Woda w Warszawie 2019-2020 [AKTUALIZACJA 03.07.2020]

03.07.2020

W związku z prognozowanymi na piątek, 3 lipca 2020 r., intensywnymi opadami warszawskie MPWiK postawiło w stan gotowości 31 brygad, w tym 16 samochodów specjalistycznych.

Na ulice Warszawy wyjechał pierwsze ekipy MPWiK – zostały one rozstawione w czterech strategicznych dla miasta punktach, gdzie w ostatnim czasie powstawały zastoiska wody, tj.

👉 na Wisłostradzie na wprost Cytadeli
👉 w pobliżu tunelu Dworca Zachodniego
👉 na skrzyżowaniu ulic Radarowej i Hynka
👉 na Rondzie Starzyńskiego/Rondo Żaba

MPWiK prosi także o zgłaszanie zalewisk i podtopień do pogotowia pod bezpłatny czynny całą dobę numer 994.

01.01.07.2020

🌧W Warszawie suma opadów w czerwcu wyniosła 165,7 mm, co stanowi 237% normy wieloletniej. Najwyższy dobowy opad wystąpił 22 VI i wyniósł 41 mm.
Rekordowy dobowy opad z okresu 1951-2020 zanotowano 17 VI 1991 i wyniósł 54,2 mm.

W Warszawie średnia miesięczna temperatura wyniosła 19°C i była o 2,2°C wyższa od średniej wieloletniej. Najwyższa temperatura maksymalna w Warszawie wyniosła 30,4°C i wystąpiła 12 VI, a najniższa temperatura minimalna: 6,4°C wystąpiła 4 VI. W latach 1951-2020 rekordową wartość maksymalnej temperatury w Warszawie zanotowano 26 VI 2019 i było to 35,3°C, a najniższą minimalną temperaturę z tego wielolecia: 1,8°C zanotowano 2 VI 1975.

Źródło: IMiGW

30.06.2020

Stan wody w Wiśle na wodomierzu na bulwarach wynosił dziś rano 355 cm, co oznacza, że układał się w strefie “dolnej wysokiej”. Na zdjęciu widok na Warszawę z zalanej mniej więcej w 1/3 plaży La Playa.

Na zdjęciu widok na Warszawę z zalanej mniej więcej w 1/3 plaży La Playa

29.06.2020

Takiej nawałnicy, jaka dziś przeszła nad Warszawą, dawno nie widziałem. Czy w ogóle? Nie wiem, pamięć zwodzi nas na manowce i wyświetla obrazy, jakie uważa za słuszne. Ale studzienek ściekowych wybijających wysokimi fontannami nie przypominam sobie od bardzo dawna. Między godziną 16:00, a 16:40 spadło około 30-32 mm wody (w czasie głównej ulewy). Chwilowe natężenie opadów (średnia jednominutowa) sięgało lub przekraczało kilkukrotnie 100 mm/h. W gęsto zabudowanym i zabetonowanym mieście przy takim natężeniu i sumie opadów w zaledwie 40 minut nie ma możliwości uniknięcia zalań i podtopień.

 

Średnia miesięczna suma opadów dla Warszawy w czerwcu to ok 79 mm. Dzisiaj spadło 20 mm w 10 minut.

W niezabudowanym w miarę naturalnym terenie około 50% opadu wsiąka w głębsze warstwy gleby zasilając wody podziemne, 40% nawadnia płytkie warstwy gleby, powierzchnię miasta oraz roślin, z których woda trafia do atmosfery w procesach ewapotranspiracji i tylko 10% spływa powierzchnią do najniżej położonych punktów terenu. W miastach natomiast, gdzie dominują uszczelnione powierzchnie tylko 15% opadu trafia do głębszych zasobów wód podziemnych, 30% odparowuje – głownie z powierzchni nieprzepuszczalnych, a 55% spływa ulicami i chodnikami do kanalizacji, a nią do rzek i z nimi poza obszar miasta. Efektem są nagłe wzrosty poziomu wody w rzekach i kanalizacji skutkujące powodziami lokalnymi, a czasem nawet bardziej rozległym. [1]

 

26.06.2020

Karolina Gałecka z Urzędu Miasta st. Warszawy:

W celu przeciwdziałania skutkom suszy, zwiększenia retencji wody w mieście, ochrony istniejących zasobów wodnych, poprawy warunków funkcjonowania środowiska przyrodniczego, dostosowujemy zarządzanie przepływami w istniejącej sieci kanałów i zbiorników wodnych w mieście.

Zmieniamy funkcję kanałów – z drenującej na nawadniającą. Z 29 zarządzanych przez miasto kanałów wybrano 6, na których zostaną założone urządzenia piętrzące i sterujące przepływem wód. Zamiast pozbywać się wody z miasta, retencjonujemy ją tam gdzie ona powstaje. W podpiętrzonych kanałach powstanie magazyn wody istotny dla przyrody, siedlisk gatunków roślin i zwierząt.

Wykonane zostały już prace na pierwszym z nich – Kanale Gocławskim. Dzięki piętrzeniu w kanałach napełniliśmy również przyległe do nich zbiorniki:

– Jezioro Balaton

– Jezioro Kamionkowskie

– Zespół zbiorników w Parku Skaryszewskim

W trakcie piętrzenia w kanale Gocławskim woda zasila również przyległy zbiornik – Balaton na Pradze Południe. Dzięki prostym działaniom zbiornik zyskał prawie 8000 m3 wody. To liczba odpowiadająca 1440 beczkowozom.

12.05.2020

Dwa tygodnie temu wodowskazy na warszawskiej Wiśle pokazywały 45 cm. Tak niskiego poziomu rzeki o tej porze roku jeszcze nie było. Po majowych deszczach na południu Polski poziom wody się poprawił. W poniedziałek 11 maja 2020 r. miara wskazywała 81 cm.

23.04.2020

Stan wody 💦 na Wiśle w Warszawie wynosi 57 cm. W najbliższych dniach poziom wody będzie opadał do 50 cm powyżej zera na wodowskazie. Najniższy stan został zanotowany w 2015, wyniósł 26 cm❗️Rok temu podczas najsuchszej wiosny notowaliśmy 87 cm.

Dane dotyczące Wisły i zdjęcie: IMiGW

Wygląda na to, że po raz pierwszy w czasach powojennych będzie się zmagać z katastrofalną suszą, która może skutkować nie tylko reglamentacją wody, ale i brakiem żywności oraz związaną z tym drożyzną.

Polskie państwo przeznacza na walkę z suszą 150 milionów złotych, na TVP dało 2 miliardy złotych. Będą modlić się o deszcz w “Wiadomościach”? A co  z zaopatrzeniem w wodę w mojej Warszawie?

W tej chwili nie mamy planów z wprowadzeniem jakichkolwiek ograniczeń w dostawach warszawskiej kranówki – wyjaśnia Dominika Wiśniewska z biura prasowego miasta st. Warszawy. Jesteśmy też w stałym kontakcie z Miejskim Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji w m.st. Warszawie, które ma procedury na wypadek suszy. Decyzje w sprawie ewentualnych ograniczeń będą podejmowane po konsultacjach z MPWiK. Jednocześnie miejscy wodociągowcy zapewniają, że mimo coraz niższego poziomu wody w Wiśle, stolicy nie grozi susza w kranach. Część wody dla stolicy jest pobierana z Wisły, jednak nie z nurtu, ale drenami spod dna rzeki, z głębokości 4-6 metrów. To oznacza, że stan wody jest zabezpieczony. Nie należy też zapominać o ujęciu wody z jeziora Zegrzyńskiego, który dociera do Warszawy tzw. Wodociągiem Północnym. On zapewnia również ewentualne awaryjne uzupełnienie poziomu wody w stolicy.
Oczywiście niezmiennie zachęcamy też warszawiaków do działań na rzecz środowiska i oszczędzania zasobów wodnych. Miasto wpiera także finansowo instalację urządzeń małej retencji wody, czyli zbiorników, w których zbiera się tzw. „deszczówkę”. Dzięki temu warszawiacy mogą przyczynić się do walki z suszą. Uruchomiliśmy dodatkowy nabór wniosków na miejskie dofinansowania do tego typu ekoinwestycje, które mieszkańcy chcą zrealizować jeszcze w tym roku – warszawiacy mogą przekazywać dokumenty do końca maja.

Jak jeszcze Warszawa walczy z suszą?

·           Żeby młode, przyuliczne i parkowe drzewa przetrwały upały zakładamy przy ich pniach treegatory. Specjalne worki o pojemności ok. 50 l mają małe otwory, którymi woda wycieka wsiąkając wolno w glebę, co zmniejsza straty przez wyparowanie. W zeszłym roku postawiliśmy ponad 1300 takich worków. W zasobach mamy 10 tys. treegatorów.

·           W zakupach nowych drzew i planach nasadzeń wybieramy gatunki roślin, które mają największe szanse na dostosowanie się do miejskich warunków oraz zmian klimatycznych. W lasach miejskich zrezygnowaliśmy z wiosennego sadzenia drzew, sadzimy jesienią kiedy wody jest zazwyczaj więcej niż wiosną.

·           W planach mamy Program Ochrony Wód, którego celem jest zatrzymywanie i wykorzystanie jak największej ilości wody opadowej. Elementy programu to m. in. analiza możliwości wykorzystania do retencji kanałów, program ochrony źródeł wody oligoceńskiej, dotacje do zbiorników retencyjnych. Większość z tych działań już realizują różne miejskie instytucje, ale mają zostać zebrane pod jeden parasol i wspólnie mierzone tak, aby można było ocenić skuteczność ich realizacji. (Obecnie przygotowuje to zespół ekspertów ds. wody z Biura Ochrony Środowiska, Zarządu Zieleni i Biura Ochrony Powietrza i Polityki Klimatycznej).

 

Luty 2020 r.

Obecna sytuacja hydrologiczna jest bardzo zbliżona do tej z zeszłego roku. Należy przy tym pamiętać, że rok 2019 był wyjątkowo suchy. Spowodował on pogłębianie się deficytu wody w glebie i głębszych warstwach gruntu, a odbudowa takich zasobów wodnych trwa bardzo długo.
Źródło: IMiGW


Czytaj więcej…

Drzewo życia

Liczba drzew rosnących dziś na całej Ziemi jest szacowna na 3 biliony (bilion to tysiąc miliardów). Zgodnie z wyliczeniami zespołu prof. Crowthera musielibyśmy w szybkim tempie zwiększyć ją o kolejny bilion. Najwięcej miejsca o zalesiania – niezajętego przez pola uprawne ani miasta – mają Rosja, USA, Kanada, Australia, Brazylia i Chiny. (…) Niestety, nawet posadzenie najbardziej odpornych drzew na ogromnych obszarach nie wystarczy, bu uchronić nas przed najgorszym scenariuszem katastrofy klimatycznej. – To nie jest panaceum, lecz tylko jeden ze sposobów na walkę ze zmianami. Jeśli nie ograniczymy zużycia paliw kopalnych, nowe lasy spowolnią zmiany, ale ich nie zatrzymają – ostrzega prof. Jaroszewicz.

Zgadzają się z nim uczeni z ekipy prof. Crowthera – wyliczyli, że jeśli zadrzewimy 900 mln hektarów, ale nadal będziemy zwiększać produkcję gazów cieplarnianych w tym tempie, co obecnie, za 22 lata wrócimy do punktu wyjścia.  [1]

Proces przetwarzania drewna w papier pochłania tyle energii, że powoduje to emisję równie dużej ilości gazów cieplarnianych, co te zawarte fizycznie w papierze.

Drewno wbudowane w budynek zatrzymuje CO2 nawet na sto lat i więcej.

Płyty CLT złożone z mocno sklejonych warstw drewna. Są one tak mocne i odporne na ogień, że mogą zastąpić beton i stal w konstrukcjach budynków. Kanadyjskie firmy budują z CLT nawet 18-piętrowe wieżowce, a w Londynie ma powstać :drewniany: drapacz chmur o wysokości aż 30 m.

Najcenniejszy składnik drewna to tzw. nanoceluloza, której włókna są tak wytrzymało jak kevlar. Można ją wykorzystywać w produkcji farb, klejów, opakowań, pieluch, a nawet elektroniki – wylicza prof. Lars Berglund, dyrektor szwedzkiego Centrum Badań nad Drewnem im. Wallenbergów [1]
Liście drzew pochłaniają do 90 proc. promieni słonecznych, a cień przez nie rzucany schładza powierzchnię gruntu nawet o 20 st. C.

Amerykańska agenda rządowa US Forest Service wyliczyła, że jeśli drzewa rosną obok budynku w odpowiednim zagęszczeni u układzie przestrzennym, pozwalają zaoszczędzić energię zarówno latem, zmniejszając koszty klimatyzacji o 30 proc, jak i zimą, osłaniając ściany budynku przed wychładzającym je wiatrem, co z kolei zmniejsza koszty ogrzewania nawet o 50 proc. – wyjaśnia prof. Jaroszewicz.

Badania wykazują, że dobrze zaprojektowana zieleń miejska obniża poziom smogu o 10 proc. [1]
Najlepiej sobie z tym radzą klon polny, lipa drobnolistna, a przede wszystkim brzoza brodawkowata.

Większość wyliczeń podaję w oparciu o funkcję i możliwości brzozy o średnicy pnia 40 cm, wiek ok. 70 lat

Cień rzucany przez koronę drzewa w czasie upałów obniża temperaturę nawet o 20 stopni Celsjusza.

Korzenie mogą zatrzymać 6,6 tys. litrów wody deszczowej rocznie.

[1] Focus, nr 09/2019, wrzesień 2019

 

Ważne linki:

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1786912,1,co-moze-nas-uchronic-przed-globalnym-ociepleniem-drzewa.read?fbclid=IwAR0t5eQF6VkrAjfNdb0GVoj0y0DqEal6USXXhT-DpMo7fGSNkABWjx3xdjEhttps://www.welt.de/wissenschaft/umwelt/article196376099/Aufforstung-ist-laut-einer-Studie-am-effizientesten-gegen-Klimawandel.html?wtrid=socialmedia.socialflow….socialflow_facebook&fbclid=IwAR3kiBUeMvb2JtOmnz9VNPjcB0sG3RZG033iAKHOvJuLzSE1AfWa4j1ekQ0

Pocztówki znad krawędzi

Anglia dopiero co tonęła w ulewnych deszczach. Australię trafiły pożary. W Polsce lato od kilku lat zaczyna się w kwietniu, po czym w czerwcu przechodzi w suszę i upały. Tegoroczny grudzień przypomina kwiecień niż świąteczne obrazki domów zasypanych śniegiem. Klimat się zmienia i co do tego nikt zdrowo myślący nie ma wątpliwości. Tylko co z tego?

 

Według Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) ostatnia dekada, czyli lata 2010-19, była najgorętszą w historii globalnych pomiarów temperatury. [1]
Grenlandia dolała ponad 1 cm do wzrostu poziomu oceanu. Spełnia się najczarniejszy scenariusz. (…) Jeśli Grenlandia nadal będzie topnieć w takim tempie jak obecnie, to “pod koniec wieku będzie odpowiadać za podtopienia dotykające 100 mln ludzi – jedną czwartą z tych, których obejmie całkowity wzrost poziomu oceanu”. [2]

Niepokój ludzi towarzyszący zmianom klimatycznym wydaje się uzasadniony. Ale czemu kwestia katastrofy klimatycznej nie schodzi z czołówek gazet, skoro w XVI-XIX wieku Europę ścięła zimnem “mała epoka lodowcowa”. Przykłady bezprzykładnej suszy w historii też się zdarzały.
Anasazi to współczesna nazwa cywilizacji indian zamieszkujących południe obecnych Stanów Zjednoczonych. Najciekawsze są ich siedliska, miasta wykute w klifach skalnych, które zapewniały bezpieczeństwo. Czemu je opuścili około 13 wieku nie wiadomo. Teorie mówią o suszy spowodowanej zmianą cyrkulacji prądów morskich.

Dzisiejsze zmiany klimatyczne zatrważają, bo wyganiają nas z Edenu komfortu i przewidywalności w stylu: skoro jest zima to musi być zimno. “Sorry, taki mamy klimat”.
Ale nieprzewidywalność klimatyczna nie idzie w parze z nowożytną ideologią liberalno-kapitalistyczną, która (prawie) wszystko jest w stanie wyjaśnić, zbadać i przekuć w efektywne działanie. Kapitalizm obiecywał nieustanny wzrost dobrobytu napędzanego postępem technicznym i rosnącą efektywnością wytarzania. Droga na szczyt miała trwać wiecznie i zataczać coraz szersze kręgi ludności świata. I zatacza.
Okazało się jednak, że medal postępu z jednej strony – złoty, z drugiej pokazuje degradację środowiska, smog, góry śmieci i zmiany klimatyczne.

Homo sapiens z zasady nie przejmuje się niczym, co nie stanowi palącego problemu już dziś, dlatego kolejne szczyty klimatyczne stanowią raczej zasłonę dymną do dalszego dymienia, kopcenia i spalania.

Oczywiście na zjazdach, sympozjach i konferencjach nie brakuje pomysłów na odwrócenie niekorzystnych trendów na Ziemie. Są wśród nich:
– ograniczenie spalania paliw kopalnych
– ograniczenie produkcji opakowań plastikowych
– sadzenie drzew absorbujących CO2
– oszczędzanie wodny pitnej
Wszystkie te kroki prowadzą do jednego celu – ograniczenia zużycia zasobów Ziemi, a to z kolei wymaga przedefiniowania zasad i celów funkcjonowania światowej gospodarki – rezygnacji z priorytetu ciągłego wzrostu dochodów, wartości firm, podnoszenia PKB, schlebiania portfelom inwestorów giełdowych.
Na to się nie zanosi.

 

Za sprawą człowieka, który od wybuchu rewolucji przemysłowej dolewa do atmosfery coraz więcej gazów cieplarnianych, upadają kolejne kostki domina, a Ziemia zmierza do mniej sprzyjającemu życiu (przynajmniej takiemu, jakie znamy) “szklarniowemu” klimatowi.
Rekordowo duże stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze
“Atmosferyczne stężenie dwutlenku węgla już sięgnęło poziomu sprzed 4 mln lat, z epoki pliocenu – piszą autorzy tekstu w “Nature” – i pędzi w stronę stężenia sprzed ok. 50 mln lat, z eocenu, kiedy Ziemia była o blisko 14 st. gorętsza od tej z czasów tuż przed rewolucją przemysłową”.
Tragiczna pułapka, w jaką wpędziliśmy ludzkość i inne gatunki – podkreślają autorzy – “wymaga międzynarodowego działania, a nie pustych słów”. [3]

Zatem tradycyjnie, dopiero kataklizm we własnym domu zmusi ludzi do działania. Tymczasem w grudniu 2019 roku w Polsce krzewy puszczają pąki, a róże – kwitną.

 

 

 

***
[1] Katastrofy roku 2019. Raport Światowej Organizacji Meteorologicznej, Tomasz Ulanowski, Wyborcza.pl, 6 grudnia 2019
[2] Grenlandia dolała ponad 1 cm do wzrostu poziomu oceanu. Spełnia się najczarniejszy scenariusz, Tomasz Ulanowski, Wyborcza.pl, 12 grudnia 2019
[3] Zmiany klimatu ocierają się o punkty krytyczne. Nasza cywilizacja może posypać się jak kostki domina, Tomasz Ulanowski, Wyborcza.pl, 1 grudnia 2019