Jerzy Dobrowolski: Życie i śmierć po bandzie [POMPONIK, 22.05.2018]

Takich “biernych, miernych, ale wiernych” towarzyszy na kierowniczych stanowiskach Jerzy Dobrowolski serdecznie nienawidził. Poświęcił im niejeden skecz. A jego dowcip był zabójczo celny… Miał niezwykły talent wymyślania skrótów myślowych, nowych słów i sformułowań, które wchodziły do języka potocznego.

Jerzy Dobrowolski w filmie “Nie ma róży bez ognia” /Agencja FORUM

“Normalka” – na określenie nienormalnej codzienności – to jego. “To Twoja broszka”, “Dla mnie bomba”, “Ale się porobiło” – też. “Tej wiosny, wcześniej niż zwykle, zazieleniła się kiełbasa” – szydził w kabarecie. Albo: “Zakończył się tydzień pisania listów. Teraz zacznie się miesiąc ich doręczania”.

***

Jego pierwsze małżeństwo się rozpadło, gdy poznał młodszą od siebie o 13 lat aktorkę Jolantę Zykun. Fascynacja była wzajemna. Ją urzekła jego nonszalancja, poczucie humoru, charakterystyczny głos i sposób mówienia. Sama przyznawała, że uzależniła się emocjonalnie od męża. I zapewne dzięki temu znalazła w sobie siłę, by przez lata trwać przy nim, mimo wyniszczającego nałogu.

Kiedyś oświadczyła mu ostro, że jeżeli jeszcze raz się upije, to go zabije. “Wracam do domu i już czuję alkohol – wspomina aktorka. – Patrzę, a on śpi, jak to on, na boczku, na poduszeczce. A obok, na drugiej, położył dla mnie największy nóż, jaki był w kuchni. Gdyby przypadkiem przyszło mi do głowy dotrzymać słowa…”.

Czytaj więcej…

POMPONIK, 22.05.2018