Serial „Osiecka”, odcinki 9-13 [RECENZJA]

Przez odcinki od pierwszego do szóstego serialu “Osiecka” przeleciałem jak Pendolino przez stacyjki Mazowsza. Nazwy nie zdążyłem przeczytać, budka dróżnika albo tylko szlaban, pola, domy za tujami. Kościół, Dino, Topaz.

Film zwolnił od ósmego odcinka, bardziej można przyjrzeć się szczegółom, choć nie wiadomo po co. Krajobraz niewiele się zmienił. Przemawia Gierek w kronice filmowej. Produkcja surówki rośnie. Agnieszka Osiecka coś tam skrobie notesie, pisze, tworzy. Ale jak jej się to i z czego układa, nie można dowiedzieć się, poczuć, wydedukować.

Wystarczy usiąść w barze nad wódką i już, serial TVP pokazuje.

Osiecka z kimś się nudzi lub kimś fascynuje. Czemu zafascynowała się Danielem Passentem? Czemu Zbigniew Mentzel okazał się ogniem, a Osiecka – ćmą? Chyba dlatego, że byli nietuzinkowymi ludźmi, erudytami,  ale to tylko domysły. W przypadku  Mentzla przychodzi na myśl książka “Dorosłe dziewczynki z rodzin dysfunkcyjnych” Eugenii Herzyk. Im bardziej ktoś tobą pogardza i odrzuca miłość, im więcej tracisz, tym usilniej biegniesz po ochłap uczuć. Hazard miłości, choć pieniądze też można utopić. Czy film taką interpretację próbuje forsować? Nie. Tylko tak mi przyszło do głowy.

Może Osiecka do pisania potrzebowała dołów, szorowania po dnie, nieszczęścia. Z Passentem, pokazuje serial, tylko dom, zasłony i kotlety mielone. Z mizerii ogórka trudno czerpać natchnienie.

W każdym razie ostatnie odcinki wydają się zemstą, wiem nie tworzyli filmu, Daniela Passenta i Agaty na Mentzlu. Widzowie go nie lubią, nad Osiecką załamują ręce.

Pod koniec serii bohaterowie zaczynają żegnać się ze światem. Śmierć zawsze dobrze się filmuje. Na końcu umiera Osiecka, mówiąc:
– Do dupy to umieranie.
Kto wie, czy to nie najlepszy tekst z filmu, bo najczęściej sejsmograf dialogów toczy się swobodnie niczym nie poruszany.

W swoim odbiorze i odczuciach nie jestem odosobniony. Marek Richter tak się wypowiedział o swojej roli i serialu:

– Jako jedyny gram siebie w tym serialu – powiedział nam Marek Richter. – Obejrzałem kilka odcinków, także ten ostatni, w którym się pojawiam. Uważam, że to fatalny serial. Oglądając porównywałem go z angielskim serialem o królowej Wiktorii. Tam pokazana jest wyjątkowa osoba, jej wrażliwość, emocjonalność, a tutaj zupełnie nie wiem, co twórcy chcieli powiedzieć? Jak mówi Wojtek Fułek: wszystko i nic. Niektóre postacie, ciekawe i ważne dla nas, takie jak chociażby Wojciech Młynarski są jedynie maźnięte. Ten serial to porażka, totalna bzdura – uważa aktor.

– Finałowy odcinek wyreżyserował Robert Gliński, który wpisał się w tę dziwną konwencję: pokazuje się jakieś archiwalne materiały z kronik filmowych, a potem skacze po tematach – dodaje Marek Richter. – Najbardziej wkurzyło mnie to, że zamiast opowiedzieć o pięknej duszy Agnieszki, która była kochanym, wspaniałym człowiekiem wciąż widzimy ją z butelką wódki. Wódka – właściwie to był leitmotiv serialu.

Źródło cytatu: Sopot.naszemiasto.pl

Za odcinki 9-13 daję cztery minus., bo jednak tego i owego się dowiedziałem.

Serial “Osiecka” [RECENZJA]

Gdy Leopold Tyrmand wynajmował pokój w kamienicy z łazienką na korytarzu, Agnieszka Osiecka już studiowała na łódzkiej filmówce. Serial “Osiecka” TVP ładnie nam tu i po kolei przedstawia drogę poetki przez PRL i życie.

Uczyła się tu i tu, studiowała tu i tam. Prasa i internet zachwycają się rolą Elizy Rycembel w roli młodej Osieckiej. Nie przyłączam się do chóry apologetów. Nie gra słabo, ale wada scenariusza, który nijak nie próbuje wyjaśnić, jak z Osieckiej wyrosła nietuzinkowa osobowość, autorka znakomitych tekstów, łamaczka męskich serc, wpycha Rycembel w styl szkolnego przedstawienia. 

Z drugiej strony ni w ząb nie można pojąć, skąd brała się charyzma Marka Hłaski. Więcej emocji na jeden megabajt taśmy filmowej występuje w “M jak miłość”. Już lepiej poszło z Jeremim Przyborą. Połączyła ich poezja i miłość do słowa. To widać, słychać i czuć.

Już dorosłą Osiecką gra Magdalena Popławska, gra bardziej przekonująco niż Rycembel, ale wciąż w nurcie poprawności. Nic tu nie wylewa, ani nie schnie. Nadal życie artystyczne wczesnego PRL-u przypomina występ teatru z Białołęckiego Ośrodka Kultury, przy czym komplementuję tu ośrodek z ulicy van Gogha.

Poza tym w “Osieckiej” znajdziemy papierowe dialogi. Chciałbym widzieć ludzi, którzy tak rozmawiają jak w tym filmie. Dłużyzny, niepotrzebne kadry ścielą się gęsto. Rozmowa Osieckiej z Witoldem Dąbrowskim wśród wielokolorowej na skórze i stroju roztańczonej chyba wśród Arkad na Karowej młodzieży socjalistycznej całego świata świetnie usypia, mimo że mulatki kręcą tym, co tam tylko mają najlepszego.

Obejrzałem 6 z 13 bodaj odcinków i tymczasem daję mocne trzy plus.

Autor recenzji: Jarek Pałyska