Legia na oddział intensywnej terapii

O Bogu napisano całe biblioteki opasłych ksiąg, mimo że nikt go na oczy nie widział. Odwrotnie niż o Legii Warszawy. Wszyscy widzą ich poczynania, ale czy da się o grze piłkarzy z Łazienkowskiej wykoncypować oryginalną myśl, nie popadając w powtarzalność, banał, pustą krytykę? Spróbuję.

 

 

Kiedy Legia odpadała z LE po blamażu ze Spartakiem Trnawa, wydawało się, że gorzej już być nie może. Legia Warszawa dysponuje budżetem większym niż cała słowacka Liga, a mistrz tego kraju, Spartak Trnawa, nie wydaje pieniędzy na zawodników, przygarnia wolnych, między innymi z polskiej Ekstraklasy. Pomocnik Jan Vlasko przyszedł z Zagłębia Lubin na zasadzie wolnego transferu; w ten sam sposób Martin Kostal – z Wisły Kraków. Tylko jeden z zawodników gra w reprezentacji swojego kraju, Gruzin – Vakhtang Chanturishvili. Zespół trenuje znany z Piasta Gliwice Radoslav Latal. Ogrywa mistrza Polski, Legię Warszawa,

 

Przy zachowaniu skali, to tak jakby Legia z eliminacji Ligi Mistrzów wyeliminowała starającą się o grę w elitarnym towarzystwie – Chelsea Londyn. Po trnawskkiej niestrawności, zgadze, wydawało się, Legia Warszawa zostawiła dno kilka poziomów wyżej od mułu i wodorostów, tym bardziej, że nie schyliła się po 300 tys. euro od UEFA za wyeliminowanie Słowaków. Ale Legia świdruje głębiej. Wczoraj przegrała na własnym stadionie z amatorami z Luksemburga – F91 Dudelange – 1:2. To już poważne zatrucie wymagające  hospitalizacji na oddziale intensywnej terapii. Nie dziwię się, że operacji nie podjął się Adam Nawałka. Jeszcze pacjent by mu umarł.

 

Na pierwszy rzut oka w Legii wszystko się zgadza. Piękny stadion, dookoła boiska migocą reklamy (PGiNG: “Zagrzewamy Legię”), profesjonalne stroje, wypasiony klubowy autobus, właściciel-światowiec Dariusz Mioduski, któremu wydawało się, że jak zatrudni trenerów z Chorwacji, to Kopciuszek zamieni się w królewnę. Zmienił się w ropuchę. Nie wierzę, ze Mioduski jest naiwnym facetem, ale wygląda na to, że trenerzy i zawodnicy znaleźli przy Łazienkowskiej fajne miejsce, gdzie można bez wysiłku przytulić konkretny hajs.

Co może zrobić Legia Warszawa? Przegrać drugi mecz z Dudelange, potem spaść do I ligi i zacząć pracować.

 

 

 

Czytaj też…

Ekstraklasa. Legia Warszawa miała być jak Bazylea i Dinamo Zagrzeb, a jest nijaka. Nie ma wyników, stylu, DNA i pieniędzy. Zamiast tego jest grzęzawisko problemów

Sport.pl, 10.08.2018

Legia, cykliści i Wehrmacht

Najpierw Legia Warszawa była pewna awansu do Ligi Mistrzów, bo Kazachowie to lekka bułka z masłem, ale stołeczni piłkarze się zachłysnęli masłem. Nic się nie stało, przecież nie trzeba grać co rok w Lidze Mistrzów, wystarczy raz na 25 lat. Powrotem na właściwą orbitę miał być zapowiadany na billboardach (Zawsze Mocniej) awans do Ligi Europejskiej, a drobną przeszkodą na drodze mistrz Mołdawii – Sheriff, bo jaki Dziki Zachód, taki i szeryf.  Polscy  wojownicy boiska w dwumeczu przegrali z kolegami z kraju wciśniętego między Rumunią a Ukrainę. 

W międzyczasie (przed meczem z kazaskim Astaną) z dobrej strony pokazali się kibice, wywiesili wielki transparent przedstawiający żołnierza Wehrmachtu przykładającego pistolet do czaszki dziecka.  Powstanie przegraliśmy, dwumecz z szeryfami też, ale za to robimy fajne transparenty. I Europa się dowie, że tak naprawdę za krzywdy, zniszczenia i mordy należy nam się finał Ligi Mistrzów, bo przecież Legia rok temu zremisowała z Realem Madryt, czyli poziom sportowy reprezentuje podobny.

Wczoraj Legia wygrała z Zagłębiem Lubin 2:1, ale żylecie się ulało, bo żarliwie dopingowała zespół: “Czy za mało zarabiacie, że wy tak chujowo gracie?”. “Zawsze mocniej” – skandowała żyleta po każdym nieudanym zagraniu Michała Kucharczyka. Trochę późno kolesie z żylety się obudzili, bo teraz choćby nie wiem jak Legia się napinała, może wygrać co najwyżej ekstraklasę i Puchar Polski. Dobrze jak na Niecieczę, słabo jak na Legię. W internecie znalazłem nie wiem, czy prawdziwe, ale ładne podsumowanie dotychczasowej gry Legii:

Wszyscy umierają. Umarł Witold Pyrkosz, potem Janusz Głowacki,  a w ostatni weekend Grzegorz Miecugow. Rząd pracuje ponoć nad jakimś prawem,  że zablokują internety i facebook. Mała strata, dopóki można w nim znaleźć takie bzdury (http://wolna-polska.pl/wiadomosci/wyleczyc-raka-dni-niesamowita-metodyka-dra-coldwella-2017-08): „Dr Leonard Coldwell opracował unikalny system leczenia każdego rodzaju nowotworu w okresie do 4 miesięcy. Podczas swojej praktyki opublikował 19 książek, z których szczególnie popularne są te, które mówią o leczeniu nowotworów złośliwych. Na swoim koncie ma zapisanych 35 000 uratowanych istnień ludzkich”. Biedny Miecugow, gdyby wiedział, to by żył, choć pewnie wiedział, na pewno zgłosił się po pomoc do dr Coldwella, a nie tym razem, bardzo mi przykro, proszę przyjąć wyrazy współczucia. Gdzie indziej można przeczytać, że raka leczy soda oczyszczona. Mózgi z myślenia oczyszcza.

Najbardziej w Warszawie wkurwiają mnie rowerzyści.  Idę chodnikiem, którego połowę zajmują zaparkowane samochody, a za tobą dzwonek roweru. Bo taki kurwa na rowerze prowadzi życie jebanego millenalsa, więc jak pije, to radlery cytrynowe, jak je, to pierogi ze szpinakiem na bulwarach wiślanych, nosi brodę, pedalską czapkę, a rower ma w kolorze papieru toaletowego z czasów PRL-u. Ma 35 lat i żyje na garnuszku mamusi.

Taki ma w dupie przepisy, że nie może jechać po chodniku na rowerze, że jak jest jezdnia, to musi jezdnią. Polskie warcholstwo, nieposzanowanie prawa, brak wewnętrznej dyscypliny dziedziczy się widać z pokolenia  na pokolenie. Co, Polak, cebularz, Janusz polskiej cyklistyki, nie będzie jechał po chodniku? A kto mu zabroni?