Bring me to Life, Evanescence [TŁUMACZENIE PIOSENKI]

Czytasz z moich oczu jak z otwartej książki,
Wiedzie cię w głąb mej duszy,
gdzie serce tkwi zdrętwiałe bez czucia i bicia
Dusza w hibernacji
Czeka aż ją znajdziesz
I poprowadzisz z powrotem do domu

(Obudź mnie)
Obudź moją duszę
(Sam nie dam rady)
Obudź moją duszę
(Ocal mnie)
Zawołaj mnie i wyrwij z mocy ciemności

(Obudź mnie)
Każ krwi krążyć
(Sam nie dam rady)
Zanim osiądę na dnie otchłani
(Ocal mnie)
Wyrwij z nicości, w którą spadam

Teraz już wiem, bez czego dalej nie mogę żyć
Nie możesz mnie zostawić
Wtłocz we mnie tlen, przywróć mnie do życia

(Obudź mnie)
Obudź moją duszę
(Sam nie dam rady)
Obudź moją duszę
(Ocal mnie)
Zawołaj mnie i wyrwij z mocy ciemności

(Obudź mnie)
Każ krwi krążyć
(Sam nie dam rady)
Zanim osiądę na dnie otchłani
(Ocal mnie)
Wyrwij z nicości, w którą spadam

Przywróć mnie do życia
(Tkwię w pustce, która okazała się kłamstwem)
Przywróć mnie do życia

Skostniały od środka bez twojego dotyku, bez twojej miłości
Tylko Ty jesteś życiem pośród śmierci

(Przez ten cały czas, to nie do wiary,
Nie mogłem w mroku niczego dostrzec
A Ty byłaś przede mną)
Czuję, jakbym spał tysiąc lat
Muszę otworzyć oczy na wszystko
(Lecz nadal tkwię bez myśli, bez głosu, bez duszy)
Nie pozwól mi umrzeć, musi być coś więcej

Przywróć mnie do życia

(Obudź mnie)
Obudź moją duszę
(Sam nie dam rady)
Obudź moją duszę
(Ocal mnie)
Zawołaj mnie i wyrwij z mocy ciemności

(Obudź mnie)
Kaź krwi krążyć
(Sam nie dam rady)
Zanim osiądę na dnie otchłani
(Ocal mnie)
Wyrwij z nicości, w którą spadam

Przywróć mnie do życia
(Tkwię w pustce, która okazała się kłamstwem)
Przywróć mnie do życia

Kruczoczarna

Kasia, spełniło się moje marzenie z piosenki „Someone like you” Adele. Poznałem kogoś takiego jak ty. Kruczowłosą, zielonooką kobietę o wybujałej inteligencji ocierającej się o schizofrenię, radosnym wiosłowaniu przez życie, w którym żółto-czerwony autobus, choćby pełen śmierdzących zjełczałym ubraniem bezdomnych, pachnie lasem otaczającym leśniczówkę Pranie. Nawet ubiera się kolorowo w stylu kakadu.  Ma śliczną blond córeczkę jak nasza Weronika.

Zauroczyłem się jej pogodą ducha, literackim spojrzeniem na świat, które z codzienności każe zrobić opowieść o dziewczynce z zapałkami . Ty miałaś wielki tyłek i małe piersi, ona ma chyba ładne duże cycki i mały tyłek. Nie widziałem. Kiedyś wydawało mi się, że nie będę z kobietą, która pali. Kiedyś rękę dałbym sobie uciąć, że nigdy nie pokocham dziewczyny z domu,  w którym futryna wypadła, bo tata tobą rzucił w drzwi do pokoju. Kto by tam naprawiał tekturowe drzwi? Przecież jak leżałaś w psychiatryku, ojciec poszedł w tango.

Straciłem duszę dla laski bez ambicji, pogardzającej wykształconymi, bogatszymi. Zrozumiałem, że muszę zejść na twój poziom, choć słowo zejść sugeruje, że stałaś niżej ode mnie. Nie, zatem nie zejść. Że muszę dostosować się w całości do Ciebie, bo Ty nie nagniesz się ani na jotę. Zmieniłem swój charakter, co objawiło się po naszym rozstaniu. Pociągały mnie w tobie zepsucie, lubieżność, oparta o koślawą moralność, bo wymagałaś jej od innych, samemu nie dając. Byłaś moją ladacznicą i kurwą.

Nie wybielam się. Popełniłem wiele błędów, których dziś się wstydzę i cię przepraszam.  Sam byłem skurwysynem jakich mało, ale jednego nie da się ukryć: Przestawiłem swój świat dla Ciebie do góry nogami. Z bogacza stałem się adresatem pism komorników, gardziłaś ludźmi jeżdżącymi BMW, bo warci tyle co brud za paznokciem. Z biznesmena przeflancowałem się na zamiatacza ulic, bo tylko taka praca była dla Ciebie coś warta.  Huragan „Kasia” zrównał z ziemią dotychczasowy, porządek myśli, światopogląd, kolegów i pracę.

Przesuwałaś tę granicę. Sprawdzałaś, jak daleko mogę się nagiąć, może przestanę czytać, pisać, zrezygnuję z przyjaciół. Prawie ci się udało.  Zadawałaś mi ból dla zabawy, dla zabicia czasu. Drzemiąca w tobie głucha nienawiść podjudzała cię do wymyślania coraz to nowych tortur. Chciałaś się przekonać, ile zniesie dla ciebie ten zamożny kaleka, który nigdy nie zaznał, co to głód i chłód.

Byłaś miłością mojego życia, ideałem kobiety. Ledwie myśl o tobie w tramwaju numer 9 jadącym na Grochów sprawiała, że moja męskość budziła się do życia. Łapię się na tym, rzadko ale jednak, że niektóre rzeczy nadal robię, piszę, myśląc, bojąc się, jak Ty byś na to zareagowała. Twój bezwstyd, sprośny urok powodował, że z kobiety stawałaś się lubieżną samicą. Nienawidzę cię.

Nie pytaj się, jak można nienawidzić kobietę, a równocześnie jej pożądać. Nie wiem. Ale wiem jedno: nienawiść jest najsilniejszym środkiem podniecającym, a pożądanie kobiety w przystępie złości jest może najszaleńszą rozkoszą, jakiej człowiek może doznać. Tylko że taka miłość nie uśmierza pożądania, nie daje ani ulgi, ani spokoju, nic nie rozwiązuje i stopniowo doprowadza nas do szaleństwa. Ocaliłem zdrowie, wyrzuciłem cię.

Nasza historia się skończyła, ale bajka trwa nadal. Od chwili, gdy drzwi zatrzasnęły się za Tobą, błagałem o powrót. Pod dwóch latach zmęczyłem się sobą i zacząłem śnić o kimś takim jak ty, ale kto nie będzie Tobą. Kimś, kto nie zastąpi mi Ciebie, bo unieszczęśliwiłbym siebie dążąc do skopiowania tych dziesięciu lat, które się nie powtórzą. Nic dwa razy się nie zdarza. Ułudą byłoby marzenie o życiu na podłodze w przedpokoju, jak dwa lata mieszkaliśmy.

Poznałem kobietę taką jak Ty. Sensem miłości jest pisanie przez nią scenariusza, którego sobie nie wyobrażamy. Zatem ta kobieta na pewno nie jest taka jak Ty. Mam wielką potrzebę miłości, ale nie dopuszczam jej do siebie. Odpycham, zniechęcam, chowam się za maską wyszczerzonego klowna.

Nie wiem, czy mam siłę podnosić się po raz drugi. Nie chcę sprawdzać. Trwanie w przyjemnym cieple ma w sobie nerw żywcem wyjęty z „M jak miłość”, ale literatura zapewnia mi dopływ dopaminy. Nie chcę pozwolić, żeby po raz kolejny moje życie stało się tematem książki. Z słów splotę egzystencję. Nie w drugą stronę.

Poznałem kobietę taką jak Ty. Kruczowłosą, małą, ale pakowną. Idealną.  Mówi, że jej sutki ciągle sterczą. Ona też nie ma wody w mieszkaniu. Pamiętasz, przez rok kąpaliśmy się w misce wody podgrzewanej w czajniku na gazie.

Nie, nie, kurwa nie, będę kąpał się w wannie. Tęsknota za wiatrem czasem przebija przez miarowy szum wody z prysznicowej słuchawki. Leję więcej wody? Ciepłej? Zimnej?