Sposób na skuteczne pozycjonowanie

Google jasno informuje, że kluczowym czynnikiem decydującym o wysokiej pozycji w wyszukiwarce jest użyteczność strony dla internautów. Potwierdzają to analizy firmy Searchmetrics.

Kolejne miejsca zajmują prawidłowo zbudowana i zoptymalizowana strona oraz wartościowe linki prowadzące do serwisu.

Nawet jeśli zadbamy o wysokiej jakości linki oraz skrupulatnie ułożoną stronę, wysiłek może być niewystarczający dla zajęcia wysokiego miejsca w Google. Jego roboty odkryją, że witryna jest szybko porzucana przez internautów, więc nieciekawa, nudna, nie dająca oczekiwanych informacji.

Badając jakość strony dla użytkowników Google bierze pod uwagę między innymi:

Współczynnik odrzuceń

Definicja Google: to odsetek sesji, podczas których użytkownik widzi tylko jedną stronę i opuszcza witrynę bez wchodzenia w interakcję z nią.
Współczynnik odrzuceń zależy od wielu czynników. Użytkownicy mogą np. opuszczać witrynę na stronie wejściowej z powodu problemów z projektem witryny lub z jej obsługą. Mogą także opuszczać witrynę po wyświetleniu jednej strony, jeśli znaleźli na niej potrzebne informacje i nie są zainteresowani odwiedzaniem kolejnych stron.
 Można dodać: nie znaleźli potrzebnych informacji i opuszczają witrynę, bo twórca strony nie zachęcił do przeglądania kolejnych podstron.
Tworzysz słabo zoptymalizowaną witrynę o niskiej jakości? Nie oczekuj, że znajdziesz się w pierwszej 10. Google.
Przykład: klient sprzedaje meble przez internet. Statystyki pokazywały, że strony sklepu z dodatkami w stylu art deco są zarówno poszukiwane, jak i odwiedzane przez zainteresowane tym stylem osoby. I tyle. Bo współczynnik odrzuceń oscylował wokół 80 procent. Internauci tak szybko opuszczali sklep, jak się w nim znaleźli. Powody: słaba jakość zdjęć, jednozdaniowe opisy przy stosunkowo kosztownych produktach, brak dodatkowych zdjęć ze szczegółami produktów.

Kilkumiesięczna praca nad opisami, optymalizacją SEO, nowymi zdjęciami zaowocowała spadkiem współczynnika odrzuceń z ponad 80 do 55 procent oraz wzrostem liczby zamówień.

Czas spędzony na stronie

Im więcej czasu użytkownicy spędzają w twojej witrynie, tym większe ma ona szanse na wysokie pozycje w wyszukiwarce Google. Roboty otrzymują sygnał, że serwis, sklep, portal absorbuje uwagę czytelników.
Przykład: jeśli prowadzisz sklep internetowy, zadbaj o wyraźne, dobrze wykadrowane zdjęcia; opisy, które odpowiedzą klientom na pytania, jakie zadaliby obsłudze w sklepie stacjonarnym. Załóż wewnętrzny blog z poradami, ciekawostkami.

Współczynnik CTR

Określa stosunek kliknięć wyniku wyszukiwania do liczby jego wyświetleń. Wysoki współczynnik CTR świadczy, że strona prawdopodobnie znalazła się wysoko w wynikach, może pochwalić się zajmującą treścią.
Problem zaczyna się, gdy narzędzie analityczne np. Google Narzędzia dla Webmasterów podpowiada, że internauci często wpisują do wyszukiwania określoną frazę, jedna z naszych podstron pojawia się w wynikach, ale ląduje na odległych pozycjach. Stąd przypuszczalnie CTR jest niski.

Przykład: przyjrzyj się twojej stronie, która pojawia się w wynikach wyszukiwania jako efekt zapytań internautów. Jeśli obserwujesz w Google Narzędziach dla Webmasterów rosnące nią zainteresowanie, postaraj się, by znalazła się przynajmniej w TOP 10. Popraw jakość zdjęć, opisów, zadbaj o linkowanie z tematycznie powiązanych serwisów, zaistniej z tematem na Facebooku, Twitterze, a jeśli dysponujesz ciekawymi obrazami – także na Pintereście.

Pozycjonowanie to bzdura!

Codziennie przychodzi na moją skrzynkę mailową przynajmniej jedna oferta pozycjonowania sklepów internetowych. Tytuły idą tak: Płacisz tylko za efekty. Gwarancja TOP10, TOP3 w Google. Brzmi zachęcająco, bo w przypadku większości sklepów internetowych Google generuje przynajmniej 70 procent ruchu. Brzmi przerażająco, ponieważ firmy od pozycjonowania obiecują szybki efekt z ryzykiem otrzymania filtra od Google. Skutkuje on brakiem strony w wynikach wyszukiwania, w efekcie załamaniem sprzedaży.

Widać jednak, że cały czas jest klientela na usługi, które nie przynoszą efektów. Lub przynoszą efekty wyłącznie krótkotrwałe. Dlaczego? Wyszukiwarka Google stawia na witryny z wysokiej jakości treścią i walczy z nienaturalnym linkowaniem. Pech chce, że definicję “nienaturalnego linkowania” znają tylko bystrzaki z Mountain View.

Wyprzedziłem wyszukiwarkę Google, o kilka lat. Gdy w latach 2005-2009 zakładałem sklepy internetowe www.edumed.com.pl, www.sklep-wiazowna.pl, www.vitamarket.pl wychodziłem z założenia, że powstają one by sprzedawać (odpowiednio wysoki współczynnik konwersji). Skuteczność miały zapewnić nie tylko opisy produktów, ale przede wszystkim podstrony i powiązane blogi z tekstami, które paradoksalnie sprzedaży szkodzą. Przykład: Sklep Wiązowna oferuje suplementy diety, ale jednocześnie jego blog informuje, że większość oferowanych leków to czyste placebo.

Praca, którą wykonuję, da się stracić słowami Ernesta Hemingwaya:

Wszystko, co musisz zrobić, to napisać jedno prawdziwe zdanie. Napisz najszczerszą prawdę, jaką znasz

Wiedza, oferowanie internautom możliwie najdokładniej sprawdzonych, oryginalnych, a także szczerych – podyktowanych własnymi doświadczeniami, emocjami i pasjami – treści zapewnia powodzenie serwisu,, portalu czy sklepu internetowego.

Dziś brzmi to jak oczywista oczywistość. Ale jeszcze dwa lata temu usługi pozycjonowania stron wydały się iść odrębnym torem niż treść witryn. Teraz agencje SEO, by przetrwać, muszą stać się agencjami marketingu internetowego. Google do oceniania użyteczności stron używa nie tylko robotów. Sprawdzają ją też pracownicy Google, tzw. Human Factors.

A co z linkami?

Najlepszym sposobem “link buildingu” jest realizowanie strategii rozbudowanego content marketingu. Jeśli witryna oferuje unikalne i ciekawe treści internauci będą do niej linkować chociażby przez obecność w social media.

Właściciele stron i sklepów internetowych powinni zrozumieć, że świat nie kończy się na Google. Nie kończy się w takim sensie, że sama obecność w TOP 3 nie oznacza osiągnięcia oczekiwanego celu, np. zakupów. Przyszłość należy do sklepów, które oferują znacznie więcej niż opisy produktów. To właśnie dlatego wielkie sieci handlowe handlu tradycyjnego wydają nie tylko gazetki promocyjne, ale inwestują w magazyny wnętrzarskie (OBI), pisma skierowane do kobiet (Tesco, Biedronka) czy produkcję filmową (Leroy Merlin).

To samo staram się robić przy stronach, które mam pod opieką. Wymaga to masy lektur, pracy reasercherskiej, przygotowania własnych artykułów. Dlatego jestem spokojny, że konkurencja nawet mając tę wiedzę, niekoniecznie z niej skorzysta.