijaniem wiedzy, nauką. Wszystkie osiągnęły sukces zawodowy i stabilizację na swoich poletkach.
A większość podchodzi do pisania i obrony pracy magisterskiej jak do zła koniecznego, byleby wynieść pracę oprawioną w granatową, zieloną czy bordową obwolutę. Są kwiaty, uściski, oblewanie.

Zaczyna się rzeczywistość

Dziś na rynku pracy liczy się doświadczenie (które trzeba zdobywać już na studiach, choćby to było zamiatanie), znajomości (ale nie w sensie wyłącznie kumplowskim, ale znajomości ludzi, którzy wiedzą o nas, że coś potrafimy, że mamy umiejętności). Ale nawet to może nie wystarczyć, gdy firma podupada, bankrutuje lub w ramach cięcia kosztów zamyka się i przenosi do Chin.
Zaczyna się wysyłanie CV. Znalezienie pracy zgodnej z umiejętnościami (jeśli są), doświadczeniem (jeśli jest) i oczekiwaniami (są na pewno) graniczy z cudem. Nawet najlepszy dyplom takiej pracy nie zapewni.
Trzeba przyjąć pracę, jaka jest. I pracować mocno nad sobą, nad tym, co może zapewnić sukces zawodowy.

Żyjemy w czasach niepewności i nadprodukcji inteligencji, o czym mówi profesor Zbigniew Bauman (Gazeta Wyborcza, 14-15 kwietnia 2012 r.): – “Nadprodukcja inteligencji tworzy sytuację potencjalnie wybuchową społecznie. U podłoża rewolucji tkwił przecież przerost oczekiwań nad realiami, a wielką w nim rolę grała właśnie nadprodukcja inteligencji”.

A winę za taki stan rzeczy ponoszą politycy, wielkie korporacje. Wciskają ludziom: uczcie się, zakładajcie firmy i kupujcie, kupujcie, kupujcie. Stać was. Nowe auto, wycieczka za granicą, znowu nowe auto, nowe meble, potem kolejne auto.
Internet, facebook, tablety – zewnętrzne znamiona postępu materialnego nie zastąpią jednak realnego życia i poczucia upokorzenia: Mam dyplom, nawet dwa, a nie mam pracy.
Wyjście jest w zasadzie jedno: nie wystawiać się na frustrację. Pogodzić z rzeczywistością: być może zostanie praca na kasie w Tesco. Uwłaczające może to być jedynie dla tych, którzy włożyli wysiłek na zdobywanie wiedzy i umiejętności, a mimo to im nie poszło. Reszta niech uderzy się we własne piersi, spojrzy w lustro i odpowie na pytanie: Czy robię wszystko, by znaleźć się w gronie inteligencji?

Historia zatoczyła koło. Nie uda się stworzyć świata, gdzie połowa ludzi to “inteligencja”. Kiedyś było prościej. Rządzili arystokraci, ludzie z pokolenia na pokolenia “ustawieni”. Ludzie na dołach znali swoje miejsce. Trudno pogodzić się z myślą, że nie każdy może być arystokratą.

PS. Pracy pewnie mogłoby być więcej, nawet dla tych, co mają dyplom, gdyby przeprowadzić wiele zmian strukturalnych, żeby gospodarka przyspieszyła, a bezrobocie wśród młodych spadło, ale to już temat na osobny tekst.