Najlepsze filmy obejrzane w 2021 r. [RANKING] [AKTUALIZOWANY]

1. Baza ludzi umarłych, reż. Czesław Petelski

Stefan Zabawa trafia tuż po II wojnie światowej do bazy transportowej na bieszczadzki wygwizdów. Byli partyzanci, przestępcy, wyrzutki społeczne, by uniknąć więzienia, pracują tam przy transporcie drewna Wożą tony trupami aut, więc i trup ludzki ściele się gęsto. Buntują się, chcą opuścić bieszczadzką głuszę. Zabawa ma ich zatrzymać.
Scenografia bardziej teatralna niż filmowa, błyskotliwe dialogi Marka Hłaski, oszczędna, ale wyrazista gra Leona Niemczyka, Zygmunta Kęstowicza, Emila Karewicza, Teresy Iżewskiej tworzą klimat i jakość filmu. Bieszczady hartują, łamią, zmieniają.

Leon Niemczyk, Emil Karewicz, Aleksander Fogiel
Zygmunt Kęstowicz i Emil Karewicz, na organach Roman Kłosowski

– Dobry mechanik, to go tu przysłali. Niektórzy mówią, że to przez nią.
– Przez nią?
– Puściła się podobno z jakimś tam urzędasem. Chciała z nim kombinować na boku. Masz pojęcie, jaki szum powstał. Żona ważniaka i takie rzeczy. Ustrój się może od tego zawalić. Co chcesz? Dziewczyna za Niemca nauczyła się wszystkiego.

Baza ludzi umarłych

Teresa Iżewska i Zygmunt Kęstowicz w “Bazie ludzi umarłych”

Wanda jako na dobrą żonę przystało chwyta się każdego mężczyzny, poza mężem, by uciec z dziczy. Odmawia też “Warszawiakowi” z powodu jego wyglądu. Los bywa jednak okrutny i przewrotny. Okrucieństwo i perfidia losu nie spotkały finału filmu. Ten kończy się braterstwem ludzi pracy w duchu wzajemnego zrozumienia, co Marka Hłaskę zdjęło pesymizmem. Zażądał wycofania nazwiska z filmu. Słusznie?

Gdyby nie jedynie słuszne przesłanie moralne, byłby to film bardzo dobry. “Bal na gnojnej” wygrywany na organach podczas pogrzebu “Apostoła” – majstersztyk.

“Baza ludzi umarłych” opowiada o ludzkich pragnieniach wyższego rzędu: żeby wreszcie chodzić po chodniku, leciała ciepła woda w kranie i stać mnie było na garnitur z krawatem. A przynajmniej na ładną dziewczynę.

Daję cztery plus w sześciostopniowej skali. Tyle samo, co “Królowi”, ale jednak miejsce wyżej ze względu na świetne dialogi. Trochę teatralne, trochę każdy brzmi jak cytat z książki, ale czuć talent Hłaski.


2. Polowanie, reż. Thomas Vinterberg

Mads Mikkelsen gra w “Polowaniu”, jakby nie grał, więc gra rewelacyjnie. Lucas, trochę zagubiony facet po rozwodzie, wychowawca w przedszkolu, tata nastolatka, kompan w męskich rozrywkach i w polowaniach, zostaje oskarżony o molestowanie podopiecznej. Przy okazji córki najlepszego przyjaciela.

Los Lucasa odmienia się jak za dotknięciem różdżki czarownicy. Odwracają się od niego dyrektorka przedszkola, przyjaciel, kumple. Nawet kierownik i obsługa zaprzyjaźnionego sklepu reagują agresją na jego wizytę w sklepie.

Thomas Vinterberg mierzy się z dwoma mitami. Pierwszy brzmi: dzieci nie kłamią. Fraza ta często powtarza się w filmie. Potoczna obserwacja przeczy temu powszechnemu poglądowi. Drugi mit już prawdziwy: bliźni mogą obrzucić cię błotem, które przylgnie już na zawsze. Nie istnieje sposób, by brud z siebie zmyć.

Reżyser wykorzystuje tradycyjne motywy hipokryzji i małomiasteczkowego, bo tam dzieje się akcja, kołtuństwa. Rzeczywiste przestępstwa, wina lub niewinność pozostają w cieniu samosądu sąsiadów, których nie interesują dochodzenia policji i wyrok sądu. Ważne, by spotkać się w spokoju ducha na niedzielnej mszy i przekazać sobie znak pokoju.

Jesteśmy lepsi i w dobrym nastroju, gdy innych możemy znieważyć, poniżyć, obgadać. Coachingowe przesłanie “Polowania” jest bardzo czytelne.

Daję pięć w sześciostopniowej skali. Oczko niżej niż “Baza ludzi umarłych”, ponieważ nie mogę się oprzeć magii hłaskowych dialogów z “Bazy”, choć sam film nieco słabszy niż “Polowanie”.

3. Król, reż. Jan P. Matuszyński

Nigdy nie wierzyłem w mit wspaniałego polskiego dwudziestolecia międzywojennego, ani obrazu pięknej, obsadzonej pałacami magnatów i przemysłowców Warszawy. Przed wojną wystarczyło pół godziny spaceru z pełnego ukłonów Krakowskiego Przedmieścia na Tłomackie, Miłą i Żelazną, by poczuć krew, cebulę, czosnek. Z drugiej strony Wisły, z Pragi, niósł się odór zwierzęcych odchodów z zoo.

Serial “Król” Jana P. Matuszyńskiego czerpie z klimatów “Sztukmistrza z Lublina”, “Kariery Nikodema Dyzmy”, “Śmierci frajerom”. Oprowadza po Warszawie zadymionych spelun, eleganckich burdeli, bazarów, którymi trzęsie polityk i herszt przestępczej bandy Kum Kaplica (świetny Arkadiusz Jakubik) z egzekutorem Janem Szapiro (równie świetny Michał Żurawski), psychopatycznym Doktorkiem (nieco przerysowany i jednostronny Borys Szyc).

I gdyby tylko o bijatykach i haraczach była mowa, byłby to kolejny film typu „bum bum – zabili go i uciekł”, ale Matuszyński ze Szczepanem Twardochem (współscenarzysta i autor powieści, na podstawie której powstał film) pokazują po szekspirowsku, że o ile dobro w czystej postaci czasem występuje i się mnoży powoli, albo ginie od strzału z rewolweru, o tyle zło pleni się jak pleśń. Przestępcy mają kontakty z ministrami i premierami, elity – karmią się antysemityzmem i seksualnymi aberracjami, Żydzi – marzeniami o raju w Palestynie, a przynajmniej, żeby zgnoić goja. Optymistyczne przesłanie filmu pozostaje jasne i zrozumiałe: na końcu wygrywa zło.

W filmowym “Królu” wszystko się klei. Scenografia, zdjęcia, dialogi. Nie ma zbędnych słów, wypełniaczy w rodzaju zbyt długiej muzyki lub pejzaży Mazowsza. Aż chce się odwiedzić Kercelak.

Daję cztery plus w sześciostopniowej skali.